Wielkanoc

Dodano 11 kwietnia 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

W naszej analizie popełniliśmy mały błąd. Założyliśmy bowiem, że możliwe jest jednoczesne wypełnienie oczekiwań Boga i odrzucenie Jego woli. Jest to sprzeczność, bo wola z założenia wiąże się z oczekiwaniem jej spełnienia. Jeśli moją wolą jest, żeby Zuzia została baletnicą, to oczekuję, że nią zostanie.

Tak więc, jeśli akceptacja woli Boga A=0, to automatycznie spełnienie Jego oczekiwań C=0.

Założenia ostatecznie wyglądają tak:

 

1. Istnieje
twierdzenie T mówiące, że:

Istnieje Bóg, który nagradza za spełnienie Jego
oczekiwań

2. Istnieje
człowiek mający opinię P na temat twierdzenia T.

3. Opinia P człowieka może, ale nie musi być
związana z postępowaniem C.

4. Istnieje suwerenna
wola Boga S działająca niezależnie od działań człowieka.

5. Człowiek wyposażony
jest w możliwość akceptacji A
suwerennej woli Boga S

5.
T=1 – jeśli twierdzenie jest prawdziwe
lub
T=0 – jeśli twierdzenie jest fałszywe.

6.
P=1 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za prawdę.
lub
P=0 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za fałsz.

7.
C=1 – jeśli człowiek spełnia (w 100%) oczekiwania Boga
lub
C=2 – jeśli człowiek nie spełnia oczekiwań Boga, chociaż się stara.

8.
S=1 <=> T=1

9.

A=1 <= P=1

10.

A=0 => C=0


11.

T*P*C+S*A=N

gdzie N
jest spełnieniem oczekiwań człowieka.

12.

1 – oznacza
odpowiedź pozytywną,

0 – oznacza
odpowiedź negatywną.

Analiza:

1.

T=1

P=1

C=1

S=1

A=1

1*1*1+1*1=2
[1+1]

Oczekiwania człowieka zostaną spełnione, jeśli  twierdzenie o Bogu jest prawdą, człowiek je
zaakceptuje i postępuje zgodnie z nim. Dodatkowo zaakceptowana przez człowieka
suwerenna wola Boga daje mu „wartość dodaną”, nadmiar Łaski.

2.

T=1

P=1

C=0

S=1

A=1

1*1*0+1*1=1

Oczekiwania człowieka nie zostaną spełnione,
jeśli  twierdzenie o Bogu jest prawdą, człowiek
je zaakceptuje, ale nie postępuje zgodnie oczekiwaniami Boga. Jednakże zaakceptowana
przez człowieka suwerenna wola Boga daje człowiekowi dodatkową szansę,
uzupełnia to, czego człowiek sam nie jest w stanie osiągnąć.

 

3.

T=1

P=1

C=0

S=1

A=0

1*1*0+1*0=0

Oczekiwania człowieka nie
zostaną spełnione, jeśli  twierdzenie o
Bogu jest prawdą, człowiek je zaakceptuje, ale nie postępuje zgodnie oczekiwaniami
Boga. Dodatkowo nie zaakceptowanie przez człowieka suwerennej woli Boga odbiera
mu dodatkową szansę.

 

4.

T=1

P=0

C=1

S=1

A=0

1*0*0+1*0=0

Oczekiwania człowieka
nie zostaną spełnione, jeśli twierdzenie o Bogu jest prawdą, a on je odrzuca i
nie żyje zgodnie z Jego oczekiwaniami. Odrzucając twierdzenie o Bogu człowiek
wyklucza możliwość zaakceptowania Jego suwerennej woli.

5.

T=0

P=0

C=0

S=0

A=0

0*0*0+0*0=0

Oczekiwania człowieka
nie zostaną spełnione, jeśli twierdzenie o Bogu nie jest prawdą, on je odrzuca
i konsekwentnie nie żyje zgodnie z Jego oczekiwaniami. Odrzucenie suwerennej
woli Boga nie ma znaczenia, jeśli ona nie istnieje.

6.

T=0

P=1

C=1

S=0

A=1

 

0*1*1+0*1=0

Oczekiwania człowieka
nie zostaną spełnione, jeśli twierdzenie o Bogu nie jest prawdą, człowiek
uznaje je za prawdę i żyje zgodnie z oczekiwaniami Boga, w którego wierzy. Zaakceptowanie
suwerennej woli Boga nie ma znaczenia, jeśli ona nie istnieje.

Wnioski:

1. Przyjęcie założenia, że odrzucenie suwerennej woli Boga jest równoznaczne z niespełnieniem Jego oczekiwań radykalnie zmniejszyło nam ilość możliwości, a co ważniejsze, wykluczyło możliwość osiągnięcia Zbawienia o własnych siłach, z pominięciem suwerennej woli Boga. Pozostają więc dwie możliwości:

a) spełnienie wymagań Boga w całości i jednoczesne przyjęcie Jego woli – dające swoistą wartość dodaną Bożej Łaski, co zostało wykonane według chrześcijan w osobie Chrystusa,

b) przyjęcie suwerennej woli Boga pomimo niespełnienia Jego wymagań – czyli zbawienie z Łaski przez wiarę.

Wszystkie inne opcje prowadzą do niespełnienia oczekiwań. Podkreślam tu kilka spraw:

- nie ma znaczenia, jakie są oczekiwania Boga względem człowieka,

- nie ma znaczenia, czy człowiek zna wymagania Boga,

- pod spełnieniem oczekiwań rozumiemy spełnienie oczekiwań zgodnych z posiadanym światopoglądem. Jeśli ateista oczekuje udanego życia, z którego będzie zadowolony, sukcesów, pozycji itp, to we wszystkich tych sferach dozna ostatecznie zawodu. Nawet jeśli  przez większą część życia będzie uważał, że odniósł sukces.

Każdy koniec stanowi początek czegoś nowego.


Jeśli zamyka się jedna droga, gdzieś obok otwiera się inna.


Szukajmy nowych dróg i nowych szans.


Czerpiąc z dorobku przeszłości nie wpadajmy w koleinę rutyny.


WESOŁYCH ŚWIĄT

!

Otagowane:  

Pascal cz.4

Dodano 20 marca 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

W poprzednim wpisie dodaliśmy do Zakładu Pascala
aspekt suwerennej woli Boga. W tym ujęciu jednak, nie ma miejsca na żaden
aspekt wolnej woli człowieka. W istocie w takim ujęciu suwerenna wola Boga
gwałci wolność ludzką, odbiera ją człowiekowi.

Co stanie, się jeśli uznamy, że człowiek ma jednak
możliwość powiedzieć Bogu „nie” i wolę Boga odrzucić? Co stanie się, jeśli
suwerenną wolę Boga [S] zwiążemy przez koniunkcję z akcepcją człowieka [A]?

Nowe założenia są więc takie:

1. Istnieje
twierdzenie T mówiące, że:

Istnieje Bóg, który nagradza za spełnienie Jego
oczekiwań

2. Istnieje
człowiek mający opinię P na temat twierdzenia T.

3. Opinia P człowieka może, ale nie musi być
związana z postępowaniem C.

4. Istnieje suwerenna
wola Boga S działająca niezależnie od działań człowieka.

5. Człowiek wyposażony
jest w możliwość akceptacji A
suwerennej woli Boga S

5.
T=1 – jeśli twierdzenie jest prawdziwe
lub
T=0 – jeśli twierdzenie jest fałszywe.

6.
P=1 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za prawdę.
lub
P=0 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za fałsz.

