Powrót do świata żywych

Dodano 19 kwietnia 2011, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Po roku wracam na bloga. Faktem jest, że to, co wydarzyłosię 10 kwietnia 2010 roku, strata nagła dwóch przyjaciół, w tym jednego bardzo bliskiego i następujące po tym zamieszanie bliskie klimatem do stanu wojny, spowodowały, że nie miałem czasu, sił i chęci uzewnętrzniać się na blogu.

Cóż, więc, w międzyczasie się stało? Zuzia rośnie, ma dwa lata, zaczyna mówić pełnymi zdaniami, a nawet budować krótkie wypowiedzi złożone z dwóch-trzech zdań. Rośnie jak na drożdżach, jest niesamowicie energiczna, samodzielna i w pełni świadoma swojej tożsamości.

Harcersko, zmiany. Zmieniliśmy lokalizację środowiska na nową, a nawet nowe, bo teraz obejmujemy dwie szkoły, choć relacje wewnątrz środowiska i z partnerami zewnętrznymi są bardzo trudne i bardzo łatwo je zepsuć.

W pracy uzyskałem wyższy stopień i – na razie na próbę –przeniosłem się do innego biura. Jest… Inaczej.

I kończę studia podyplomowe w zakresie negocjacji kryzysowych i policyjnych.

I tyle w skrócie. Reszta jutro. 

Otagowane:  

