Biesłan – fiasko procesu negocjacji

Dodano 4 września 2011, w Bez kategorii, przez Wędrowiec
W związku z 7 rocznicą terrorystycznego zamachu w Biesłanie wrzucam moją pracę o kulisach tej tragedii. Praca przez specjalistów oceniona na 5+.

 

Wstęp

 

Atak terrorystyczny w Biesłanie, podobnie jak wcześniejsze zamachy w Budionnowsku i w Teatrze na Dubrowce w Moskwie, stanowi element trwającego od upadku ZSRR procesu z jednej strony rozpadu państwa rosyjskiego, utrzymywanego jedynie siłą wpływów ekonomicznych i środkami militarnymi, a z drugiej stopniowego i konsekwentnie realizowanego procesu emancypacji narodów dotąd podbitych i uzależnionych od Rosji. Podobnie jak tamte wiąże się on z ogromną liczbą cywilnych ofiar i kompletną nieudolnością rosyjskich sił bezpieczeństwa. Podobnie jak tamte rodzi więcej pytań o rolę rosyjskich władz i służb specjalnych w przebiegu wydarzeń, niż wątpliwości co do racji terrorystów. Podobnie jak tamte ma ścisły związek z trwającym od 1986 roku konfliktem, a raczej serią konfliktów na Kaukazie. Wreszcie, podobnie jak tamte nie ma typowego dla obecnej fazy wojny terrorystycznej charakteru „miejskiej partyzantki” – masowego uderzenia mającego na celu odwet i wyeliminowanie jak największej liczby „wrogów” – a jest typową sytuacją zakładniczą, w której terroryści biorą odpowiednią liczbę zakładników, żeby wymusić na władzach zaatakowanej struktury spełnienie ich żądań.

Wszystkie trzy wspomniane ataki były dziełem tego samego człowieka – Szamila Basajewa – czeczeńskiego watażki, który w wyniku decyzji prezydenta Iczkerii[1] Dżochara Dudajewa stał się szefem czeczeńskiej „jednostki specjalnej” od początku mającej charakter terrorystyczny. Pierwszy atak Basajewa – uprowadzenie samolotu do Turcji i wymuszenie na Rosji wycofanie specnazu z terytorium Czeczenii na początku lat 90-tych – był już typowym aktem terroru politycznego. Co dziwne, skończył się sukcesem, choć przecież w tym okresie wszystkie praktycznie państwa posiadały nie tylko specjalne jednostki przeznaczone do likwidacji tego typu zagrożeń, ale istniały już opracowane i wypróbowane w praktyce procedury i metody odbijania porwanych samolotów z minimalną lub zerową liczbą ofiar cywilnych.

Lata 90-te Basajew spędził w Abchazji walcząc… po stronie Rosji przeciw Gruzinom! Z wyprawy tej wrócił na czele prywatnej armii, która stała się oficjalną jednostką specjalną Iczkerii.

Kolejny atak – na szpital w Budionnowsku (14-19 czerwca 1995) – choć pociągnął za sobą 100 ofiar cywilnych, stał się pretekstem do zawarcia rozejmu i zakończenia pierwszej wojny czeczeńskiej. Już wtedy zdziwienie budziło w jaki sposób czeczeńskie komando dostało się na strzeżony teren wojskowy wraz z niezbędnym wyposażeniem.

Z kolei terrorystyczny rajd Basajewa na Dagestan w sierpniu 1999 roku dał Putinowi – nowemu władcy Kremla – pretekst do uderzenia na Czeczenię, które zakończyło się błyskotliwym sukcesem i zbudowało autorytet Putina jako odnowiciela potęgi Rosji. W efekcie potwierdził on swoją pozycję dotychczasowego p.o. prezydenta, wyborem na pełnoprawnego gospodarza Kremla z konstytucyjną legitymacją.

Kolejny atak – w 2002 roku – na Teatr na Dubrowce zakończył się masakrą 130 zakładników. Sama operacja odbicia została przeprowadzona bardzo pomysłowo i w sposób mogący zminimalizować straty – poprzez uśpienie gazem znajdujących się w teatrze terrorystów i zakładników. Jednak brak na miejscu wystarczającej ilości fachowej opieki medycznej spowodował śmiertelne zatrucia u wielu poszkodowanych. Znów przy tym ataku zaczęły także padać pytania o to w jaki sposób uzbrojeni terroryści znaleźli się w centrum Moskwy i nie niepokojeni dostali się do teatru. Ostatecznie dochodzenie w sprawie ataku na Dubrowce zostało zawieszone, a na pytania nie odpowiedziano. Atak zbiegł się z ogłoszeniem planu „zakończenia wojny” i „normalizacji” z jednoczesnym ograniczeniem wpływów legalnego prezydenta Iczkerii Asłana Maschadowa – ostatecznie zabitego w kolejnym zamachu przeprowadzonym przez siły rosyjskie – i zaprowadzeniem w Czeczenii rządów islamistycznych współpracującego z Rosją Achmada Kadyrowa, który oficjalnie wygrał wybory na prezydenta Iczkerii dokładnie rok później. Od tego momentu armia miała się wycofywać, a jej miejsce zająć siły MSW Federacji Rosyjskiej.  



 

Atak na Biesłan

 

Operacja terrorystyczna, której celem była szkoła w Biesłanie, zaczęła się oficjalnie

31 sierpnia 2004 roku. W praktyce już w marcu tego roku Basajew zapowiedział, że celem ataku jego komanda będą wszyscy Rosjanie powyżej 10 roku życia.