7.
C=1 – jeśli człowiek spełnia (w 100%) oczekiwania Boga
lub
C=2 – jeśli człowiek nie spełnia oczekiwań Boga, chociaż się stara.

8.
S=1 <=> T=1

9.

A=1 <= P=1

Warunkiem zaakceptowania suwerennej woli Boga jest
uznanie Jego istnienia, ale uznanie Jego istnienia nie oznacza jeszcze, że
człowiek zaakceptuje Jego wolę.


10.

 

T*P*C+S*A=N

gdzie N
jest spełnieniem oczekiwań człowieka.

 

11.

1 – oznacza
odpowiedź pozytywną,

0 – oznacza
odpowiedź negatywną.

 

Analiza:

1.

T=1

P=1

C=1

S=1

A=1

1*1*1+1*1=2
[1+1]

Oczekiwania człowieka zostaną spełnione, jeśli  twierdzenie o Bogu jest prawdą, człowiek je
zaakceptuje i postępuje zgodnie z nim. Dodatkowo zaakceptowana przez człowieka
suwerenna wola Boga daje mu „wartość dodaną”, nadmiar Łaski.

 

2.

T=1

P=1

C=1

S=1

A=0

 

1*1*1+1*0=1

Oczekiwania człowieka zostaną spełnione, jeśli  twierdzenie o Bogu jest prawdą, człowiek je
zaakceptuje i postępuje zgodnie z nim. Jednakże nie zaakceptowanie przez
człowieka suwerennej woli Boga odbiera mu ową dodatkową szansę.  

 

3.

T=1

P=1

C=0

S=1

A=1

1*1*0+1*1=1

Oczekiwania człowieka nie zostaną spełnione,
jeśli  twierdzenie o Bogu jest prawdą, człowiek
je zaakceptuje, ale nie postępuje zgodnie oczekiwaniami Boga. Jednakże zaakceptowana
przez człowieka suwerenna wola Boga daje człowiekowi dodatkową szansę,
uzupełnia to, czego człowiek sam nie jest w stanie osiągnąć.

 

4.

T=1

P=1

C=0

S=1

A=1

1*1*0+1*0=0

Oczekiwania człowieka nie
zostaną spełnione, jeśli  twierdzenie o
Bogu jest prawdą, człowiek je zaakceptuje, ale nie postępuje zgodnie oczekiwaniami
Boga. Dodatkowo nie zaakceptowanie przez człowieka suwerennej woli Boga odbiera
mu dodatkową szansę.  

 

5.

T=1

P=0

C=1

S=1

A=0

1*0*1+1*0=0

Jeśli twierdzenie o
Bogu jest prawdą, a człowiek je, mimo to postępując zgodnie z Jego
oczekiwaniami, to człowieka oczekiwania nie zostaną spełnione. Odrzucając
twierdzenie o Bogu człowiek wyklucza możliwość zaakceptowania Jego suwerennej
woli.

 

6.

T=1

P=0

C=0

S=1

A=0

1*0*0+1*0=0

Oczekiwania człowieka
nie zostaną spełnione, jeśli twierdzenie o Bogu jest prawdą, a on je odrzuca i
nie żyje zgodnie z Jego oczekiwaniami. Odrzucając twierdzenie o Bogu człowiek
wyklucza możliwość zaakceptowania Jego suwerennej woli.

 

7.

T=0

P=0

C=0

S=0

A=0

0*0*0+0*0=0

Oczekiwania człowieka
nie zostaną spełnione, jeśli twierdzenie o Bogu nie jest prawdą, on je odrzuca
i konsekwentnie nie żyje zgodnie z Jego oczekiwaniami. Odrzucenie suwerennej
woli Boga nie ma znaczenia, jeśli ona nie istnieje.

 

8.

T=0

P=0

C=1

S=0

A=0

0*0*1+0*0=0

 

 

Oczekiwania człowieka
nie zostaną spełnione, jeśli twierdzenie o Bogu nie jest prawdą, on je odrzuca,
ale żyje tak, jakby istniał i zgodnie z hipotetycznymi oczekiwaniami Boga. Odrzucenie
suwerennej woli Boga nie ma znaczenia, jeśli ona nie istnieje.

 

9.

T=0

P=1

C=0

S=0

A=1 

0*1*0+0*1=0

Oczekiwania człowieka
nie zostaną spełnione, jeśli twierdzenie o Bogu nie jest prawdą, człowiek
uznaje je za prawdę, ale żyje niezgodnie z oczekiwaniami Boga, w którego wierzy.
Zaakceptowanie suwerennej woli Boga nie ma znaczenia, jeśli ona nie istnieje.


10.

T=0

P=1

C=1

S=0

A=1

 

0*1*1+0*1=0

Oczekiwania człowieka
nie zostaną spełnione, jeśli twierdzenie o Bogu nie jest prawdą, człowiek
uznaje je za prawdę i żyje zgodnie z oczekiwaniami Boga, w którego wierzy. Zaakceptowanie
suwerennej woli Boga nie ma znaczenia, jeśli ona nie istnieje.

 

 

Wnioski:

1.
Utwierdza się wniosek dotyczący Sprawiedliwego.

a)  człowiek akceptujący istnienie Boga i
postępujący całkowicie zgodnie z Jego oczekiwaniami jest w stanie samodzielnie osiągnąć
spełnienie swoich oczekiwań
– na tym założeniu
opiera się doktryna judaistyczna (szczególnie faryzejska) oraz chrześcijańska, buddyjska
i islamska,

b)
istnienie i zaakceptowanie suwerennej woli Boga daje Sprawiedliwemu nadmiar
Łaski, którym może dysponować bez szkody dla Siebie
-
tu jesteśmy przy podstawach chrześcijaństwa,

c) sprawiedliwy może osiągnąć spełnienie oczekiwań nie
przyjmując suwerennej woli Boga – znowu założenie buddyzmu i judaizmu w wydaniu
talmudycznym.

 

2.
Człowiek akceptujący twierdzenie o Bogu i akceptujący Jego suwerenną wolę może
uzyskać spełnienie oczekiwań nawet wtedy, gdy nie postępuje zgodnie z
oczekiwaniami Boga.

To nic innego, jak zbawienie z Łaski przez wiarę zawarte
w listach apostoła Pawła, teologii Augustyna i Lutra.

 

3. We wszystkich innych przypadkach oczekiwania
człowieka nie zostaną spełnione.

 

4. Warunkami koniecznymi i wystarczającymi do
spełnienia oczekiwań człowieka są:

a) istnienie Boga,

b) akceptacja tego faktu przez człowieka,

c) istnienie suwerennej woli Boga chcącego, by
oczekiwania człowieka zostały spełnione,

d) spotkanie się woli człowieka z suwerenną wolą
Boga poprzez jej akceptację.