Chyba pora, żebym wyjaśnił swoją opinię co do tragedii smoleńskiej – jak przyjęło się eufemistycznie określać katastrofę prezydenckiego samolotu.
Zacznę od pewnego statementu. Otóż zdecydowanie ma rezerwę do teorii spisku i koncepcji zamachu, co nie znaczy, że tę opcję wykluczam. Jeśli wskazywałem na niejasności, to po to, żeby wyśmiać przyjęte pierwotnie z góry (przez media, a nie prokuraturę) założenie, że do zamachu nie doszło. Takie założenie jest, w sposób oczywisty, nieracjonalne. W przypadku nagłej śmierci osób znaczących w państwie oraz w przypadku większej katastrofy komunikacyjnej, a szczególnie lotniczej, opcja zamachu jest jedną z wielu hipotez śledczych, którą w normalnym trybie dochodzeniowym eliminuje się lub potwierdza.
Nie mogę – bo nie mam ku temu żadnych podstaw – ani wykluczyć, ani potwierdzić takiej możliwości. Podobnie, zresztą, jak nie mogę wykluczyć ani potwierdzić pozostałych hipotez, bo nie mam ku temu danych. Mogę co najwyżej powiedzieć, która i dlaczego wydaje mi się prawdopodobna i dlaczego.
Teoria spisku
Hipoteza zamachu rosyjskiego jest IMHO (In My Humble Opinion – moim SKROMNYM zdaniem) mało prawdopodobna. Dlaczego? Wcale nie dlatego, że Putin nic na tym nie zyskiwał (owszem, zyskał sporo), ani nie dlatego, że nie miał możliwości (miał). Uważam ją za mało prawdopodobną właśnie dlatego, że jej sprawstwo w takim układzie jest wręcz oczywiste. Zbyt oczywiste jak na rzekomo misterny spisek. Co więcej, chaos informacyjny, jaki zaczął się zaraz po katastrofie i trwa do tej pory, nie ma nic wspólnego z technikami dezinformacji, za to bardzo dużo z paniką. Krzyżujące się sprzeczne i wykluczające się nawzajem opinie i teorie wyraźnie wskazują na to, że strona rosyjska nie miała gotowego scenariusza rozgrywki medialnej i kompletnie improwizowała opierając się na danych bieżących, siłą rzeczy szczątkowych. Sposób informowania o katastrofie jest zaprzeczeniem sztuki komunikacji społecznej w warunkach kryzysu. Rosjanie robią wszystko to, czego w takiej sytuacji robić nie należy zupełnie jakby chcieli ściągnąć podejrzenia na siebie. Jeśli dodamy czynnik symboliczny związany z Katyniem, to mamy nie kontynuację polityki „pojednania” (jakkolwiek ją rozumieć i oceniać), tylko właśnie groźbę eksplozji nastrojów antyrosyjskich w Polsce. W świetle wcześniejszych ruchów taki scenariusz byłby uzasadniony tylko wtedy, gdyby Putin chciał wykorzystać te nastroje do wykazania polskiej rusofobii. Tymczasem putinowska propaganda niczego takiego nie robi. Wręcz przeciwnie. Stara się ze wszelkich sił wyciszyć nastroje. 
Nie bez znaczenia jest też fakt podważenia zaufania linii lotniczych zarówno do obsługi rosyjskich lotnisk, jak i jakości rosyjskich samolotów. A to już jest poważna strata ekonomiczna. 
Albo więc mamy do czynienia z dyletantami – co jest bzdurą – albo rzeczywiście wytrawni gracze zostali zaskoczeni rozwojem wydarzeń. 
Udział rządu w rzekomym spisku także jest bzdurą i łatwo tę tezę obalić wskazując problem z mianowaniem Szefa Sztabu Generalnego. Aby mianować gen. broni Mieczysława Cieniucha rząd musiał odpuścić ważne stanowisko w NATO, które miał objąć generał, w dodatku – jak wskazał gen. broni Waldemar Skrzypczak, zgodnie z polskim prawem mianowanie musi nastąpić na okres 18 miesięcy, a za 8 miesięcy generał Cieniuch nie będzie mógł pełnić żadnych funkcji w WP. Świadczy to o tym, że rząd nie miał przygotowanego „drugiego garnituru”. 
Rzekome dowody na „spisek” w postaci szybkiego mianowania przez marszałka Komorowskiego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego (gen. bryg w st. spocz. Stanisław Koziej) oraz szefa Kancelarii Prezydenta dowodzą co najwyżej zachowania przytomności umysłu w sytuacji kryzysowej. W warunkach zagrożenia bezpieczeństwa państwa (a nagła śmierć najważniejszych dowódców wojskowych i osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo takim zagrożeniem jest) mianowanie szefa BBN było najbardziej oczywistą decyzją. To w BBN właśnie łączą się wszystkie nici systemu bezpieczeństwa państwa. Mianowanie szefa tej instytucji oznacza odzyskanie sterowności w tym zakresie. Osoba generała Kozieja była kandydaturą znakomitą i to mianowanie było strzałem w 10. Podobnie mądrze została rozegrana sprawa Kancelarii Prezydenta. Warto tu też zaznaczyć, że marszałek Komorowski jest w tej chwili jedynym wysokim urzędnikiem, który coś robi. Rząd wygląda na sparaliżowany. Może to medialna gra, ale jeśli nawet, to bardzo skuteczna.
Teoria spiskowa leży w gruzach. No chyba, że włączymy CIA, które „zestrzeliło” samolot po to, żeby odwrócić nastroje w Polsce od Rosji i zainstalować swoje interesy w gazownictwie. Ale i ta teoria się wali, gdy uświadomimy sobie, że katastrofa poddała pod znaki zapytania sprawność amerykańskiego systemu TAWS, co jest realnym zagrożeniem dla amerykańskiej gospodarki. 
Prawdy o katastrofie raczej nigdy nie poznamy w pełni, ale nie dlatego, że jest jakiś spisek, ale dlatego, że zbyt wielu straciłoby zbyt wiele, gdyby wyszła na jaw. Biznesowo i politycznie.
Suma niefortunnych decyzji
