Tekst jest wyciągniętym z archiwum i nieco tylko uporządkowanym „strumieniem świadomości” zapisanym jako status i seria komentarzy na FB w 2011 roku. 

 Motto:

Tuż przed ostatecznym zniszczeniem Rzeczypospolitej Jan Jakub Rousseau miał rzec do Polaków: „Nie możecie sprawić, by was nie pożarli, ale postarajcie się, by was nie strawili”.

z12101437Q

Taka myśl historiozoficzno-mesjanistyczna mnie naszła: pożerając Polskę zaborcy zadławili się, a na rodach i państwach uczestników zbrodni zawisło fatum.

Najłatwiej to wykazać na przykładzie Austrii, której upadek zaczął się już w 1806 roku, najtrudniej na przykładzie Prus, które szczyt potęgi osiągnęły w 1871 roku. A rebours, Francja, która Polskę zdradziła wówczas kilkakrotnie zaczęła się staczać w 1812, a popierająca nas Wlk. Brytania (w 1864 żądała konferencji międzynarodowej w obronie Polski) szła ku potędze, a runęła dopiero po zdradzie jałtańskiej.

Czytaj dalej »

Strony: 1 2 3 4

Otagowane:  

Czy Polska jest sexy?

Dodano 14 listopada 2014, w patriotym, Polska, przez Wędrowiec

Tekst sprzed wielu lat,  ale moim zdaniem wciąż aktualny.

***

Takie pytanie zadał jakiś czas temu „Dziennik” wywołując ogólnonarodową dyskusję, w której wypowiedzieli się intelektualiści od lewa do prawa. Ilość wypisywanych w tych wypowiedziach debilizmów była szokująca. Dopiero głos Wojciecha Wentzla miał rozsądny charakter.
Najbardziej dla mnie zabawne były słowa jednego z autorów (nie pomnę już czyj), który raczył napisać, że rozumie wyjeżdżających z Polski cytując przy tym ich słowa:
- Popatrz wokół. Tu nic nie ma. Nic tu nie dostaniesz.

Słowa te obnażyły mentalność części wyjeżdżających, co zresztą mogę potwierdzić z autopsji. Zamiast samemu postarać się o pracę, zapracować na sukces, czekają oni aż im się da. Wyjeżdżają tam, gdzie – jak im się wydaje – wszystko jest dane. To właśnie tacy ludzie lądują we włoskich obozach pracy i na londyńskiej ulicy. Nie najbardziej aktywni, tylko właśnie najbardziej bierni, nastawieni roszczeniowo i oczekujący.

Dobrze jednak, że taka dyskusja się odbyła, bo pokazała, co myślą autorytety. Mam nadzieję, że zdroworozsądkowa większość społeczeństwa dokona dzięki temu selekcji naturalnej mędrków.

Z drugiej jednak strony „Dziennik” postawił złe pytanie. Określenie sexy odnosi się do intymnej sfery życia człowieka, do relacji w sferze nie tyle uczuciowej, co fizyczno-płciowej. Sexy to jest coś, co pociąga, czego się pożąda, co chciałoby się posiąść, a mówiąc wulgarnie…. wydymać.
W tym kontekście Polska może być sexy tylko dla politykierów i aferzystów, dążących do nieograniczonej władzy i rabujących Skarb Państwa. Polska dla nich jest sexy i dymają ją na okrągło.

Stefan Chwin podaje przykład francuskiej Marianny (symbol Republiki Francuskiej), która jest sexy (nawet na obrazach Delacroix odsłania biust) i którą można kochać od kołyski. No dobrze, ale stosunek Francuzów, a szczególnie nowych Francuzów, pochodzących z imigracji, jest do ich kraju właśnie taki: maksymalnie go wykorzystać. Marianna ma dawać na prawo i lewo każdemu, kto zażąda, a jak nie, to spalimy kilka samochodów. W postawie znacznej części obywateli Francji nie ma szacunku do ich kraju. Jest tylko żądanie. Dążenie do wydymania.

Sexy powinna być narzeczona, kochanka, w jakimś tam stopniu żona, ale przede wszystkim dziwka. Musi, bo musi wabić i kusić. Dwie pierwsze w celu złapania i utrzymania TEGO faceta. Ostatnia w celu sprzedania się jak największej liczbie klientów.
Tymczasem relacja między moim krajem, a mną nie odpowiada stosunkom z narzeczoną, kochanką, czy dziwką, a nawet żoną, ale raczej relacji z matką. Narzeczona, kochanka, żona i dziwka pochodzą z wyboru. Tymczasem matki się nie wybiera i tak samo nie wybiera się kraju urodzenia. Można wybrać kraj osiedlenia i pracy, ale nie kołyskę.

