Kryształ Gwiazd cz. 37

Dodano 16 lipca 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec

Pogrom c.d.

Zombiak z czapką w martwej ręce znowu wykrzywił twarz w czymś, co przypominać miało uśmiech.
- Carena! – odezwał się bełkotliwie. – Chodź do mnie, kruszynko…
Jasnowłosa stanęła osłupiała, a ostrze miecza opadło na podłogę.
- Wujek? – spytała dziewczyna. – Wujek Jaconos?
Zombie ruszył w jej stronę wyciągając ręce.
- Chodź, kruszynko, chodź do mnie – powtarzał jak mantrę. – Chodź do wujka… – z szeroko rozwartego w martwym uśmiechu pyska ściekała mu ślina zmieszana z krwią.
Carena cofnęła się. Matija spojrzał na nią i ujrzał niebieskie oczy rozszerzone z przerażenia i niedowierzania. Dziewczyna cofała się krok za krokiem przed napierającym zombie. Drugi umarlak, jak zauważył półelf była to kobieta, stał z głupawym uśmiechem przy oknie.
Carena cofnęła się aż do ściany i stanęła, nie mając dokąd uciekać. Zombie podszedł do niej, wykrzywił twarz i sztywno dotknął ręką jej ramienia.
Jasnowłosa wzdrygnęła się. Odtrąciła rękę nieumarłego, łokciem uderzyła go w brzuch i zwinnie wywinęła się spod ściany, stając między zombiakami. Podniosła znów miecz z podłogi i przyjęła postawę do walki.
- Nie, nie pójdę z wami! – krzyknęła. – Nie jesteście moimi krewnymi! Byliście, ale nie jesteście!
- Carena, chodź do mnie! – bełkotał zombie. – Chodź z nami.
Oba martwiaki ruszyły z dwóch stron na dziewczynę. Z jednym miała niejakie szanse. Zombie choć silne i nieludzko wytrzymałe, są jednak powolne i mało zwinne. Z dwoma jednak sytuacja przedstawiała się gorzej. Trzeba być naprawdę zwinnym, żeby walczyć z dwójką zombie zmieniając stale pozycję i ruszając się tak, by nie zdążyły uderzyć i zranić. Rana zadana przez zombie nigdy się nie goi, a ofiara bez odpowiedniej pomocy sama może stać się nieumarłym.
Matija jednym ruchem wyskoczył z otworu w podłodze, z którego cały czas obserwował zajście. Zwinnym fikołkiem przeturlał się przez pokój pod kominek, porwał płonące polano i rzucił nim w zombiaka-kobietę. Nieumarła natychmiast stanęła w ogniu płonących szat. Rozległ się nieludzki pisk pomieszany z wyciem i żywy trup runął na podłogę. Zombie wujka Jaconosa stanął na moment zdezorientowany i wtedy uderzyła Jasnowłosa jednym ciosem korda pozbawiając nieumarłego głowy. Buchnęła czarna, stęchła posoka, a komnata wypełniła się rojem much.
Stali chwilę nieruchomo z szeroko rozwartymi źrenicami usiłując zrozumieć, co się tu stało.
Po chwili Carena schyliła się, podniosła stojące koło kominka wiadro wody i chlusnęła na dywan, który już zaczynał się zajmować od płomieni.
- Czy możesz mi powiedzieć, co tu się dzieje? – spytała półelfa. – Czy jesteś tak samo głupi jak ja?

c.d.n.
Otagowane:  

Kryształ Gwiazd cz. 36

Dodano 9 lipca 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec
Pogrom c.d.