 

5. Ponieważ warunki pierwotne a i b zawarte są
(stanowią warunek zaistnienia) warunków c i d, można zredukować listę warunków
koniecznych i wystarczających dla spełnienia oczekiwań człowieka do dwóch:

a) istnieje suwerenna wola Boga, który chce spełnić
oczekiwania człowieka,

b) spotkanie się woli człowieka z suwerenną wolą
Boga poprzez jej akceptację.


6. Wynika z tego, że jeśli istnieje materialny,
historyczny dowód istnienia suwerennej woli Boga, to warunkiem spełnienia
oczekiwań człowieka jest zaakceptować ten dowód jako podstawę akceptacji suwerennej
woli Boga – dowód Przymierza.

To wyjaśnia sens słów apostoła Pawła

„Jeśli
Chrystus nie zmartwychwstał

(czyli: jeśli nie istnieje suwerenna wola Boga, jeśli nie ma Sprawiedliwego i nie dysponuje On nadmiarem Łaski),

daremna
jest wiara nasza”
(jaka by nie była)

 

Otagowane:  

Pascal cz. 3

Dodano 15 marca 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Do tej pory cały wywód skupiał się na postawie człowieka,
pomijając aktywność hipotetycznego Boga. Ograniczał Go do postawienia warunków
i wyciągnięcia wniosków – sądu. Tymczasem judaizm, chrześcijaństwo, islam
zakładają aktywną wolę Boga w dziele Zbawienia. Żeby równanie było zgodne z
tymi założeniami trzeba więc dodać czynnik
suwerennej woli Boga
S takiej,
że:

S=1 <=> T=1

Suwerenna wola Boga istnieje tylko wtedy, gdy prawdą jest twierdzenie o
istnieniu Boga.

 

 

Nasze założenia
wyglądają zatem tak:

1. Istnieje
twierdzenie T mówiące, że:

Istnieje Bóg, który nagradza za spełnienie Jego
oczekiwań

2. Istnieje
człowiek mający opinię P na temat twierdzenia T.

3. Opinia P
człowieka może, ale nie musi być związana z postępowaniem C.

4. Istnieje
suwerenna wola Boga S działająca
niezależnie od działań człowieka.

5.
T=1 – jeśli twierdzenie jest prawdziwe
lub
T=0 – jeśli twierdzenie jest fałszywe.

6.
P=1 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za prawdę.
lub
P=0 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za fałsz.

7.
C=1 – jeśli człowiek spełnia (w 100%) oczekiwania Boga
lub
C=2 – jeśli człowiek nie spełnia oczekiwań Boga, chociaż się stara.

8.
S=1
<=> T=1

9.

T*P*C+S=N

gdzie N
jest spełnieniem oczekiwań człowieka w odniesieniu do wieczności.

10.

1 – oznacza
odpowiedź pozytywną,

0 – oznacza
odpowiedź negatywną.

 

Analiza:

1.

T=1

P=1

C=1

S=1

T*P*C=1*1*1+1=1+1

Jeśli
twierdzenie T jest prawdą, a człowiek przyjmie je za prawdę i stosuje się do
tego, jego oczekiwania zostaną spełnione.

Dodatkowo
suwerena wola Boga podwaja jego szanse.

 

2.

T=1

P=1

C=0

S=1

T*P*C=1*1*0+1=1

Jeśli twierdzenie T jest prawdą, a człowiek przyjmie je za prawdę, ale
nie stosuje się do tego, jego oczekiwania i tak zostaną spełnione.

 

3.

T=1

P=0

C=1

S=1

T*P*C=1*0*1+1=1

Jeśli twierdzenie T jest prawdą, ale człowiek nie przyjmie go za prawdę, mimo
to żyje tak, jakby było prawdą, jego oczekiwania i tak zostaną
spełnione.

 

4.

T=1

P=0

C=0

S=1

T*P*C=1*0*0+1=1

Jeśli twierdzenie T jest prawdą, ale człowiek nie przyjmie go za prawdę i
konsekwentnie żyje tak, jakby nie było prawdą, jego
oczekiwania i tak zostaną spełnione.

 

5.

T=0

P=0

C=0

S=0

T*P*C=0*0*0+0=0

Jeśli twierdzenie T nie jest prawdą i człowiek nie przyjmie go za prawdę
i konsekwentnie żyje tak, jakby nie było prawdą, jego
oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

6.

T=0

P=1

C=0

S=0

T*P*C=0*1*0+0=0

Jeśli twierdzenie T nie jest prawdą, ale człowiek przyjmie je za prawdę,
mimo to żyje tak, jakby nie było prawdą, jego oczekiwania nie
zostaną spełnione.

 

7.

T=0

P=0

C=1

S=0

T*P*C=0*0*1+0=0

Jeśli twierdzenie T nie jest prawdą i człowiek nie przyjmie go za prawdę,
 ale żyje tak, jakby było prawdą, jego
oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

8.

T=0

P=1

C=1

S=0

T*P*C=0*1*1+0=0

Jeśli twierdzenie T nie jest prawdą, ale człowiek przyjmie je za prawdę i
konsekwentnie żyje tak, jakby było prawdą, jego oczekiwania nie
zostaną spełnione.

 

Wnioski:


1. Suwerenna wola Boga zmienia sytuację zwiększając szanse na spełnienie
oczekiwań do 50% (!) bez względu na to, czy twierdzenie o istnieniu Boga
przyjmuje się za prawdę, czy nie.


2. Człowiek Sprawiedliwy – czyli akceptujący twierdzenie o istnieniu Boga
i żyjący według Jego oczekiwań (tzn. bezgrzeszny) nie potrzebuje woli Boga, aby
jego oczekiwania zostały spełnione. Mając własną sprawiedliwość i suwerenną
wolę Boga dysponuje „wartością dodaną”, swoistym nadmiarem Łaski, którym może rozporządzać.

UWAGA! To
podstawowe twierdzenie chrześcijaństwa! Chrystus jako doskonale wierny Bogu i
bezgrzeszny otrzymawszy dodatkowo suwerenną wolę Boga w postaci Łaski, może nią
rozporządzać dowolnie!
(podobne twierdzenia występują w judaizmie, islamie i buddyzmie, ale nie
są tak akcentowane, nie mają takiego kluczowego znaczenia jak w
chrześcijaństwie)


3. Człowiek wierzący, nie spełniający jednak oczekiwań Boga może liczyć
na działanie suwerennej woli Boga, która daje mu spełnienie jego oczekiwań
(Zbawienia) na podstawie wiary, a nie z uczynków.

UWAGA! To
drugie kluczowe twierdzenie zarówno chrześcijaństwa, jak i judaizmu i islamu!
Nie występuje w buddyzmie.


4. Jeśli twierdzenie o Bogu jest prawdą i działa Jego suwerenna wola, to
na spełnienie swoich oczekiwań może liczyć także ktoś, kto odrzuca hipotezę
Boga, bez względu na to, jak żyje!

Trzeba
jednak pamiętać, że pod „spełnieniem oczekiwań” rozumiemy spełnienie oczekiwań
konkretnego człowieka mającego konkretny stosunek do hipotezy Boga. W
przypadku ateisty oczekiwaniem
nie jest Zbawienie i wieczne życie,
ale koniec wszystkiego i nicość oraz poczucie satysfakcji z życia doczesnego.
Zachodzi tu koniunkcja, czyli spełnienie obu warunków (koniec i satysfakcja
osobista). Warunkiem spełnienia tych oczekiwań jest istnienie Boga.