9 maja 2004 roku na stadionie w Groznym w wyniku zamachu zabity został Achmad Kadyrow. W czerwcu tego roku komando Doku Umarowa przeprowadziło rajd na Inguszetię. W sierpniu szachidki[2] w samobójczych atakach wysadziły dwa samoloty, a bomby wybuchły w moskiewskim metrze.

W tym czasie komando, które uderzyło na szkołę w Biesłanie już prawdopodobnie szkoliło się w jednej z przygranicznych wsi na terenie Inguszetii. Zgranie 33 nie znających się, zwerbowanych w obozach uchodźców mężczyzn i kobiet tak, by skutecznie wykonali atak, nie zajmuje tygodnia. Mimo tego i mimo niewielkich odległości między poszczególnymi republikami oraz nasycenia tego obszaru wojskiem, przygotowania te nie wzbudziły niczyjego zainteresowania[3]. Podobnie na żadnym z obstawionych przez wojsko posterunków kontrolnych, które mijała ciężarówka wioząca uzbrojonych i umundurowanych terrorystów, nikt nie zareagował[4]. Jedynie w Churikowie – już na terenie Osetii Północnej pościg za podejrzaną ciężarówką podjął jeden (JEDEN) miejscowy milicjant[5].

Atak nastąpił ok. 9.00 rano w czasie, gdy większość dzieci wraz z rodzicami, krewnymi i nauczycielami zgromadzona była na boisku szkolnym. Terroryści spędzili wszystkich na salę gimnastyczną, po czym przeszukali szkołę przeprowadzając do sali wykrytych uciekinierów. W chaosie, jaki powstał w chwili ataku udało się uciec niektórym zakładnikom – dzieciom, które ukryły się w kotłowni i stamtąd we właściwym momencie przedarły się do bezpiecznej strefy. Terrorystom udało się jednak zgromadzić na sali gimnastycznej 1128 osób, w większości dzieci. Mężczyzn zabili w ciągu pierwszych kilku godzin. Jako pierwszy zginął Sosłan Bietrozow usiłujący negocjować z terrorystami lepsze warunki przetrzymywania zakładników. Napastnicy od razu zabronili zakładnikom pić.

W ciągu dwóch godzin terroryści zaminowali budynek i zapowiedzieli wysadzenie go w przypadku próby ataku. Zmusili do pomocy młodych mężczyzn wyłuskanych z tłumu. Potem wyprowadzili ich z sali i rozległy się serie z automatów. Wszyscy zostali zabici na miejscu. Dwadzieścia ciał wyrzucono przez okno.[6]

Po 2,5 godzinach od rozpoczęcia akcji komando odmawia negocjacji z miejscowymi władzami i żąda przysłania Aleksandra Dzasochowa i Murata Ziazikowa – prezydentów autonomicznych republik Osetii Północnej i Inguszetii oraz rosyjskiego lekarza Leonida Roszala, który dwa lata wcześniej negocjował z komandem w Teatrze na Dubrowce. Prezydenci nie pojawiają się w Biesłanie. Jedynie Dzasochowa zastępuje jego poprzednik, Rusłan Auszew. Leonid Roszal wieczorem przybywa do Biesłanu.

O 13.20, czyli po prawie 3 i pół godzinie, napastnicy przedstawiają żądania. Według Basajewa terroryści precyzyjnie przedstawili warunki, których spełnienia się domagali i ustępstwa, które w zamian objęłyby zakładników:

  • · deklaracja Putina o przerwaniu wojny – zakładnicy dostają wodę,
  • · początek wycofywania wojsk – zakładnicy dostają jedzenie,
  • · rosyjskie wojska opuszczają górskie tereny Czeczenii – komando wypuszcza dzieci poniżej 10 roku życia,
  • · pełne wycofanie wojsk – wychodzą wszyscy zakładnicy.[7]

Według kalendarium opracowanego przez dziennikarzy polskich dodatkowym żądaniem było uwolnienie terrorystów złapanych po czerwcowym rajdzie na Inguszetię[8].

Do godziny 21.20 usiłowano negocjować z porywaczami dostarczenie zakładnikom żywności i wody oraz lekarstw. Według RMF FM porywacze bali się, żeby w posiłku nie było narkotyków[9] Jednak zarówno zacytowana wyżej opinia Basajewa, jak i relacje ocalałych zakładników[10] świadczą o tym, że odmówienie zakładnikom jedzenia i napojów[11] było planowym i zamierzonym działaniem, choć z postępowania terrorystów trudno dociec, jaki miało mieć cel, poza dodatkowym udręczeniem ofiar.

W nocy Leonid Roszal usiłuje negocjować przez telefon z porywaczami, ale bezskutecznie. Nad ranem Rosjanie podali, że w budynku znajduje się 354 zakładników.

Bandytów wyprowadza z równowagi podane, przez władze kłamstwo (…).

- Trzystu, to fajnie. Odliczymy zaraz trzystu, a resztę odstrzelimy, widać nie jesteście nikomu potrzebni – powiedział brodaty o pseudonimie Pułkownik. – Waszym nie zależy na was! Zdechniecie tu.[12]

W odpowiedzi na niezgodną z prawdą informację porywacze ponownie odmawiają zakładnikom wody i jedzenia, po jakimś czasie zabraniają także chodzić do toalety. Odrzucają też propozycję bezpiecznego korytarza do Czeczenii lub Inguszetii.

Według świadków już drugiego dnia siły rządowe rozpoczynają ostrzał szkoły improwizując stanowiska ogniowe w mieszkaniach prywatnych.

