Kolejna sprawa warta pamięci

Dodano 16 października 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec
Rzuciliśmy swe własne domy,
rzuciliśmy najbliższych nam,
nie po to by pisano tomy,
lub aby zdobyć serca dam.
Myśmy rebelianci,
polscy partyzanci.
Poszliśmy w las,
bo nadszedł czas, 
bo nadszedł czas.

Nie chcemy sierpów ani młotów
i obrzydł nam germański wróg,
na pomstę mamy dziś ochotę
za Polskę spłacić krwawy dług.
Refren: Myśmy rebelianci …

Idziemy dziś na polskie szosy,
idziemy na zasadzek moc,
bo chcemy zmienić wojny losy,
więc idziem w dzień i idziem w noc.
Refren: Myśmy rebelianci …


I nie opowiadajcie mi tu pseudofilozoficznych gadek o kondycji człowieka i pacyfizmie. Nie mam zamiaru tłumaczyć się ze swojego prawa do obrony. 

THIS IS SPARTAAAAA!!!


Otagowane:  

Rocznica (cudzej) klęski

Dodano 25 lutego 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

25 lutego 1900 roku pod Paaderbergiem Burowie ponieśli klęskę, która zadecydowała o wyniku wojny Wielką Brytanią. Od tej pory Brytyjczycy już tylko dobijali konające burskie republiki. Epoka wolnych, niekolonialnych państw białych w Afryce dobiegła końca. Równocześnie zakończyły się dzieje wolnych narodów afrykańskich. Nie licząc Etiopii, która oparła się Włochom, wszystkie plemiona murzyskie znalazły się pod panowaniem białych z Europy.

Skutkiem upadku republik burskich był rozwój rasizmu i nacjonalizmu aż do wprowadzenia w latach 40. XX wieku polityki segregacji rasowej pojmowanej jako ratunek przed upadkiem kultury burskiej wypieranej z jednej strony przez Brytyjczyków, a z drugiej przez coraz aktywniejsze środowiska Murzyńskie. Apartheid miał podobny rodowód, jak ruch narodowodemokratyczny w Polsce. I tu, i tu chodziło o obronę tożsamości. Lekarstwo okazało się jednak gorsze od choroby.

Polskę i Afrykę Południową wbrew pozorom wiele łączy. W czasie wojny burskiej Polacy masowo kibicowali Burom, a noszenie burskiego stroju było przejawem sprzeciwu wobec agresji na wolne kraje. W latach II wojny światowej uchodźcy polscy ewakuowani z ZSRS znaleźli schronienie w RPA (wtedy Unii Południowej Afryki), a piloci południowoafrykańscy nieśli pomoc walczącej Warszawie. W tragedii osamotnionej Polski dostrzegali podobieństwo do ich własnych losów. 


Przypominam piękną balladę Boka van Blerka. Poniżej próbka tłumaczenia tekstu (jeszcze chropawa).

 

 


Bok van Blerk

 De la Rey

 Pośród błota i krwi
Leżę czekając aż rozkaz da świt.
W górach znalazłem dach.
Poznaję zimny wolności mej smak.

 

Domy podpalił wróg,
Splądrował farmy, by upadł w nas duch.
Lecz ten ogień, ten żar
Rozpala gniew, w bój gna.

 

Ref.

De la Rey, de laRey
Poprowadź Burów na bój
de la Rey, de la Rey. 

Tyś jest nasz generał,
Z tobą jak skała każdy będzie trwał,
de la Rey

  

Słuchaj jak khakis drwią,
Że nas tak mało, gdy ich setki są.
Już nie mamy gdzie iść.
Ostatni fort, to ostatni klif.

 Serce Bura, to stal,
I twardsze od stali angielskich jest dział.
Już na koniu tu gna
Lew, co ocali Transwal.

 

Ref.:     

De la Rey, de la Rey
Poprowadź Burów na bój
de la Rey, de la Rey.

Tyś jest nasz generał,
Z tobą jak skała każdy będzie trwał,
de la Rey

 

Moja żona i syn
W obozie zamknięci, bez szans.
Ogarnia mnie słuszny gniew.
Gniew, co obudzi znów dzień.

  

Ref.:

De la Rey, de la Rey
Poprowadź Burów na bój
de la Rey, de la Rey. 

Tyś jest nasz generał,
Z tobą jak skała każdy będzie trwał,
de la Rey

 

De LaRey, De La Rey sal jy die Boere kom lei?
De La Rey, De La Rey
Generaal, generaal soos een man, sal ons om jouval.
Generaal De La Rey.

Jak to możliwe?

Dodano 13 lutego 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Dorastaliście w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych…??? 


Jak, do cholery, udało się wam przeżyć???!!! 