Moim zdaniem w Smoleńsku mieliśmy do czynienia ze złożeniem się wielu różnych czynników, z których każdy był „wypadkogenny”, a razem stanowiły źródło katastrofy. Podstawowe, to nieudolność, arogancja, lekceważenie procedur bezpieczeństwa, wzajemna nieufność, pogoda i może technika. Zaznaczam przy tym, że moim zdaniem zawalili dokumentnie wszyscy i wszyscy powinni zrobić solidny rachunek sumienia. Tłumaczenia pana ministra Klicha, że on nie wiedział, że wszyscy jego generałowie będą w jednym samolocie są żenujące i kompromitują nas w oczach innych armii. Minister obrony narodowej nie może nie wiedzieć, gdzie są jego generałowie! Podobnie generał (jak każdy żołnierz i funkcjonariusz państwowy), żeby wyjechać (szczególnie służbowo, w mundurze) poza obszar UE musi otrzymać ZGODĘ swojego przełożonego. Minister musiał taką zgodę dać, skoro generałowie znaleźli się na pokładzie TU-154 M i zostali odprawieni w porcie lotniczym przez SG (tak, nawet papież przechodzi odprawę paszportową). 
Ale równie bzdurne jest tłumaczenie Kancelarii Prezydenta, której urzędnicy powinni wiedzieć, że zaproszenie wszystkich dowódców rodzajów wojsk na jeden samolot jest proszeniem się o kłopoty. Nawet jeśli zależało na tym Prezydentowi, to ktoś z otaczających go urzędników powinien mieć tę odwagę i powiedzieć, że to jest naruszenie zasad. W ostateczności powinien to zrobić BOR lub służba ochrony MON. W 1989 roku borowcy bez skrupułów wrzucili rower nowego ministra ON Onyszkiewicza do bagażnika samochodu służbowego i pod względem bezpieczeństwa podporządkowali go sobie. Od tej pory rygory zostały zaostrzone, a nie poluzowane.
To tylko przykład owej niefrasobliwości i niekompetencji osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w państwie. Elementów układanki jest więcej. Wszystkie prowadziły logicznie nie tylko do samej katastrofy, ale i do skali tragedii, jaka nastąpiła. 
A więc nie spisek i nie tajna operacja, tylko zwykła głupota wielu ludzi zarówno w Polsce, jak i w Rosji, zarówno z rządu, jak i z Kancelarii Prezydenta.
Wojna medialna
Najciekawsze w tym kontekście jest więc nie to, co i dlaczego się stało, tylko to, co nastąpiło potem. A potem wybuchła prawdziwa wojna medialna. Nie mam tu przy tym na myśli idiotycznej przepychanki o Wawel. Chodzi mi tylko o informacje dotyczące katastrofy. Mamy tu bowiem do czynienia w wyraźnie dwoma stronami (choć naprawdę podmiotów jest więcej). Jedna, to rząd Rosji i rząd Polski, które usiłują wyciszyć emocje związane z katastrofą słusznie zakładając, że ich podburzanie grozi otwartym konfliktem. Nawet najbardziej ugodowy rząd pod presją ulicy musi zdecydować się na twarde stanowisko. Rozsądnym więc jest dbanie o wyciszenie nastrojów. Znakomitą rolę odegrał tu Kościół, który przez wypowiedzi większości hierarchów raczej wzywał do zadumy i powagi, niż do zemsty i rozliczeń.
Z drugiej strony mamy „front demaskatorski” od pierwszych godzin wychwytujący wszystkie niekonsekwencje i przekłamania w komunikatach i (w Polsce) domagający się dymisji osób odpowiedzialnych. Co ciekawe, ogromna ilość tych informacji pochodzi… z Rosji. Sami Rosjanie podważają oficjalną wersję swojego rządu tak, jakby chcieli swój rząd skompromitować. Czemu?
No cóż, putinowska Rosja rajem nie jest, a morderstwa i zamachy polityczne są w niej na porządku dziennym. Jednocześnie działa w niej słaba, ale aktywna opozycja, nie licząc ruchów separatystycznych choćby Czeczenów. Wszystkie te grupy są zainteresowane publiczną kompromitacją Putina jako zleceniodawcy mordów politycznych, a niespójna polityka informacyjna rządu Rosji w tej sprawie tylko daje takie możliwości. Druga kwestia, to narastający konflikt między Miedwiediewem a Putinem. Drugiego popiera dawne KGB, obecnie FSB. Drugi chyba uzyskał wsparcie wojska. Obie służby nie znoszą się nawzajem (co jest standardem światowym). Demaskowanie błędów i nieścisłości jest podkładaniem miny pod polityczną pozycję rywala. 
W Polsce najbardziej radykalne głosy rozliczające pochodzą nie ze środowiska PiS, ale od ludzi, którzy wywodzą się z peerelowskiego wywiadu, a w początkach III RP odegrali wielce pozytywną rolę wprowadzając nas w orbitę polityczną Zachodu. jeden jest honorowym oficerem USArmy. Drugi – jeszcze jako wysoki oficer komunistycznej SB – został przez Amerykanów poproszony o wyciągnięcie ich ludzi z Iraku w 1990 roku. Trzeci, choć dawno w cywilu także biznesowo powiązany jest z USA. Kto? Do tego dochodzi czwarty, wyszkolony w Stanach generał WP. Wszyscy atakują rząd i domagają się dymisji ministra Klicha: generałowie Petelicki, Czempiński i Skrzypczak oraz kandydat na Prezydenta RP Andrzej Olechowski. 
Ciekawostką jest, że wszyscy już od jakiegoś czasu atakują najsłabsze ogniwo rządu. Skrzypczak odszedł z MON po konflikcie z Klichem i krytykuje ministra. Czempiński ujawnił w wywiadzie, że to on założył PO, czym dostarczył argumentów PiSowi. Petelicki również atakuje Klicha regularnie. Olechowski odzywa się rzadko, ale za główny cel wziął nie PiS, ale właśnie PO.
Reszta, to w istocie domysły, więc nie ma co rozpisywać.
Za zasłoną szumu
Warto jednak zwrócić uwagę co dzieje się za szumem informacyjnym. Rosja właśnie podporządkowała sobie Ukrainę przejmując jej zasoby gazu i zapewniając sobie stacjonowanie Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu przez kolejne 25 lat. Gazprom chce przejąć UkrNaftoHaz, co całkowicie uzależni gospodarczo Ukrainę od Rosji, a w konsekwencji grozi rozpadem tego państwa. 
Jednocześnie cztery amerykańskie koncerny rozpoczęły na Lubelszczyźnie poszukiwanie złóż gazu ziemnego w łupkach skalnych. Według geologów ilość tego gazu zapewnia Polsce samowystarczalność energetyczną na 100 lat. Transakcję wynegocjował i sfinalizował Radosław Sikorski. 
Najciekawsze rzeczy dzieją się tam, gdzie nikt nie zagląda. 
Otagowane:  

Takim go zapamiętam

Dodano 12 kwietnia 2010, w Bez kategorii, przez Wędrowiec
Otagowane:  

  • RSS