Drugiego dnia w mieszkaniu Kazanowów pojawili się mężczyźni z jednostek elitarnych i zaczęli raz po raz strzelać w kierunku szkoły. Nie z balkonu, lecz z pokoju dziennego, z którego wychodzi się na balkon.(…) W odpowiedzi zaczęli strzelać ze szkoły. Wkrótce w ścianach pojawiły się otwory. Wjechały czołgi. Murat widział wcześniejszego prezydenta Inguszetii Auszewa, jak wchodził i wychodził.[13]

Uwzględniając poprawkę na fakt, że człowiekowi, który w szkole w Biesłanie stracił córkę i który oglądał rozgrywający się dramat z balkonu swojego mieszkania, fakty mogły się pomieszać, i tak z relacji tej wynika kompletny chaos podejmowanych przez władze działań: jednoczesny atak jak na cel militarny z użyciem pojazdów opancerzonych i negocjacje. Auszewowi udało się jednak wynegocjować uwolnienie matek z niemowlętami, które opuściły szkołę drugiego dnia krótko po 17.00.

Trzeciego dnia terroryści wyrazili zgodę na ewakuację ciał zabitych dotąd zakładników, które wyrzucali przez okno na boisko[14]. O 13.05, kiedy do szkoły podjechała ciężarówka rozległy się dwa wybuchy. Rozpoczyna się strzelanina, zaczyna się palić dach szkoły. Mieszkańcy Biesłanu spontanicznie podejmują próbę wydobycia zakładników z budynku.[15] Ze szkoły udaje się wyprowadzić 30 zakładników – kobiet i dzieci. O 13.21 słychać kolejny wybuch.[16] Przepalony dach szkoły zaczyna się zapadać wywołując pożar w sali gimnastycznej. Straż pożarna nie gasi ognia, bo jedyne dwa wozy miejskiej jednostki są niesprawne, a użycie nowoczesnego i sprawnego wozu z pobliskiej fabryki wymaga decyzji na wysokim szczeblu.[17].Żołnierze wynoszą ze szkoły kolejne dzieci. W chaotycznej strzelaninie oddziały antyterrorystyczne „Alfa” i „Proporzec” podejmują próbę szturmu i w ciągu 20 minut opanowują budynek szkoły.[18][19] Walka trwa jednak do wieczora. Według świadków jeszcze wieczorem czołg strzelał przez okienko do piwnicy pod stołówką. Według niepotwierdzonych informacji w piwnicy tej ukryci byli terroryści z częścią zakładników.[20]

Ostateczny bilans wydarzeń zamyka się liczbą 334 zabitych zakładników, 32 terrorystów 11 komandosów i kilka osób spośród sanitariuszy, żołnierzy jednostek regularnych, milicjantów itp. 700 osób odniosło większe lub mniejsze obrażenia.

W czasie, gdy szkołą wstrząsały wybuchy, do Biesłanu przyjechali zawodowi negocjatorzy z Moskwy.[21]

 

 

 

Kryzys w Biesłanie w kontekście negocjacji

 

W zasadzie nie sposób w przypadku Biesłanu mówić o negocjacjach. Ani terroryści, ani strona oficjalna nie byli przygotowani na to, z czym się spotkali. Jedyny ocalały porywacz, Nurpasza Kułajew[22], twierdził podczas procesu, że w planach było wzięcie 300 zakładników, po 150 za każdego z prezydentów Osetii Północnej i Inguszetii, czyli tylu, ilu podały rosyjskie władze. Sam był rzekomo zaskoczony tym, że w ogóle ma do czynienia z dziećmi.[23] Agresywne zachowania terrorystów na płacz dzieci, niekonsekwencja w kwestii zakazu picia (raz zakaz, raz zgoda, potem znowu zakaz), a następnie zakazu wychodzenia do toalety dadzą się wyjaśnić faktem, że terroryści spodziewali się młodzieży (może ze starszych klas), ale nie dzieci w wieku poniżej 10 roku życia.[24] Korespondowałoby to z deklaracją Basajewa.

To mogło spowodować pierwotną niepewność ich działań, pertraktacje dotyczące wody i pożywienia, które – jeśli wierzyć Basajewowi – nie miały sensu w świetle planu negocjacji. Tymczasem w działaniach terrorystów, poza nielicznymi kwestiami, widać logikę zmierzającą do skutecznego wynegocjowania swoich racji. Począwszy od wyboru szkoły, do której uczęszczały dzieci miejscowej elity, poprzez żądanie przybycia w charakterze negocjatorów prezydentów Inguszetii i Osetii Północnej (a więc osób, które w wielu sprawach nie mogły zasłonić się brakiem kompetencji) oraz Leonida Roszala, do którego Czeczeni mieli zaufanie pomimo masakry na Dubrowce, poprzez wykazanie determinacji likwidacją 20 mężczyzn, którzy pod przymusem pomagali zaminować salę gimnastyczną[25], odrzucenie propozycji dostarczenia żywności i wody i swobodnej drogi ucieczki. Zgrzyt następuje dopiero w momencie restrykcyjnego zakazu picia i korzystania z toalet. Miałby on sens, gdyby kierujący działaniami ze strony władz wiedzieli, że taka jest sytuacja. Tymczasem oficjalnie nic nie wiadomo o tym, by taką informację otrzymali. Drugiego dnia dyrektorka szkoły przekazując informację telefonicznie do sztabu antykryzysowego stwierdziła, że „stan dzieci jest zadowalający”.