5. Jeśli nie ma Boga i nie działa Jego suwerenna wola, to żadne
oczekiwania nie zostaną spełnione.
Ponieważ nie możemy powiedzieć nic
pewnego o zaświatach możemy przyjąć, że śmierć oznacza koniec całkowity. Wierzący,
którzy swoje oczekiwania wiążą z życiem po śmierci nie są więc świadomi, że ich
oczekiwania nie zostały spełnione. Niewierzący natomiast – wiążący swoje
nadzieje z życiem doczesnym – będą świadomi upadku swoich nadziei.


6. Istnienie
Boga jest warunkiem spełnienia ludzkich nadziei i oczekiwań, bez względu na to,
jakie są.

 

 

 

Otagowane:  

Zabawy Pascalem c.d.

Dodano 13 marca 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

 

Zmieniamy
ciut założenia:

 

1. Istnieje
twierdzenie T mówiące, że:

Istnieje Bóg, który nagradza za spełnienie Jego
oczekiwań

2. Istnieje
człowiek mający opinię P na temat twierdzenia T.

 

3. Opinia P człowieka
może, ale nie musi być związana z postępowaniem C.

4.
T=1 – jeśli twierdzenie jest prawdziwe
lub
T=0 – jeśli twierdzenie jest fałszywe.

5.
P=1 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za prawdę.
lub
P=0 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za fałsz.

6.
C=1 – jeśli człowiek spełnia (w 100%) oczekiwania Boga
lub
C=2 – jeśli człowiek nie spełnia oczekiwań Boga, chociaż się stara.

7.

T*P*C=N

gdzie N
jest spełnieniem oczekiwań człowieka w odniesieniu do wieczności.

8.

1 – oznacza
odpowiedź pozytywną,

0 – oznacza
odpowiedź negatywną.

 

Analiza:

1.

T=1

P=1

C=1

T*P*C=1*1*1=1

Jeśli
twierdzenie T jest prawdą, a człowiek przyjmie je za prawdę i stosuje się do
tego, jego oczekiwania zostaną spełnione.

 

2.

T=1

P=1

C=0

T*P*C=1*1*0=0

Jeśli twierdzenie
T jest prawdą, a człowiek przyjmie je za prawdę, ale nie stosuje się do tego,
jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

3.

T=1

P=0

C=1

T*P*C=1*0*1=0

Jeśli
twierdzenie T jest prawdą, a człowiek nie przyjmie go za prawdę, to chociaż
żyje jakby było prawdą, jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

4.

T=1

P=0

C=0

T*P*C=1*0*0=0

Jeśli
twierdzenie T jest prawdą, a człowiek nie przyjmie go za prawdę i żyje jakby
nie było prawdą, jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

5.

T=0

P=0

C=0

T*P*C=0*0*0=0

Jeśli
twierdzenie T nie jest prawdą, człowiek nie przyjmie go za prawdę i żyje jakby
nie było prawdą, jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

6.

T=0

P=0

C=1

T*P*C=0*0*1=0

Jeśli twierdzenie
T nie jest prawdą, człowiek nie przyjmie go za prawdę, ale żyje jakby było
prawdą, jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

7.

T=0

P=1

C=0

T*P*C=0*1*0=0

Jeśli
twierdzenie T nie jest prawdą, człowiek przyjmie je za prawdę, ale żyje jakby
nie było prawdą, jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

8.

T=0

P=1

C=1

T*P*C=0*1*1=0

Jeśli
twierdzenie T nie jest prawdą, człowiek przyjmie je za prawdę i żyje jakby było
prawdą, jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

 

Wnioski:

1. Na spełnienie
oczekiwań można liczyć tylko wtedy, gdy Bóg istnieje, wierzy się w Niego i
spełnia w 100% Jego oczekiwania.

2. Wszystkie
inne opcje wykluczają spełnienie oczekiwań zarówno w odniesieniu nadziei na
raj, jak i w odniesieniu oczekiwania na nicość. Jedni nie dostaną się do raju,
inni przekonają się, że śmierć nie jest nicością, tylko zmianą.

3. I tak
największe szanse mają wierzący, bo mają jakąkolwiek szansę (25%).

4. Logicznym
jest założenie istnienia Boga i życie tak, jakby istniał, bez względu na to,
jak jest naprawdę.

 

Otagowane:  

Dowód na wiarę

Dodano 11 marca 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Założenia:

1. Istnieje twierdzenie T mówiące, że:

Istnieje Bóg, który nagradza za spełnienie Jego oczekiwań

2. Istnieje człowiek mający opinię P na temat twierdzenia T.

3.
T=1 – jeśli twierdzenie jest prawdziwe
lub
T=0 – jeśli twierdzenie jest fałszywe.

4.
P=1 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za prawdę i
stosuje się do tego.
lub
P=0 – gdy człowiek twierdzenie T uznaje za fałsz i nie
stosuje się do tego.

5.

P*T=N

gdzie N jest spełnieniem oczekiwań człowieka w odniesieniu do wieczności.

6.

1 – oznacza spełnienie oczekiwań,

0 – oznacza nie spełnienie oczekiwań.

 

Analiza:

P*T=N

1.

P=1

T=1

P*T=1*1=1

Jeśli twierdzenie T jest prawdą, a człowiek przyjmie je za
prawdę i stosuje się do tego, jego oczekiwania zostaną spełnione.

 

2.

P=0

T=1

P*T=1*0=0

Jeśli twierdzenie T jest prawdą, a człowiek nie przyjmie go
za prawdę i nie stosuje się do tego, jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

3.

P=1

T=0

P*T=0*1=0

Jeśli twierdzenie T nie jest prawdą, a człowiek przyjmie je
za prawdę i stosuje się do tego, jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

4.

P=0

T=0

P*T=0*0=0

Jeśli twierdzenie T nie jest prawdą, a człowiek nie przyjmie
go za prawdę i nie stosuje się do tego, jego oczekiwania nie zostaną spełnione.

 

Wnioski:

1. Korzyść człowiek odniesie tylko wtedy, jeśli Bóg istnieje
i nagradza za spełnienie Jego oczekiwań, a człowiek uzna to za prawdę.

2. W każdym innym przypadku, oczekiwania człowieka spełnione
nie zostaną, bez względu na to, jakie są.

3. Człowiek wierzący ma 50% szansy na to, że jego oczekiwania
się spełnią. Człowiek niewierzący nie ma żadnej szansy.

4. Logicznym jest założenie istnienia Boga i życie tak,
jakby istniał, bez względu na to, jak jest naprawdę.

To trochę rozwinięty i przerobiony „zakład Pascala”

Otagowane:  

W oczach Nieba

Dodano 5 marca 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Zawsze to oglądam, gdy coś idzie nie tak. Zawsze się poryczę jak bóbr, ale podładuję psychicznie.

Co nie idzie? Hm. Zuzia ma małe problemy. Serce nie pracuje jak trzeba. Nie wiadomo dokładnie, czemu. Wykluczono już wady serca i wiadomo, że to nie zagraża życiu. No i szukają dalej. Więc Zuzik z mamą siedzą w szpitalu.