Matka nie musi być sexy. Jeśli ktoś patrzy na swoją matkę pod kątem, czy jest ona sexy, to powinien udać się na konsultacje do profesora Lwa-Starowicza. Oczywiście, fajnie jest mieć świadomość, że inni patrzą na nią z pożądaniem. Fajnie jest wiedzieć, że mama jest piękna. Ale nie to warunkuje mój stosunek do niej. Kocham moją matkę bez względu na to, czy jest piękna, wypielęgnowana i wystrzałowo ubrana, czy też stara, brzydka, śmierdzi i puszcza gazy. Mój stosunek do matki nie zależy od tego, czy mówi ona piękne i mądre rzeczy, czy bredzi sklerotycznie. Jest to moja matka i innej mieć nie będę.

Oczywiście, chciałbym, żeby moją matkę otaczano szacunkiem i żeby podobała się innym, żeby była sexy DLA INNYCH. Dlatego w ostatnich latach życia mojej matki kłóciłem się z nią często usiłując zatrzymać nieuchronny proces starzenia się i staczania w śmierć.

Dlatego zrozumiałe jest, że kochający Polskę jej synowie i córki czasem jej ostro nawrzucają za to, że o siebie nie dba, że szlaja się po salonach, gdzie nią pogardzają, że pozwala się traktować jak „biedna panna bez posagu”, mimo bogactwa jej kultury i tradycji. Ale mimo to, jak pan Chwin, nadal będą otaczać ją uczuciem i szacunkiem.

Polacy przypominają nastoletnich chłopców i dziewczynki, którzy dorastając nagle odkrywają, że mamusia nie jest najładniejsza, że nie wie wszystkiego, że czasem robi głupoty. Poznają inne kobiety. Czasem starsze, ale bardziej wypacykowane, czasem młodsze i piękniejsze. Zaczynają porównywać i krytykują. Krytykują jak nastolatek, który stwierdza, że jego starzy nic nie rozumieją.
Sexy jest dla nich Irlandia, czy Szkocja. Znacznie młodsze i bardziej zadbane od matki, a przecież tak bardzo do mamy podobne.

Problem nie w tym, czy Polska jest sexy. Bo ilość obcokrajowców osiedlających się w niej i polonizujących się jak niemiecki aktor Stefan Moeler, właśnie tę atrakcyjność (dla innych) poświadcza.
Problem w dojrzałości nas samych, czy potrafimy jako dorastający nastolatkowie dojrzeć piękno i życiową mądrość w nieco zmęczonej pani w średnim wieku, którą w jej burzliwym życiu kilka razy zgwałcono, ale która mimo to potrafiła zachować dumę i te odrobinę naiwności chroniącą przed cynizmem. Czy potrafimy o nią zadbać? Bez pogardzania i poniżania przejąć na siebie odpowiedzialność za starzejącą się matkę, nie rezygnując przy tym z przelotnych romansów, a nawet małżeństw z innymi, młodszymi i piękniejszymi.


http://www.hr.bci.pl/articles.php?article_id=31

Otagowane:  

17 września – nie wolno zapomnieć

Dodano 17 września 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec



17 września 


Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica 
Polej wódki, Grisza 
Zaraz oddasz strzał 
W tył głowy, do dołu 
Ciało na ciało się zrzuci 
Saszka ugnieść je musi 
A spychacz zepsuł się nam 
Więc polej, Grisza, tak z duszy 
Dla Saszki bo spychacz nie ruszy 
Tylu ich jeszcze zostało 
A naszym chce się już spać…. 

Raboty oczień mnoga 
Starszyna chodzi zły 
Bo psuje się pogoda 
A jeszcze tylu ich… 
Palec od cyngla boli 
Nagana parzy stal 
A nam wciąż nowych dowożą 
Nie dają wytchnienia nam 
Ej, Griszka, co z tobą ? 
Czyżby ci było ich żal ? 
Kurica nie ptica 
To tolka polskij pan ! 

Niech Wasia wapnem sypnie 
Na ten ostatni stos 
A wapno pamięć rozpuści 
Sumienie… prześpi się w noc 
A potem – by nie bolało 
Posadzi się tu las 
I prawda nie wyjdzie na jaw 
I Stalin odznaczy nas 
Tylu ich jeszcze zostało 
A spychacz zepsuł się nam 
Tam w dole się jeszcze ruszają … 
Wypijmy , Grisza ! 
Do dna …. 