Stronę rosyjską cechuje natomiast chaos i niestabilność decyzji. Można odnieść wrażenie, że nie było jednego ośrodka dowodzenia operacją, ale każdy realizował swój własny plan. Miejscowe władze chciały uratować jak najwięcej zakładników. Wojsko chciało wykazać się skutecznością i zdecydowaniem. Fachowcy ze specnazu i zawodowi negocjatorzy pojawili się, gdy było za późno, bo…? Nie wiadomo na co czekała Moskwa, skoro Leonid Roszal mógł z Moskwy do Biesłanu przybyć po 11 godzinach od początku kryzysu.

Dobrym ruchem lokalnych władz było wydelegowanie do rozmów Rusłana Auszewa, byłego prezydenta Inguszetii, który cieszył się zaufaniem zarówno władz Federacji Rosyjskiej, jak i własnych rodaków i Czeczenów, którym na początku II wojny czeczeńskiej zapewnił schronienie w obozach uchodźców. Drugim dobrym ruchem, który próbowały podjąć miejscowe władze było zaproszenie do mediacji Asłana Maschadowa, prezydenta nieuznawanego przez Kreml rządu Iczkerii na uchodźctwie.[26] Niestety, warunkiem jego przyjazdu z Europy była gwarancja nietykalności, a tej Kreml nie zgodził się dać.

Prawidłowym było podjęcie próby wynegocjowania dostarczenia zakładnikom pożywienia i picia – nie wiadomo, czy negocjatorzy wiedzieli, że ten postulat może być spełniony po zapowiedzi Putina, że wycofa wojska z Czeczenii. Można jednak przypuszczać, że twarde „niet” z Moskwy było prawdziwym powodem zerwania tych negocjacji.

Dobrym ruchem było też wynegocjowanie uwolnienia matek z niemowlakami i uprzątnięcia zwłok z boiska szkolnego osiągnięte przez Auszewa.

W tym momencie prawdopodobnie wmieszało się wojsko, które ostrzelało salę gimnastyczną z granatników i miotaczy ognia.[27] Wybuchy umożliwiają co prawda ucieczkę zakładnikom, ale w ich wyniku ginie kilkadziesiąt osób. Wiele spłonie żywcem pod zawalonym płonącym dachem, a wielu zginie od kul, które nie wiadomo kto wystrzelił.[28]

- Ekspertyzy zrobić nie można, bo brak podstawowych danych – twierdzi [Stanisław] Kiesajew [szef osetyjskiej komisji śledczej]. Trudno o nie, skoro dzień po tragedii po budynku szkoły chodziły osoby nieuprawnione, a na gruzowisku pracował buldożer.[29]

W momencie pierwszych eksplozji komandosi z oddziałów AT nie znajdowali się w pobliżu szkoły. Przybyli z opóźnieniem po półgodzinie, wielu bez pełnego oporządzenia[30]. W walce zginęło 11 komandosów. [31]

Dodatkowym elementem wprowadzającym zamieszanie w procesie negocjacji były oficjalne informacje przekazywane przez władze rosyjskie. Szczególnie podana świtem drugiego dnia informacja o 354 zakładnikach spowodowała zawalenie się dotychczasowych ustaleń i wycofanie się porywaczy z wynegocjowanego już uwolnienia dzieci do 7 roku życia[32].

Podsumowując, obie strony były wyraźnie zaskoczone przebiegiem wydarzeń, przy czym działania terrorystów mimo wszystko są logiczne i uporządkowane, zdradzające dobre przygotowanie do negocjacji. Działania strony rosyjskiej cechuje nieprofesjonalizm i chaos. Brak jednego centrum decyzyjnego i całkowita niekompatybilność działań negocjatorów, wojska, jednostek AT i mediów. Można wręcz mówić o wchodzeniu sobie w drogę i torpedowaniu wysiłków zmierzających do minimalizacji liczby ofiar. Nie ma przy tym znaczenia, czy był to skutek działań celowych, czy zwykłej głupoty. Talleyrand ujął to słowami: To gorzej, niż zbrodnia. To błąd. Choć ja osobiście uważam, że bez korzyści tak głupim być nie można.

 

 

Zakończenie

 

Kiedy 9 września 2001 roku samoloty uderzały w wieże WTC, świat patrzył oniemiały zadając sobie pytanie jak było możliwe, że terrorystom pomimo obserwacji przez służby amerykańskie udało się ukończyć specjalistyczne szkolenia, wnieść mimo kontroli broń do samolotów i opanować maszyny w powietrzu pomimo istniejących procedur bezpieczeństwa. Jednakże kiedy terroryści już skierowali maszyny na cele, sprawa była zakończona i nic nie dało się zrobić.

W Biesłanie padają te same pytania o to jak to było możliwe, żeby grupa uzbrojonych po zęby mężczyzn i być może kobiet wjechała na opanowany przez wojsko teren i bez przeszkód wzięła za zakładników dzieci miejscowej elity. Ale w Biesłanie od tego momentu wszystko mogło się zdarzyć. O ile pierwszych 20 młodych mężczyzn nie można było ocalić, byli skazani na śmierć w momencie rozpoczęcia akcji, o tyle potem sprawa była otwarta aż do pierwszego wybuchu trzeciego dnia. Przez dwa i pół dnia w rękach władz rosyjskich znajdowało się życie ponad 1000 zakładników. Szkolne błędy mające skutki gorsze, niż zamierzona zbrodnia, spowodowały w efekcie tragedię.