Jednocześnie w firmie pewne zmiany koncepcji strategicznej powodujące, że planowany awans odsuwa się w czasie.

No i tak, spędzam urlop na kursowaniu między pralką, szafą i szpitalem. A wieczory spędzam sam przed monitorem. :(

No więc, lekki dołek.

A druga piosenka z tego samego filmu to „W oczach Nieba” wykonywana przez Tewjego… yyy Topola :D Tego, co grał Tewjego w „Skrzypku na dachu”.

Nie ma nieważnych nitek w dywanie, nieistotnych kamieni na skale i zbędnych gwiazd. Każdy ma swoją rolę i miejsce.

Otagowane:  

Добрий вечір тобі, пане господарю,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
Ой у Вифлеємі сталася новина,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
Там Діва Марія породила сина,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
З віщунів пророків у віках прадавніх,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
Він несе спасіння тим серцям, що вірять,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
Син Божий народився!

Dobry wieczór Tobie, Panie Gospodarzu,
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Syn Boży się narodził,
W Betlejemie się zdarzyło.
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Syn Boży się narodził,
Dziewica Maryja porodziła syna.
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Syn Boży się narodził,
Jak prorocy mówili dawno przed wiekami.
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Win niesie odkupienie sercom, które wierzą.
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Syn Boży się narodził!
Syn Boży się narodził!

Radosnych, spokojnych i pełnych ufności
Świąt Bożego Narodzenia.

Maciek

Otagowane:  

Wywiad ze mną

Dodano 19 listopada 2008, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Czy druh jest ewangelikiem od urodzenia czy dobrowolnie druh zmienił wiarę? 

Pytanie trudne, ale udzielając wypowiedzi postaram się od razu przybliżyć pewne subtelności ewangelickiego myślenia. 

 

Urodziłem się w rodzinie na poły ortodoksyjnie katolickiej i na poły komunistycznej. Mama była tak zagorzałą rzymską katoliczką, że po II Soborze Watykańskim i likwidacji mszy trydenckiej odprawianej po łacinie przestała uczęszczać do kościoła. Co nie znaczy, że przestała się modlić i żyć wiarą. Z kolei ojciec był wysokim działaczem partii komunistycznej. W rodzinie mam zarówno byłych oficerów „bezpieki”, jak i partyzantów antykomunistycznego podziemia poakowskiego. Ja sam, choć zostałem ochrzczony w Kościele Rzymsko-Katolickim, wychowywany byłem na styku obu światopoglądów, a rodzice zostawiali mi wolność decyzji. Nie miałem tego, co ma większość dzieci, które przyjmują wiarę rodziców, bo od początku miałem dwie opcje do wyboru. To spowodowało, że już w wieku 8-10 lat świadomie potrafiłem podjąć decyzję w sprawie wiary i niewiary i zdecydowałem się na ateizm, a raczej na dziecięcą formę agnostycyzmu zbliżoną w formie do przekonania, że Świętego Mikołaja nie ma, bo prezenty podrzucają rodzice.

No i tak było do 18 roku życia, kiedy zdarzyła się seria cudów, a ja musiałem przyznać się do błędu. Jak to w „Quo Vadis” mówi Petroniusz: Nie można zaprzeczać czemuś, czego było się świadkiem.

Ale to nie było jednorazowe wydarzenie, tylko trwający kilka lat ciąg zdarzeń, które rozbiły mój naukowo-materialistyczny światopogląd stawiając w sytuacji, kiedy jedyną logiczną odpowiedzią był Bóg. Można zacytować Sherlocka Holmesa: Odrzuć to, co niemożliwe, a to, co zostanie jest prawdą nawet, jeśli jest nieprawdopodobne.

 

Trudno tu więc mówić o pełnej dobrowolności. Bóg szedł za mną tak długo, aż nie miałem gdzie przed Nim uciec i postawił w sytuacji, kiedy miałem do wyboru: zaprzeczyć Mu zaprzeczając jednocześnie temu, czego doświadczyłem, albo uznać Go zgodnie ze swoim doświadczeniem. W przypadku pierwszym popełniłbym gwałt na własnym umyśle. Nie da się bowiem zaprzeczyć temu, co samemu się przeżyło. W każdym razie nie da się bez „amputacji” umysłu.

 

Potem były dwa lata poszukiwania swojego miejsca w świecie wiary i kształtowania poglądów w tej kwestii. I nic mi nie pasowało. Nigdzie nie widziałem dla siebie miejsca. W ramach tych poszukiwań trafiłem wydaną przez wydawnictwo świeckie książkę o Marcinie Lutrze, gdzie była omówiona też doktryna Kościoła Ewangelickiego. Okazało się, że moje poglądy pasują do tego, co głosił Luter.

I po raz pierwszy od wielu lat poszedłem porozmawiać z księdzem, w tym przypadku ewangelickim. Trafiłem na wspaniałego nauczyciela, ś.p. księdza seniora Jana Waltera, który przez rok wprowadzał mnie w aspekty wiary ewangelickiej, przy czym nie były to wykłady, a rozmowy i dyskusje. Na przykład nigdy nie powiedział mi, że nie mam racji. Jak gadałem głupoty – wciąż byłem zafascynowany komunizmem i rewolucją – braliśmy na warsztat fragment Biblii i sam dochodziłem do wniosku, że jestem durniem.

 

Ostatnimi akordami tej drogi były dwa przeżycia duchowe. 25 stycznia 1986 roku, w pamiątkę nawrócenia św. Pawła rozliczyłem się z Bogiem i dostałem „nowe otwarcie”. Otrzymałem Ducha i charyzmaty, a 1 czerwca tego samego roku owe dary Ducha zostały potwierdzony widzeniem.

 

Tak w skrócie wyglądało moje 20 lat drogi do Boga. Czy to była droga „dobrowolna”? Moim zdaniem, nie. Ja widzę tu całkowicie prowadzenie. Zarówno moje odejście, jak i pobłądzenie i w końcu powrót były przygotowaniem do dalszej roli, którą zresztą odgrywałem i nadal odgrywam w Kościele. Zostałem powołany i skierowany tam, gdzie mam pełnić służbę.

 


Czy inna wiara wpływa na relacje w drużynie? 

Nie i tak. W naszej drużynie są ludzie różnych wiar, także niewierzący. Fakt, że drużynowy, obdarzony autorytetem jest innej wiary chroni na pewno wszystkich „innych”, uczy oceniania nie ludzi nie na sposób „plemienny”, według zasady „swój-obcy”, lecz na sposób cywilizowany, według przymiotów charakteru. Pozwala też dostrzec, że można być konsekwentnym chrześcijaninem praktykując wiarę na sposób inny, niż rzymsko-katolicki, że nie ma jednej recepty ani na człowieczeństwo, ani na chrześcijaństwo.

Jest to najlepsza, bo praktyczna, droga uczenia tolerancji.


Jednocześnie, nie ma mocniejszej formy utwierdzania w wierze, niż apologia (obrona) katolicyzmu przez protestanta. Prawda jest bowiem taka, że 90 procent zarzutów wobec Kościoła Rzymsko-Katolickiego, to wyssane z palca bzdury rodem z propagandowych broszurek. Wystarczy wiedza minimalnie większa od standardowych uproszczeń ze szkoły, żeby widzieć jak bardzo nasza wiedza na ten temat jest zafałszowana.