Szli przez wilgotną ciemność rozświetlaną jedynie wahliwym światłem pochodni. Matija pomyślał, że czuje się jak ten płomień: niepewny, podtrzymujący się niemal na siłę przy nadziei, że wykona swoje zadanie, otoczony mrokiem niewiadomych i wątpliwości. Nie wiedział dokąd iść, nie wiedział kogo i czego naprawdę szuka, nie wiedział komu może zaufać, a kto jest jego wrogiem. Po prostu szedł jak teraz prowadzony w mrok przez niepewne, pełgające światło pochodni…
- Cisza! – syknął Miromir podnosząc rękę. Stali w korytarzu u stóp studni wyposażonej w prowadzącą wzwyż drabinę. Z góry dobiegały jakieś odgłosy. Szamotanina, walka, krzyki…
- To dom Martinasa Krawca – wyszeptała Jasnowłosa. – Czego szukają u niego? Zawsze był lojalnym poddanym – pokręciła głową. – Coś tu się nie zgadza. Niby szukają was, a plądrują pół miasta.
- Sprawdzę – Matija podszedł do drabiny.
- Oczywiście, a jak zrobią z ciebie siekaną wątróbkę, to daj znać, dobrze? – skrzywił się krasnolud. – Gdzie ci spieszno? Do Avalonu?
- Krasnoludy wierzą w Avalon? – uśmiechnął się Matija.
- Nie – burknął Mikanes. – Ale narwane elfy wierzą. Gdzie się wybierasz? – powtórzył burkliwie.
- Nie bój się, nic mi się nie stanie – uśmiechnął się półelf.
- Ja się nie boję. Po prostu, nie lubię pogrzebów.
Półelf szybko wspiął się po drabinie na szczyt studni aż dotknął głową drewnianej klapy nakrywającej otwór. Delikatnie nacisnął deski unosząc je tak, by powstała szczelina. Przez szparę obejrzał izbę.
Dom wyglądał na zamożny. Wszędzie widać było bogato rzeźbione meble i drogie tkaniny. Widać, ze krawiec miał powodzenie. Teraz jednak wszędzie panował bałagan, a drogocenny dywan zalany był krwią. Spod szafy wystawały nieruchome nogi. Z boku dobiegały pomruki i brzęk metalu. Matija zmienił pozycję tak, by widzieć miejsce, z którego dochodziły te odgłosy.
Dwie sylwetki w strojach miejskiej straży stały pochylone nad skrzynią, w której czegoś szukały. Ze skrzyni dobiegał ów brzęk metalu. Obie istoty charczały radośnie przebierając w skarbach zabitego krawca.
- Chyba im coś zrobię – usłyszał tuż za sobą i gwałtownie obejrzał się. Na drabinie tuż obok niego stała Jasnowłosa i zerkała razem z nim przez szparę. – Martinas był dobrym człowiekiem, zawsze mi pomógł, zawsze mogłam się u niego schronić, kiedy… – zamiast wiecznego uśmiechu, do którego Matija już przywykł, dziewczyna miała w oczach łzy.
Jeden ze strażników uniósł się znad skrzyni, stanął prosto i odwrócił się w ich stronę rozdziawiając pysk w czymś, co miało przypominać uśmiech… Z zadowoleniem oglądał bogatą szatę, którą właśnie nałożył i czapkę haftowaną złotem, którą obracał w rękach. Uśmiechnął się znów i wytarł czapką ślinę ściekającą mu z otwartych ust.
- Na łaskę Jedynego! Zapłacisz mi za to! – krzyknęła z furią Jasnowłosa wypychając klapę w górę i wyskakując ze studni na podłogę izby. Jednym ruchem schyliła się i podniosła leżący na podłodze kord.
- Stój! – krzyknął Matija, kiedy było już za późno. Dziewczyna z dobytym kordem stała na przeciwko dwóch śliniących się zombie.

c.d.n.
Otagowane:  

Kryształ Gwiazd cz. 35

Dodano 3 lipca 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec
Pogrom c.d.

Ledwie Matija jako ostatni wszedł do tunelu, Jasnowłosa przekręciła gałkę w ścianie i ukryte drzwi zaczęły się zamykać. Dziewczyna zwinnie przemknęła przez zwężając się szczelinę. Ledwie ściana zamknęła się, usłyszeli łomot do drzwi ich pokoju, a potem trzask wyważanej futryny.
Mikanes skrzesał ognia i rozpalił pochodnię. Stali na małym kamiennym podeście, który kończył się krętymi schodami wiodącymi w dół. Zapach stęchlizny dobiegający z głębi studni był obrzydliwy. Miromir wzdrygnął się.
- Ruszamy – zarządził krasnolud, który najwyraźniej był w swoim żywiole i ruszył w dół.
Półelf skrzywił się. Tunele i korytarze, to nie jego świat, a po raz trzeci w krótkim czasie znalazł się w zamkniętej przestrzeni. Hałas dobiegający z ich niedawnego pokoju przekonał półelfa, żeby jednak wejść w rozjaśnioną jedynie światłem pochodni ciemność.
Jasnowłosa wysforowała się na czoło pochodu i wzięła pochodnię z rąk krasnoluda. Ona także nie lubiła zamkniętych korytarzy. Jej żywiołem były lasy i góry, a nie tunele, w których nic nie widziała.
Schody kręciły się coraz bardziej w dół i w dół. Matija zastanawiał się, jak długo będą tak szli.
- Ta studnia prowadzi do samego podnóża Klifu – powiedziała Jasnowłosa jakby czytając w jego myślach. – Istnieje tam sieć korytarzy, które umożliwiają nam ucieczkę lub wezwanie pomocy, gdy oblegają nas ogry.
Rzeczywiście, po kilkunastu minutach stanęli na środku olbrzymiej sztolni, z której w różne strony szły korytarze. Istny labirynt.
- Każdy, kto nie zna tych lochów, zginie tu – wyjaśniła Jasnowłosa.
- A strażnicy nas nie znajdą? – spytał Miromir patrząc uważnie w górę schodów.
- Oni właśnie nie znają lochów. Kiedy ogarnia ich furia taka, jak dziś, chowamy się tutaj – odpowiedziała dziewczyna.
- Nie rozumiem – Matija spojrzał uważnie dziewczynie w oczy. – Przecież oni mają was bronić przed ogrami, więc czemu się przed nimi chronicie? Coś tu się nie zgadza.
- Sam opowiadałeś o tym, że raz w miesiącu mają wolną rękę… – wtrącił Mikanes.
- Tak – kiwnął głową półelf – ale ten dzień był przed tygodniem. Powiedział mi to karczmarz. Czemu szaleją dziś?