Skutkiem była destabilizacja Osetii Północnej i Inguszetii i umocnienie w nich władzy Rosji, jako gwaranta bezpieczeństwa i „pokojowego współistnienia”. Emigracyjne władze Iczkerii straciły moralny mandat do reprezentowania swojego narodu na forum międzynarodowym. Asłan Maschadow zginął 8 marca 2005 roku w zamachu, a jego następca, Ahmad Zakajew jest ścigany listem gończym we wszystkich krajach mających „dobre relacje” z Rosją. Zakajew atak na Biesłan uznał za ogromny cios w sprawę czeczeńską.[33] Szamil Basajew miał zginąć w czerwcu 2006 roku. Nie ma jednak jednej wersji jego śmierci. Według Rosjan zginął w wyniku akcji sił specjalnych. Według Czeczenów była to przypadkowa eksplozja transportu materiałów wybuchowych. Niektórzy wierzą, że Basajew nie zginął.[34] Ciała możliwego do jednoznacznej identyfikacji nie znaleziono.

Wbrew deklaracjom z 2002 roku rosyjskie wojska jeszcze przez pięć lat pacyfikowały Czeczenię. 3 września 2004 roku w Biesłanie przegrali wszyscy z wyjątkiem… Armii Rosyjskiej.

 

Bibliografia:

 

Andrea Strunk „Biesłan. Requiem”. Edycja Św. Pawła. Częstochowa 2006

Paweł Reszka „Miejsce po imperium” Świat Książki 2007

„Biesłan: Kalendarium wydarzeń i plan miejsca dramatu”, RFM FM 4.09.2004 (11:20)

Dramat w Biesłanie godzina po godzinie, PAP, 2004-09-03 (16:25)

 

 



Przypisy



[1] Oficjalna nazwa niepodległej Czeczenii brzmi: Czeczeńska Republika Iczkerii

 

[2] Szahid, to tyle, co męczennik za wiarę. Tym mianem określa się także zamachowców-samobójców.

 

[3] Andrea Strunk „Biesłan. Requiem”. Edycja Św. Pawła. Częstochowa 2006 s. s. 21

 

[4] Autor był w Osetii Północnej w 1993 roku. Wtedy przejścia graniczne między stanowiącymi jedną całość państwową republikami FR wyglądały jak na linii frontu: pojazdy opancerzone, bunkry, worki z piaskiem, żołnierze w hełmach i kamizelkach kuloodpornych. Po wybuchu wojny w Czeczenii środki bezpieczeństwa zostały zaostrzone.

 

[5] Andrea Strunk „Biesłan…” s. 21

 

[6] Paweł Reszka „Miejsce po imperium” Świat Książki 2007 s. 96

 

[7] Paweł Reszka op. cit. s. 102

 

[8] „Biesłan: Kalendarium wydarzeń i plan miejsca dramatu”, RFM FM 4.09.2004 (11:20)

 

[9] RMF FM op.cit.

 

[10] Andrea Strunk i Paweł Reszka podkreślają ten fakt we wszystkich relacjach.

 

[11] Całkowity zakaz picia poparty zakazem wychodzenia do toalety terroryści wprowadzili dopiero drugiego dnia.

 

[12] Paweł Reszka op. cit. s. 97

 

[13] Andrea Strunk, op. cit. s. 94

 

[14] Dramat w Biesłanie godzina po godzinie, PAP, 2004-09-03 (16:25)

 

[15] Andrea Strunk, op. cit. s. 94-96

 

[16] PAP op. cit.

 

[17] Andrea Strunk, op. cit. s. 95-96

 

[18] PAP op. cit.

 

[19] Andrea Strunk, op. cit. s. 155

 

[20] Andrea Strunk, op. cit. s. 96

 

[21] Paweł Reszka, op. cit. s. 102

 

[22] Przynajmniej oficjalnie jedyny, bo chaos podczas odbijania szkoły wyklucza pewność w kwestii ilości zamachowców.

 

[23] Andrea Strunk, op. cit. s. 186

 

[24] Problem wynikał z faktu, że dzieci jako nieświadome zagrożenia, są trudne do kontrolowania – Andrea Strunk, op. cit. s. 214

 

[25] Dodatkowo w ten sposób terroryści pozbyli się ludzi mogących od środka podjąć próbę uwolnienia zakładników.

 

[26] Paweł Reszka, op. cit. s. 103

 

[27] Andrea Strunk, op. cit. s. 155

 

[28] Paweł Reszka, op. cit. s. 104

 

[29] Paweł Reszka, op. cit. s. 104

 

[30] Paweł Reszka, op. cit. s. 103

 

[31] ibidem

 

[32] Paweł Reszka, op. cit. s. 101

 

[33] Paweł Reszka, op.cit. s. 109

 

[34] Paweł Reszka, op. cit. s. 105

Otagowane:  

5 grudnia, Hradczany, Praga, Republika Czeska

Dodano 16 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Vaclav Klaus:

Bardzo się cieszę, że mogę Was dzisiaj przywitać na Zamku Praskim.
Szczególnie mnie cieszy możliwość dyskusji dlatego, że wiem jak moje
poglądy i postawy są w mediach często demonizowane i przedstawiane w
sposób karykaturalny. Jest to szansa byśmy mogli bezpośrednio i bez
zakłóceń przedyskutować swoje postawy. Jestem tym, który zawsze mówił,
że dla członkostwa Republiki Czeskiej w Unii Europejskiej nie ma
alternatywy. To ja byłem tym, który w 1996 roku złożył do premiera
Dinima wniosek Czech o przystąpienie do UE. To ja podpisałem Traktat
Akcesyjny. Stoimy na progu czeskiego przewodnictwa w UE. Jestem
przekonany, że z tym sobie bez problemów poradzimy. Rząd i inne organy
władzy Republiki Czeskiej są na to przewodnictwo odpowiednio
przygotowane.