 


Czy w druha drużynie są inne osoby innej wiary/wyznania? 

Cała drużyna jest innego wyznania. Są rzymscy katolicy, są agnostycy, ateiści, z drużyną współpracuje druhna wyznania prawosławnego. Ucieszę się, jeśli przystąpi do nas Żyd lub Muzułmanin. Jesteśmy prawdziwym tyglem wyznaniowym.

 


Czy spotyka się druh z jakimikolwiek przeszkodami, działając w ZHP jako ewangelik? Czy czuje się druh czasem dyskryminowany? 

Absolutnie nie. No może tylko w takim zakresie, że powszechne rozumienie 10 punktu Prawa Harcerskiego ogranicza możliwość przynależności do ZHP do rzymskich katolików, muzułmanów i ateistów.

Chodzi o to, że w Kościele Ewangelickim komunia obowiązkowo jest przyjmowana pod postacią zarówno chleba, jak i wina, przy czym KE nie uznaje transsubstancjacji. Luter ujął to tak, że chleb fizycznie pozostaje chlebem, a wino fizycznie pozostaje winem. Jednocześnie jednak poprzez wiarę na mocy Słowa Bożego duchowo jest to ciało i krew Zbawiciela. Spożywamy więc w tym samym momencie zarówno fizyczny chleb, jak i duchowe ciało oraz pijemy w tym samym momencie zarówno fizyczne wino, jak i duchową krew Chrystusa. Takie pojmowanie Darów Ołtarza nosi nazwę konsubstancjacji, czyli współistnienia. Pod tą samą postacią współistnieje jednocześnie chleb i ciało oraz wino i krew.

Kościół Ewangelicko-Reformowany i za nim jego odłamy idą dalej, w Eucharystii widząc jedynie symbole.

Oznacza to, że dla protestanta pojawia się kolizja między nakazem abstynencji, a religijnym obowiązkiem spożywania wina w ramach nabożeństwa. Przy czym dla nas – w takim, czy innym rozumieniu – jest to wino i alkohol. Wyjściem z tego jest pójście za słowami apostoła Piotra, że trzeba bardziej słuchać Boga, niż ludzi i dla nakazu Bożego odłożyć na bok ludzkie ustanowienie zawarte w Prawie Harcerskim. Ale ten wyjątek, czyniony wyłącznie dla Boga, nie zwalnia w niczym z przestrzegania Prawa w każdej innej sytuacji.

Niemniej spotkałem się z poważnymi wątpliwościami, a nawet zarzutami w tej kwestii zarówno ze strony katolickiej, jak i ewangelickiej.


Wracając na grunt ogólny, to są ludzie, którzy czują się dyskryminowani faktem, że w Polsce jest dużo kościołów katolickich. Jednak takie rozumowanie świadczy o ich własnym fanatyzmie i niezdolności do pogodzenia się z rzeczywistością. Polska jest krajem katolickim i muszę ten fakt, wybór ogółu Polaków szanować, jeśli chcę, by oni szanowali mój wybór. Wystarczy mi, że wielu wybitnych Polaków, zasłużonych dla Polski tak w wymiarze politycznym, jak i gospodarczym i wojskowym, to byli moi konfratrzy, żeby wspomnieć tylko Jana Henryka Dąbrowskiego wiodącego legionistów „z ziemi włoskiej do Polski”. To zresztą swoista zabawa, gdy środowiska pomstujące na masonów i „innowierców” śpiewają z dumą Hymn Narodowy zawierający inwokację do masona i innowiercy.

 


Czy jest trudno pracować z ludźmi o odmiennej wierze/wyznaniu? 

Na pewno jest jakiś próg trudności wynikający z faktu, że jednak mamy inaczej ukształtowane myślenie. W katolicyzmie ogromną rolę odgrywa osobowy autorytet, którego personifikacją jest papież, prymas, biskup, proboszcz. Jeśli ma on charyzmę, wszystko sprawnie funkcjonuje. Kiedy jednak jego słowa i postępowanie rozmijają się z odczuciami ogółu wiernych, pojawia się kryzys. Możemy to obserwować obecnie przy okazji z jednej strony swoistego „osierocenia” Polaków po śmierci Jana Pawła II, a z drugiej w związku z kwestią lustracji w Kościele, gdy osoby domagające się wyjaśnienia przeszłości hierarchów stają w otwartej kolizji z hierarchią kościelną.


W Kościele Ewangelickim, opartym bezpośrednio na autorytecie Pisma Świętego, ten problem występuje w mniejszej skali. Nasza przynależność, identyfikacja wyznaniowa nie zależy od charyzmy duchownego, tylko od skali przyswojenia prawd wiary. Mamy cały czas przed oczami, że „wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej”. A skoro tak, to wymagania należy stawiać sobie, a wobec innych być wyrozumiałym.


Przekładając to na drużynę – co obserwuję – w środowiskach katolickich można zauważyć niesamowite parcie na doskonałość i wręcz nieomylność drużynowego. Coś, co w pojmowaniu ewangelickim nie ma prawa istnieć, bo doskonały i nieomylny jest tylko Bóg.

Niemniej spotkałem się z zarzutem wędrowników odchodzących z drużyny, że jestem za mało doskonały i przyznaję się do błędów.


Żeby było jasne: nie porównuję harcerstwa z religią. Mówię tylko o mentalności, świadomości jaką kształtuje u nas określona przynależność wyznaniowa. Jeśli od dziecka przywykam, że konkretna osoba zawsze ma rację, to będę to myślenie przenosił na życie świeckie. Jeśli jednak przyswoiłem sobie myślenie, że każdy jest omylny i mam sam, na podstawie Słowa Bożego lub ideałów oceniać, czy przyjmuję dany przekaz, czy nie, to także zaczynam tak samo patrzeć na świat pozakościelny.


Inna różnica to podejście do kwestii sacrum-profanum. O ile w katolicyzmie powszechne jest rozgraniczanie tych sfer, inne zachowanie w Kościele, a inne na co dzień, co przekłada się na inne zachowanie na zbiórce harcerskiej, a inne na podwórku i w szkole, o tyle w ewangelicyzmie ten podział nie istnieje. Sfera sacrum miesza się ze sferą profanum. W sferze codziennej i wyjątkowej (Kościół, zbiórka) mam zachowywać się tak samo.


W ewangelicyzmie większy nacisk kładzie się na rolę sumienia i dojrzewania do świętości, swoistego dochodzenia do niej, niejako wbrew sobie, co wynika zarówno z filozofii Augustyna z Hippony z jego koncepcją „iluminacji”, jak i z koncepcji „niewolnej woli” Marcina Lutra. Jest to podejście różne od dominującej w Kościele Rzymsko-Katolickim filozofii tomistycznej akcentującej wolną wolę, rozum i świadomy akt decyzji. To powoduje, że podejście ewangelickie jest nieco bardziej wyrozumiałe, mniej rygorystyczne. Paradoksalnie, do XX wieku to w krajach protestanckich była mniejsza przestępczość.