Paweł Kukiz
Marek Dubrowski 
Otagowane:  

Powrót

Dodano 11 września 2009, w Bez kategorii, przez Wędrowiec
Po przerwie obozowo-urolopowej czas wrócić do normalnego życia. Hm… Normalne, to dla mnie jest życie w lesie, pod namiotem, na szlaku. Strasznie mi tego brakowało :)

Na Krucjacie kontynuuję historię działań formacji granicznych w 1939 roku. To tylko szkic, ale wiele mówiący. Wszelkie gadanie o „klęsce” we wrześniu 1939 roku jest łgarstwem obliczonym na upokorzenie narodu. Owszem, przegraliśmy, ale to nie była ani katastrofa, ani klęska. Przegraliśmy, bo w wyniku nacisku „sojuszników” za późno ogłosiliśmy mobilizację i zabrakło odwodów, bo w krytycznych momentach zabrakło amunicji i sprzętu, bo przeciw nam była nawet pogoda (niemieckie pojazdy pancerne przejeżdżały po wysuszonych bagnach, po których normalnie nie byłyby w stanie jechać), bo zdradzili nas „sojusznicy”, bo gdy 1/3 państwa oraz jego stolica walczyły, dostaliśmy cios w plecy od Rosji. 
W programie historycznym na kanale TVP Historia padło znamienne zdanie: 15 września Niemcom zaczęła się kończyć amunicja.Tego dnia z magazynów wydano ostatnie skrzynki amunicji, także artyleryjskiej i bomb lotniczych do jednostek liniowych. Na nowe trzeba było czekać, Wehmacht stał się zależny od tempa produkcji niemieckich fabryk. W ciągu tygodnia te resztki zostałyby wystrzelane. W tym momencie skończyłaby się niemiecka przewaga technologiczna. Najlepszy czołg nie mogący strzelać jest bezbronny i bezużyteczny. Staje się ruchomym bunkrem. To byłby koniec blitzkriegu, a przy bitności i wyszkoleniu polskich żołnierzy, walka „face-toface” byłaby wyrównana. W przeciwieństwie do Niemców, wielu polskich żołnierzy średniego pokolenia miało znaczne doświadczenie bojowe. Niemcy zakończyli działania bojowe w 1919 roku (nie licząc III powstania śląskiego). Polacy walczyli do 1923 roku, a do 1929 prowadzili permanentną wojnę o kresy. Wszyscy, którzy przeszli przez służbę w KOP byli ostrzelanymi żołnierzami. Jeśli pamiętac, że w 1920 do walki stanęły wszystkie pokolenia, to uczestnicy obrony Lwowa przed Konnarmią oraz ochotnicy spod Radzymina mieli po 35 lat! Stanowili trzon polskiego wojska. W przypadku Niemców weterani Freikorpsu zwalczającego III powstanie śląskie też mogli mieć tyle, ale w całym Wehrmachcie stanowili mniejszy procent, niż weterani wojny polsko-sowieckiej w Wojsku Polskim. Innymi słowy: w armii niemieckiej co któryś (dajmy na to, że co 10) żołnierz w wieku 35 lat miał doświadczenie bojowe. W armii polskiej 10 % doświadczenia bojowego nie miało. Skutek był oczywisty. Jeśli patrzy się na CV dowódców polskich i niemieckich niższego i średniego szczebla, to przeciw niemieckim niedoświadczonym młokosom marzącym o „wielkich czynach” i wychowanych na legendzie I wojny światowej stanęli kawalerowie krzyży Virtutti Militari, czy Krzyża Walecznych. Jeśli tylko, jak w Beskidzie Wyspowym, udało się Polakom ograniczyć przewagę technologiczną Niemców, walka stawała się wyrównana, a nawet Polacy bili wroga. Rozbicie pułku SS „Germania” nocnym atakiem na bagnety i zdobycie całego sprzętu tej jednostki pokazuje możliwości polskich żołnierzy.
W tym samym czasie na zaplecze frontu zaczęły przenikać pierwsze polskie oddziały partyzancko-dywersyjne. 

Dlatego ambasador niemiecki w Moskwie, Schulenburg naciskał Mołotowa, by Rosja zaatakowała Polskę. Bez 17 września, Hitler rzeczywiście utknąłby w Polsce, a blitzkrieg skończyłby się po raz drugi (po raz pierwszy było to w 1914 r.) klapą.
I właśnie dlatego, nigdy nie wolno zapomnieć kurestwa, jakim była niewypowiedziana wojna sowietów z Polską. Wojna, której nigdy nie zakończyli i nigdy nie zakończą. Jedyną szansą dla Polski jest unicestwienie Rosji jako imperium. Tylko państwo rosyjskie w etnicznych granicach Rosji jest bezpieczne dla świata. 
Na koniec Paweł Kukiz z kolejną świetną piosenką, tym razem o wciąż narastających pretensjach Niemców wobec Polski.
Otagowane:  

  • RSS