 

Hans-Gert Pöttering:

Dziękujemy za przyjęcie. Jestem w Parlamencie Europejskim od 1979
roku, całe swoje życie jestem „na usługach Europy”. To, że Czechy są
obecnie państwem członkowskim UE, a wkrótce będą przewodniczyć Unii
Europejskiej to cud, o którym przed trzydziestu laty nam się nawet nie
śniło. Chciałbym przeprosić w imieniu kolegi Josepha Daula, który jest
na wcześniej zaplanowanej wizycie w Finlandii, ale rozumiem, że
osobiście spotkaliście się tutaj na Zamku Praskim kilka tygodni temu.
Jest tradycją, że każdy z członków Konferencji PE będzie miał podczas
przyjęcia krótkie słowo i możliwość zadania pytań. Proszę najpierw
kolegę Schulza.

 

Martin Schulz:

W imieniu socjaldemokratów chciałbym powiedzieć, że jesteśmy gotowi
wesprzeć czeską prezydencję, która nie będzie łatwa. Będzie ona miała
wpływ na nadchodzącą kampanię wyborczą do PE oraz długo dyskutowane
problemy, których w UE nie można rozwiązać. Chodzi o pakiet
klimatyczny, mimo że Francja ma ambicję wynegocjowania tej kwestii
jeszcze przed końcem roku. Potem Traktat Lizboński, co do którego jest
duża różnica zdań między Czechami a stanowiskiem PE. Europejscy
socjaliści będą walczyć o to, aby był ratyfikowany. Traktat Lizboński
jest konieczny, nieunikniony, absolutnie niezbędny. Wiem, że w tym
względzie ma Pan poniekąd kontrowersyjne poglądy, panie Prezydencie.

 

Vaclav Klaus:

(żartobliwie) Przecież mnie znacie, ja nie jestem kontrowersyjny.

 

Martin Schulz:

(także żartobliwie) Ja jestem obecnie w PE znany z tego, że nie jestem kontrowersyjny, więc będziemy się rozumieli.

 

Graham Watson:

Panie Prezydencie, my wszyscy znamy niemiecki, angielski, francuski,
hiszpański i włoski. Różnorodność językowa jest w Unii Europejskiej
wielką wartością. Życzymy Waszej prezydencji sukcesu. Będzie w niej
dominować konieczność poradzenia sobie z kryzysem finansowym i
ekonomicznym. Ważne jest, aby kontynuować agendę lizbońską. Historia
pokazała, że znalezienie rozwiązania umożliwia europejska solidarność,
która pozwoliła nam zatrzymać wejście Rosji do Gruzji, która pozwoliła
na znalezienie rozwiązania kryzysu finansowego. Większość dzisiejszych
problemów ma charakter ponadnarodowy i ich rozwiązanie można znaleźć na
poziomie ponadnarodowym. Możemy mieć odmienne poglądy ws. architektury
„europejskiego domu”, ale ważne jest, aby ten dom był zbudowany.

Daniel Cohn-Bendit:

Przyniosłem Panu flagę, którą tu najwyraźniej wszędzie macie na
Zamku Praskim. To jest flaga Unii Europejskiej, tak ją postawię tutaj
przed Panem. To będzie trudne przewodniczenie. Czechy będą miały do
czynienia z projektem dyrektywy ws. prawa pracy i pakietem
klimatycznym. Pakiet klimatyczny UE reprezentuje mniejszą cząstkę, niż
byśmy sobie życzyli. To konieczne, aby tego minimum dotrzymać. Jestem
przekonany, że zmiany klimatyczne stanowią nie tylko zagrożenie, ale i
niebezpieczeństwo dla dalszego rozwoju planety. Opieram się na
poglądzie naukowym i zgodzie większości w PE. Wiem, że się Pan ze mną
nie zgodzi. Może Pan wierzyć, w co chce, ja jestem przekonany, że
globalne ocieplenie jest rzeczywistością, nie jest to kwestia mojej
wiary. Traktat Lizboński: Pana pogląd na to mnie nie
interesuje, chcę wiedzieć, co pan zrobi, aby zatwierdził go czeski sejm
i senat. Będzie Pan respektował demokratyczną wolę przedstawicieli
narodu? Będzie Pan musiał to podpisać.

Co więcej, chcę, aby Pan mi wyjaśnił, jaki jest poziom Pana
przyjaźni w panem Declan Ganley’em z Irlandii. Jak może Pan się
spotykać z człowiekiem, co do którego nie jest jasne, kto go opłaca?
Będąc na swoim stanowisku, nie może się Pan z nim spotykać.
To
jest człowiek, którego majątek pochodzi z wątpliwych źródeł i chce je
teraz wykorzystać na finansowanie swojej kampanii wyborczej do PE.

Vaclav Klaus:

Muszę powiedzieć, że tym tonem nikt jeszcze ze mną tutaj nie
mówił przez 6 lat mojej prezydentury.  Nie jest Pan tutaj na paryskich
barykadach. Sądziłem, że taki styl komunikacji wobec nas skończył się
19 lat temu (razem z upadkiem komunizmu – przyp. Fronda.pl). Widzę, że
się myliłem. Ja bym sobie nie pozwolił pytać Pana, z czego jest
finansowana działalność Zielonych.
Jeśli zależy Panu na
racjonalnej dyskusji przez te pół godziny, które mamy na negocjacje,
proszę Panie Przewodniczący oddać słowo dalszym osobom.