To tylko niektóre różnice mentalne, z którymi trzeba się borykać. Ale w gruncie rzeczy są to drobiazgi.

 


Czy podczas obozów/ wyjazdów ma druh możliwość uczestniczenia w mszach? 

Msze są katolickie. Ewangelicy mają nabożeństwa.

Teoretycznie, tak. W praktyce musiałbym jeździć nieraz wiele kilometrów do najbliższego kościoła, co nie ma sensu.
I znowu pewne wyjaśnienie. Dla katolika centralnym punktem mszy jest Eucharystia. Cała reszta jest do niej przygotowaniem, a ona jest istotą. Dla ewangelika podstawą nabożeństwa jest słuchanie i głoszenie Słowa Bożego oraz wysławianie Boga. Jeśli nie jestem przygotowany duchowo, nie powinienem uczestniczyć w Eucharystii. W starej liturgii ewangelickiej, stosowanej chyba jeszcze na Mazurach, Eucharystia ze spowiedzią odbywała się po nabożeństwie i zostawali na niej wyłącznie ci, którzy chcieli do niej przystąpić. Reszta opuszczała kościół. Wywodziło się to z liturgii wczesnego Kościoła, w której tajemnicę Eucharystii chroniono przed profanami, a szczególnie agentami Rzymu. Jeśli na nabożeństwo przyszedł szpieg, to po wysłuchaniu kazania i odśpiewaniu hymnów musiał wyjść i nie wiedział, co dzieje się dalej. Stąd, zresztą plotka o kanibalizmie pierwszych chrześcijan. Cóż mógł pomyśleć szpieg, jeśli na pytanie: co robiliście po nabożeństwie?, słyszał: spożywaliśmy ciało i krew Pana?
Ta różnica w podejściu powoduje, że jeśli mam Pismo Święte, książkę z rozważaniami i śpiewnik, to mogę sobie zrobić nabożeństwo dla samego siebie. Bogu to w zupełności wystarczy.

Czy ewangelizm znacznie się różni od katolicyzmu? 

Chyba już sporo napisałem.

Generalnie, ewangelicyzm w swoim luterańskim, czyli głównym odłamie opiera się na doktrynie Kościoła Katolickiego sprzed XIII wieku, czyli sprzed rewolucji tomistycznej, która w doktrynie Kościoła spowodowała spore zamieszanie pogłębione zerwaniem więzi miedzy ośrodkami myśli teologicznej spowodowanymi epidemią „czarnej śmierci”, schizmą zachodnią i wojną stuletnią. Efektem było to, że przez 200 mniej więcej lat poszczególne uniwersytety wypracowywały swoją teologię nie wymieniając opinii z innymi ośrodkami. Kiedy na Soborze w Konstancy spróbowano porozumieć się, okazało się, że jest to niemożliwe i jedyne, na co wszyscy mogą się zgodzić, to osoba wspólnego papieża. Pierwsza po XII wieku próba sformułowania spójnej nauki chrześcijańskiej, jaką podjął Luter, musiała w tej sytuacji doprowadzić do wybuchu. Wbrew schematom uczonym w szkole, w XVI wieku nie było dwóch stron sporu, tylko kilkanaście. Główne, to luteranie (uważający się wciąż za katolików), papiści, kalwiniści, zwolennicy Kościołów narodowych, anabaptyści, zwolennicy radykalnych ruchów chłopskich i humaniści. Był to w dużej mierze skutek właśnie tego, że przed rozpadem średniowiecznej Respublica Christiana Kościół nie zdążył przyswoić myśli Tomasza z Akwinu i pogodzić jej z dorobkiem Ojców Kościoła, w stosunku do których Akwinata był dość… radykalny. W efekcie Luter usiłując oprzeć doktrynę chrześcijańską na wciąż wtedy obowiązującym Augustynie, zderzył się z oporem tomistów dominujących już wtedy w świecie nauki. W 1530 roku luteranie ogłosili oparte na myśli Augustyna „Augsburskie Wyznanie Wiary”, a w latach 1547-1563 Sobór Trydencki przyjął teologię opartą na Tomaszu z Akwinu.


I tu zasadzają się różnice. Nicolás Gómez Dávila, hiszpański konserwatysta i katolik, w chwili, gdy zafascynował się Augustynem z Hippony, zbliżył się do luteranizmu tak, że do dziś oskarżany jest o kryptoluteranizm i stanowi ciężki orzech do zgryzienia dla katolickich konserwatystów. Z drugiej strony, żeby zobaczyć jak bardzo luteranizm jest osadzony w średniowiecznej myśli teologicznej, wystarczy porównać pisma Lutra z dziełem Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Wbrew znowu szkolnym schematom pojęciowym, Reformacja była rewolucją konserwatywną w Kościele i społeczeństwie przełomu średniowiecza i renesansu. Antyrenesansowym i antyhumanistycznym, antyneopogańskim buntem w imię tradycyjnej nauki Kościoła.


Jeśli chodzi o szczegółowe różnice doktrynalne, to podstawową różnicą jest prymat autorytetu Pisma Świętego nad Tradycją. Nie znaczy to, że zupełnie odrzucamy Tradycję. Pismo może być czytane tylko w ramach Kościoła i zgodnie z Tradycją. Jednak Tradycja nie jest ani równorzędna, ani ponad Pismem. To, co późniejsze nie może być sprzeczne z tym, co wcześniejsze. Luter nakazy Pisma Świętego dzielił na trzy grupy: to, co być musi, to czego być nie może i to, co jest obojętne.


Z tego wynikają pozostałe kwestie, jak Eucharystia pod dwiema postaciami, zwracanie się w modlitwach wyłącznie do Boga poprzez wyłącznie Chrystusa, i najważniejsze: przekonanie o tym, że zbawieni jesteśmy na mocy łaski Boga, którą przyjmujemy poprzez wiarę w odkupienie przez śmierć Jezusa na krzyżu. Podstawą jest wiara, a nasze uczynki są jej skutkiem i dają jej świadectwo. Nie są jednak drogą do Zbawienia.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest potwierdzeniem dzieła Zbawienia i logicznym skutkiem faktu, że jest on Bogiem i nie zgrzeszył. To powoduje, że najważniejszym świętem ewangelickim jest Wielki Piątek, bo wtedy właśnie nastąpiło Zbawienie ludzkości.

Zainteresowanych zapraszam na stronę www.luteranie.pl

 


Co druh sądzi o ateistach w ZHP? Czy powinna być zmieniana rota Przyrzeczenia Harcerskiego dla osób nie wierzących? 

Znowu dotykamy doktryny luterańskiej. W Dużym Katechizmie, w komentarzu do Pierwszego Przykazania Marcin Luter napisał, że każdy człowiek ma jakiegoś boga. Bogiem dla człowieka jest bowiem to, od czego spodziewa się on wszelkiego dobra, z czym wiąże nadzieje i co ukochał najmocniej. W takim rozumieniu nie ma miejsca na ateizm, gdyż nawet jeśli ktoś nie wierzy w Boga osobowego, w Byt Transcendentny, w rzeczywistość duchową, to zawsze ma coś, co stanowi dla niego największą wartość, z czym wiąże wszelkie nadzieje. Dla ateisty może być to on sam, Przyroda, Postęp, Historia, Ojczyzna, Rewolucja, a nawet – jak dla Daniela Passenta z „Polityki” – maszyna do pisania. Nawet tacy guru ateizmu, jak Karol Marks i Fryderyk Engels pisali o świadomej Materii działającej według planu i wcześniejszych założeń. W „Pochodzeniu rodziny, własności prywatnej i państwa” Engels przekonywał, że Materia (pisana dużą literą) ma świadomość i planowo, celowo urządza rzeczywistość. Jest to ewidentny przypadek deifikacji stworzenia. Nawet tak zawzięci materialiści, jak Marks z Engelsem, nie mogli pewnych spraw wyjaśnić inaczej, niż angażując jakoś rozumiany Byt Wyższy.