Samochody nie miały pasów bezpieczeństwa, ani zagłówków, no i żadnych airbagów!!! 
Na tylnym siedzeniu było wesoło, a nie niebezpiecznie.

Łóżeczka i zabawki były kolorowe i z pewnością polakierowane lakierami ołowiowymi lub innym śmiertelnie groźnym gównem.

Niebezpieczne były puszki, drzwi samochodów. Butelki od lekarstw i środków czyszczących nie były zabezpieczone. 

Można było jeździć na rowerze bez kasku. A ci, którzy mieszkali w pobliżu szosy na wzgórzu ustanawiali na rowerach rekordy prędkości, stwierdzając w połowie drogi, że rower z hamulcem był dla starych chyba za drogi… Ale po nabraniu pewnej wprawy i kilku wypadkach… panowaliśmy i nad tym (przeważnie)! 

Szkoła trwała do południa, a obiad jadło się w domu. 

Niektórzy nie byli dobrzy w budzie i czasami musieli powtarzać rok. Nikogo nie wysyłano do psychologa. Nikt nie był hiperaktywny ani dysklektykiem. Po prostu powtarzał rok i to była jego szansa. 

Wodę piło się z węża ogrodowego lub innych źródeł, a nie za sterylnych butelek PET.

Wcinaliśmy słodycze i pączki, piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem i nie mieliśmy problemów z nadwagą, bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy aktywni.
Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli i nikt z tego powodu nie umarł. 

Nie mieliśmy Playstations, Nintendo 64, X-Boxes, gier wideo, 99 kanałów w TV, DVD i wideo, Dolby Surround, komórek, komputerów ani chatroomów w Internecie… lecz przyjaciół ! Mogliśmy wpadać do kolegów pieszo lub na rowerze, zapukać i zabrać ich na podwórko lub bawić się u nich, nie zastanawiając się, czy to wypada. Można się było bawić do upojenia, pod warunkiem powrotu do domu przed nocą. 
Nie było komórek… I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy!!! Nieprawdopodobne!!! Tam na zewnątrz, w tym okrutnym świecie!!! Całkiem bez opieki! Jak to było możliwe? 

Graliśmy w piłę na jedną bramę, a jeśli kogoś nie wybrano do drużyny, to się wypłakał i już. Nie był to koniec świata ani trauma. 

Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie, złamane kości, czasem wybite zęby, ale nigdy, NIGDY, nie podawano nikogo z tego powodu do sądu! NIKT nie był winien, tylko MY SAMI! 

Nie baliśmy się deszczu, śniegu ani mrozu. Nikt nie miał alergii na kurz, trawę ani na krowie mleko. Mieliśmy wolność i wolny czas, klęski, sukcesy i zadania. I uczyliśmy się dawać sobie radę! 

Pytanie za 100 punktów brzmi: Jak udało się nam przeżyć??? A przede wszystkim: Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość???
Otagowane:  

Walka o godność

Dodano 24 października 2008, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Zdjęcie znalezione na onet.pl i pokazujące „festiwal myśliwski” w Kirgistanie. Wilk, uwiązany łańcuchem do kołka, pilnowany przez uzbrojonych ludzi, musi walczyć przeciw biegającej swobodnie zgrai psów. I walczy, choć nie ma w tym boju szans. Nie kuli ogona, nie skamle. Skacze i gryzie do końca. Byle zachować godność i nie dać się upodlić. By razem z życiem nie utracić też szacunku do siebie i honoru.

Chwała wilkom. Tym z Bieszczad, tym z Kirgistanu i tym z… Kaukazu.

Otagowane:  

Dyskusja w europarlamencie

Dodano 22 października 2008, w Bez kategorii, przez Wędrowiec
Kompilacja z dyskusji w europarlamencie na temat wyniku irlandzkiego „nie” dla traktatu lizbońskiego, czyli „eurokonstytucji”.
Nie wnikam tu, czy Irlandczycy zdecydowali słusznie, czy nie. Mieli jednak prawo do swojej decyzji.
Warto w tym kontekście popatrzyć na zachowanie europejskich przywódców. Czy naprawdę chcemy mieć nad sobą ludzi, którzy mają w nosie opinie „poddanych” sprzeczne z ich stanowiskiem i którym potrzebni jesteśmy tylko jako klaka?

Jeśli już jesteśmy w UE, to zróbmy wszystko,  żeby decyzji nie podejmowano za nas, nad naszymi głowami i żeby nie ubliżano tym, którzy decydują niezgodnie ze z góry założonym planem.
Otagowane:  

Ochrzczeni w ogniu

Dodano 1 września 2008, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Dziś miało być o Indianach, ale z oczywistych względów dałem ponownie „40 to 1″ Sabatonu. Wiadomo, czemu.

Zawsze pamiętajmy o poległych. To cena naszej wolności.

Otagowane:  

  • RSS