Hans-Gert Pötering:

Nie, my mamy dosyć czasu. Mój kolega będzie kontynuował,
ponieważ każdy z członków będzie pytał Pana o co tylko chce. (Do
Cohn-Bendita) Proszę kontynuować.


Vaclav Klaus:

To niewiarygodne, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.

 

Daniel Cohn-Bendit:

Pan mnie jeszcze tutaj nie gościł. Z prezydentem Havlem rozumieliśmy się zawsze bardzo dobrze.
A co mi Pan powie o swoim stanowisku w sprawie prawa
antydyskryminacyjnego? Co do naszych finansów jeszcze będę Pana
instruował.

 

Brian Crowley:

Ja jestem z Irlandii i jestem członkiem tamtejszej partii rządzącej.
Mój ojciec walczył całe życie o niepodległość przeciw brytyjskiej
dominacji. Wielu moich krewnych straciło z tego powodu życie.
Mogę sobie zatem pozwolić, żeby powiedzieć, że Irlandczycy chcą
Traktatu Lizbońskiego.
Przez fakt, że po przyjeździe
do Irlandii spotkał się Pan z Ganley’em, dopuścił się Pan obrazy
irlandzkiego narodu. Ten człowiek nie wykazał, z czego finansował swoją
kampanię. Spotkać się z kimś, kto nie posiada mandatu z wyboru jest
niebywałą zniewagą narodu irlandzkiego. Chcę Pana po prostu
poinformować, jak to odczuwają Irlandczycy.

Życzę Panu, aby był Pan w stanie wykonać program Waszego
przewodnictwa. Aby udało się Wam osiągnąć to, czego życzy Pan
obywatelom europejskim.

Francis Wurz:

Francuski prezydent powiedział, że tarcza antyrakietowa nie jest
dobra dla Europy. Chciałbym zapytać Pana o Pańskie stanowisko w tej
sprawie, Panie Prezydencie.

 

Hanne Dahl:

Panie Prezydencie, dziękuję. Ja nie dam Panu żadnej flagi, ponieważ
w moim kraju uważa się za słuszne dawać razem z własną flagą także
flagę gospodarza, to w złym tonie darować jedną flagę. Pan Pöttering
pewnie Panu powie, że w wielu kwestiach ja nie dokonuję przeglądu
Konferencji przewodniczących PE, ale bardzo się cieszę, że się z Panem
spotykam osobiście. Nie zgadzamy się z polityką klimatyczną, ani z
koncepcją gospodarki rynkowej w Unii Europejskiej.

Jak już Pan
powiedział, istnieje potrzeba, aby nie był Pan demonizowany w Europie,
a to, co dziś od pana usłyszałem, mnie zadowala. Nie jest Pan demonem,
ale odważnym prezydentem, który broni swoich poglądów. Zgadzam się z
Panem, że debatę należy w Europie kontynuować. Jest koniecznością, żeby
zapewnić wysoką frekwencję wyborczą w nadchodzących wyborach do PE.
Jest koniecznością, aby w Unii Europejskiej była możliwość sprzeciwu.
Jest możliwość sprzeciwu wobec jakiejś dyrektywy, ale nie można
sprzeciwić się traktatom. Jestem dumna z tego, że nie przyjęliście
wszystkiego, co przychodzi z Brukseli.


Irena Belohorská:

Ja będę mówić po angielsku, chociaż wiem, że pan prezydent zrozumiałby mnie, gdybym mówiła po słowacku. Traktat z Nicei jest traktatem dla 15 krajów, ale Unia się rozszerzyła. Traktat
Lizboński jest traktatem dla 27 krajów i dlatego jestem niezadowolona z
tego, że najwyższy przedstawiciel jednego z nowych krajów członkowskich
występuje przeciw temu właśnie traktatowi, nad którym wspólnie
pracowaliśmy.



Vaclav Klaus:

Dziękuję za to nowe doświadczenie, które zyskałem spotkając się tu z
Państwem. Nie przypuszczałem, że coś takiego jest możliwe i w ciągu
ostatnich 19 lat nic podobnego nie przeżyłem. Myślałem, że to należy
już do przeszłości, że żyjemy w demokracji, ale w UE doprawdy działa
post-demokracja. Mówili Państwo o wartościach europejskich. Wartością
europejską jest przede wszystkim wolność i demokracja, zwłaszcza
poszanowanie dla obywateli państw członkowskich UE. To jest dziś w UE
szczególnie istotne. Trzeba tego bronić i starać się o to.

Przede
wszystkim chciałbym podkreślić to, co myśli większość obywateli
Republiki Czeskiej, że dla nas, dla członkostwa w UE nie ma
alternatywy. To ja składałem wniosek o nasze przystąpienie do UE w 1996
roku,  a w 2003 roku podpisałem  Traktat Akcesyjny.

Porozumienie
w ramach Unii ma jednak mnóstwo alternatyw. Uznawać jedno z nich za
święte, nienaruszalne, w sprawie którego nie wolno zadawać pytań,
krytykować go, stoi w sprzeczności z samą istotą Europy.

Jeśli chodzi o Traktat Lizboński, chciałbym przypomnieć, że nie jest
on jeszcze ratyfikowany nawet w Niemczech. Traktat konstytucyjny, za
który uważany jest Lizboński, w referendum odrzucony został wolą dwóch
innych krajów. Jeżeli pan Crowley mówi o zniewadze irlandzkich
wyborców, to muszę z kolei przypomnieć, że największą zniewagą wobec
irlandzkiego elektoratu jest nierespektowanie tego, co zostało
przegłosowane w czerwcowym referendum ws. Traktatu Lizbońskiego. Ja
spotkałem się w Irlandii z kimś, za kim stoi zdanie większości w kraju,
a Pan, panie Crowley, jest rzecznikiem poglądów, które w Irlandii są
mniejszościowe. To jest namacalny wynik referendum.