Każdy ma więc swojego boga. Oczywiście sprawą osobną jest, czy jest to Bóg prawdziwy, czy tylko bożek, a więc coś stworzonego, czemu przypisuje się cechy boskie. I każdy człowiek sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy będąc wiernym swojemu bogu jest w zgodzie z Prawem i Przyrzeczeniem Harcerskim. Nigdzie nie jest przecież powiedziane, że chodzi o Boga w rozumieniu katolickim, czy też ogólnie chrześcijańskim.

Ateista wierzący w Postęp słowa „pełnić służbę Bogu i Polsce” może interpretować „pełnić służbę Postępowi i Polsce”. Będzie to jak najbardziej pozytywne i dopuszczalne. Wszystko zależy od sumienia człowieka. Jednym z największych dla mnie autorytetów etyki chrześcijańskiej jest socjalista, mason i agnostyk, przywódca odbudowanej w latach 80-tych Polskiej Partii Socjalistycznej, Jan Józef Lipski.


Dodajmy, że zgodnie z doktryną augustyńską i teorią niewolnej woli, wiara nie jest dziełem człowieka. Człowiek sam z siebie nie jest w stanie uwierzyć. Wiara jest dana. Nie mam prawa oceniać wiary drugiego człowieka, bo nie wiem ile zostało mu dane. Jak mówi Pismo, wymagania zależne są od daru (wiary, poznania, charyzmatu).

Pomyślmy też, co może młodemu człowiekowi dać życie zgodne z moralnością chrześcijańską, poznanie chrystianizmu nie poprzez bełkot nie zawsze mądrego proboszcza, tylko w bezpośrednim kontakcie z wierzącymi. W mojej formacji duchowej harcerstwo odegrało gigantyczną rolę i cieszę się, że byłem harcerzem mimo, że byłem ateistą.

 

Dlatego nie widzę potrzeby zmiany treści Przyrzeczenia Harcerskiego, a nawet przywróciłbym Boga do Prawa. Jeśli ktoś dostaje szału na samo hasło „Bóg”, to on ma problem z tolerancją, a nie my, rozumiejący Boga w harcerstwie szeroko. Usunięcie Boga zawęża harcerstwo, a pozostawienie samej służby Polsce prowadzić może do patologii nacjonalizmu z patriotyzmem nie mającego nic wspólnego.

Zestawienie razem Boga i Polski oraz bliźnich w Prawie i Przyrzeczeniu umiejscawia mnie we właściwym miejscu na świecie. Bóg umożliwia mi wyjście ze służbą poza ciasno rozumiany naród i państwo, chroniąc przed presją totalitaryzmu. Skoro służę Bogu, to w imię Jego praw wolno mi odmówić wykonania czynności sprzecznej z Przykazaniem. Jeśli służę tylko Polsce, to działanie w jej imieniu i jej interesie nie ma żadnym ram moralnych. Komendant Berezy Kartuskiej, generał Kostek-Biernacki, służył gorliwie Polsce, ale ze służbą Bogu jego czyny nie mają nic wspólnego (był satanistą) i przeszedł do historii jako uosobienie wszystkiego, co było złe w rządach Piłsudskiego.

 


Czy uważa druh, że można nie wierzyć (być ateistą)? 

Jest to zarówno możliwe, jak i nie zakazane.


Czy słyszał druh o ekumeniźmie i co druh sądzi o tym? 

Ekumenizm zainicjowany został przez Kościoły Ewangelickie i w tym środowisku rozwija się najlepiej. Luteranie, kalwiniści i metodyści związani są wspólnotą Stołu i Ołtarza, czyli wzajemnie uznają ważność zarówno swojej nauki, jak i obrzędów z zachowaniem odrębności organizacyjnej. Wynika to z ewangelickiej eklezjologii, która rozróżnia Kościół Chrystusowy – niewidzialny, nie mający struktur organizacyjnych, do którego należą wszyscy zbawieni bez względu na wyznanie oraz Kościoły ziemskie, widzialne, czyli organizacje religijne podlegające wszystkim prawom społecznym na równi z ZHP.

Luter ujął to w zasadzie: Kościół jest tam, gdzie Prawda. Nie jest zaś tak, że Prawda jest tam, gdzie Kościół. Dlatego każdą wspólnotę głoszącą Prawdę o Chrystusie i Odkupieniu traktujemy na równi jako bratnią wspólnotę, nie rozróżniając na słusznych i niesłusznych, prawdziwych i nieprawdziwych, czy odłączonych i podłączonych.


 Czy druh myślał kiedykolwiek o zmianie wiary/wyznania? 

Człowiek, który nie weryfikował nigdy podjętych wyborów dowodzi własnej bezmyślności. To oczywiste, że co jakiś czas robimy bilans zysków i strat i podejmujemy decyzję, czy dalej idziemy obranym kursem, czy dokonujemy zmiany. To kieruje nas do kolejnych wyborów i decyzji. Ważne, żeby decyzja o zmianie nie wynikała z chwilowego nastroju lub trudności osobistych, lecz by wypływała z głębi sumienia.


Jak już powiedziałem: Kościół jest tam, gdzie Prawda. Jeśli stanie się tak, że Kościół Ewangelicki odejdzie od Prawdy, to ja chcąc być wiernym Prawdzie, będę musiał odejść z Kościoła. Jeśli stanie się tak, że dostrzegę pełnię Prawdy w Kościele Rzymsko-Katolickim, też – chcąc być wiernym sumieniu – będę musiał zrobić krok w tamtą stronę.

Wyznanie nie może nas zamykać ani na Boga, ani człowieka. Ma nas otwierać i prowadzić. Jeśli zamyka, staje się sektą niszczącą osobowość jednostki.


Pewnym naturalnym etapem rozwoju duchowego chrześcijanina jest przekroczenie granicy szowinizmu konfesyjnego i stanięcie w pełni Prawdy jako uczeń Chrystusa nie mający względu na to, skąd kto idzie, ale patrzący na to, dokąd kto podąża. Pod Krzyż idzie się z różnych stron. Pozornie wygląda to tak, jakbyśmy szli przeciw sobie, a przecież spotykamy się w Jednym Miejscu.

  

rozmawiała

sam. Paulina Gwóźdź  22 KDH „WAWER”.


***

Wywiad w ramach próby stopnia harcerskiego przeprowadziła druhna z Katowic. Miała w planie próby, że w ramach zapoznawania się z innymi wyznaniami przeprowadzi wywiad z „innym”. No i wyszło to, co wyszło. :)


  • RSS