Brian Crowley:

Pan nie będzie mi mówił, jakie poglądy mają Irlandczycy. Jako Irlandczyk wiem to najlepiej.

 

Vaclav Klaus:

Ja nie spekuluję o poglądach Irlandczyków. Ja tylko
stwierdzam, jakie są wymierne dane o ich stanowisku, wynikające z
referendum.

Odnośnie Traktatu Lizbońskiego – u nas nie jest on
ratyfikowany dlatego, że o nim nie zdecydował nasz parlament. O to nie
należy winić prezydenta. Poczekajmy na decyzje obu izb parlamentu, to
jest aktualna faza procesu ratyfikacyjnego, w którym prezydent
republiki nie odgrywa żadnej roli. Na dzień dzisiejszy nie mogę
podpisać traktatu, bo nie leży na moim stole.  Najpierw musi o tym
zdecydować parlament. Dopiero wtedy ja będę się tą sprawą zajmował.
Jeśli chodzi o pakiet klimatyczny, czeski rząd będzie się w tej sprawie
kierował zasadą racjonalności.

Prawo antydyskryminacyjne -
jestem przekonany, że to jest radykalnie złe prawo, ale ja na jego
przyjęcie, nawet gdybym chciał, nie mam wpływu. Jest w parlamencie i
tam nie ma większości potrzebnej do jego przyjęcia.


Pan Watson wspomniał o agendzie lizbońskiej – to już rzecz prawie zapomniana. I słusznie zapomniana.

Kryzys
finansowy – jestem przekonany, że w sprawie kryzysu finansowego czeski
rząd będzie po stronie zwolenników racjonalnych kroków. Nie byłoby
mądrym krokiem, żeby pod pretekstem walki z kryzysem, likwidować wolny
rynek. Myślę, że Republika Czeska jest w tym wypadku w korzystnej
sytuacji. Doświadczyła kryzysu finansowego i bankowego w latach
1997-98. Banki od tego czasu zachowywały się bardzo odpowiedzialnie i
nie są dzisiaj tak mocno narażone na ryzyko. Teraz okazuje się to być
zaletą.

Odnośnie radaru –  w tym wypadku Czechy mają swobodę
decyzji i same wybiorą, co jest dla nich odpowiednie. Dla wielu ludzi u
nas i dla mnie także, to jest kwestia promocji więzi transatlantyckich.
Mam nadzieję, że w dającej się przewidzieć przyszłości ratyfikujemy
odpowiednią umowę.


Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze przed moją ostatnią wypowiedzią oddam słowo koledze Schulzowi.

Martin Schulz:

Unia Europejska jest unią suwerennych państw, a nie federacją. Z
tego, co Pan mówił rozumiem, że irlandzkie „nie” dla Traktatu, trzeba
respektować. Co jednak z szacunkiem wobec głosów wyborców w Hiszpanii,
w Luksemburgu, którzy znaczną większością głosów powiedzieli Traktatowi
Lizbońskiemu „tak”?

Vaclav Klaus:

W UE jeszcze obowiązuje zasada jednomyślności, więc trzeba ją
respektować. Unia może funkcjonować tylko wtedy, o ile respektowane są
jej własne reguły i zasady. Należy wrócić do deklaracji z Laeken i
renegocjować Traktat Lizboński. Istnieje potrzeba decentralizacji,
rozmów o tym, jak przywrócić władzę na poziomie państw członkowskich,
bliżej ich obywateli, jak przejść od poziomu superpaństwa do poziomu
międzyrządowego.

 

Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze zanim powiem ostatnie słowo chciałbym powiedzieć, że
Konferencja Przewodniczących PE dyskutowała o terminie Pana wystąpienia
w PE i proponuje Panu 19 lutego. W kwietniu postaramy się o wystąpienie
prezydenta a USA, a parlament ma ostatnie posiedzenie 7 maja.

Wreszcie
chciałbym coś powiedzieć  i  opuścić ten pokój na dobre. To, żeby Pan
nas porównywał do Związku Sowieckiego, jest więcej niż niedopuszczalne.
Każdy z nas ma swoje głębokie zakorzenienie w swoim kraju i w naszych
okręgach wyborczych. Chodzi nam o wolność i demokrację, o pojednanie w
Europie. My popieramy czeskie przewodnictwo, mamy dobrą wolę i nie
jesteśmy naiwni.

Vaclav Klaus:

Ja nie porównywałem Was ze Związkiem Sowieckim, słowo Związek
Sowiecki nie wypowiedziałem. Powiedziałem natomiast, że takiej
atmosfery i stylu negocjacji, jak dzisiejszy, nie doświadczyłem
doprawdy przez minionych 19 lat w Republice Czeskiej.

Dziękuję
Panom za możliwość spotkania z Wami, jako posłami PE. Jest to
doświadczenie odmienne od tych, które mam ze spotkań z prezydentami i
premierami krajów członkowskich UE.

 

 

Opublikowane za portalem: fronda.pl

———————————————————————————

P.S.

Tak się rozmawia z partnerem, czy z zarządem kolonii lub azdministracją kraju okupowanego. Ktoś jeszcze jest tak naiwny, żeby mieć złudzenia co do UE?

 

Otagowane:  

  • RSS