c.d.n.
Otagowane:  

Kryształ Gwiazd cz. 34

Dodano 19 czerwca 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec
Pogrom

Matija spojrzał podejrzliwie na dziewczynę zadając sobie dziesiątki pytań.
- Powiedz mi… – zaczął.
- Potem, zbierajcie się, jeśli nie chcecie wpaść w ich łapy – jasnowłosa nerwowo chodziła po izbie.
- Mamy ci zaufać po tym jak tajemniczo zniknęłaś bez słowa, a teraz wpadasz tu ni stąd, ni zowąd, choć nikt nie pokazywał ci naszej kwatery? – powątpiewająco spytał krasnolud.
- Tak, to dziwne – przyznał człowiek. – Jak nas znalazłaś?
- Oj, tam, myślicie, że to trudne? – wzruszyła ramionami. – W takiej mieścinie każdy obcy zwraca uwagę…
Dźwięk obudzonych nagle dzwonów przerwał jej. To nie było wezwanie na wieczorną ofiarę. To był alarm. Podskoczyli wszyscy do okna. Ulice miasta wypełniał spanikowany tłum. Ludzie biegali w różne strony przerażeni. Patrole straży co chwila zatrzymywały kogoś. Na ogół zatrzymany był puszczany dalej wolno. Strażnicy dawali mu tylko kilka kuksańców. Część jednak odprowadzano gdzieś w kierunku centrum miasta.
- Kogoś rzeczywiście szukają – powiedział po chwili Matija.
Panika na ulicach rosła, a w miarę uporządkowane poszukiwania zmieniły się w gwałtowną orgię przemocy. Nikt nie wie, kto i czemu uderzył pierwszy. Podobno jakiś człowiek zabił strażnika, kiedy ten korzystając ze swej władzy usiłował zgwałcić jego córkę. Druga wersja wydarzeń mówi, że pierwszą krew przelali strażnicy usiłując zatrzymać uciekającego elfa. Według innych, walka zaczęła się w gospodzie, gdzie oszukany przy kartach krasnolud zabił goblina. A może wszystkie te wersje są prawdziwe? Krew się polała i wybuchła przemoc. Ludzie wywlekali z domów i mordowali elfy. Krasnoludy zabijali ludzi. Elfy brały odwet na krasnoludach. Urazy, żale i pretensje, rachunki prawdziwych i urojonych krzywd miały tego wieczora najwięcej do powiedzenia. Zmierzch zapadał, ale w mieście świeciło światło z kolejno podpalanych domów. Strażnicy w tym wszystkim zachowywali się co najmniej dziwnie. Zamiast zaprowadzić spokój, uczestniczyli w pogromach często własnoręcznie mordując ofiary.
- Już tu idą, słyszę ich na schodach, chodźcie – prosiła Jasnowłosa.
- Jeśli są na schodach, to jest za późno – Matija podszedł do bagaży i wyjął swój miecz.
- Nie, tu jest ukryte wejście – jasnowłosa pociągnęła go za rękaw w stronę kominka. Po przekręceniu gałki na kominku ściana za paleniskiem rzeczywiście się odsunęła odsłaniając schody wiodące w dół. Powiało stęchlizną. – Tędy.
Porwali bagaże i poszli za dziewczyną.

c.d.n.
Otagowane:  

Kryształ Gwiazd cz. 33

Dodano 11 czerwca 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec
Miasto na Klifie c.d.
***

- Ta gospoda chyba będzie dobra – krasnolud stał na ulicy przed drzwiami wiodącymi do karczmy i uważnie studiował szyld. Jeden rzut oka na malowaną drewnianą tablicę wiszącą przy wejściu wyjaśnił półelfowi powód tak zdecydowanej opinii Mikanesa. Na desce widniał wizerunek krasnoluda niosącego bryłkę złota i podpis: „Szczęśliwy krasnolud”.
-Hm. To są szczęśliwe krasnoludy? – spytał Matija zerkając ukradkiem na przyjaciela. – Myślałem, że tylko tacy zgryźliwcy jak ty.
- Ha ha ha – krasnolud skrzywił się parodiując uśmiech. – My po prostu bierzemy pod uwagę wszelkie okoliczności, a nie tak jak lekkomyślne elfy. Wchodzimy, czy nie?
- Dla mnie może być – mruknął Miromir i nie tracąc czasu pchnął drzwi do karczmy.
Gospoda była zwykłą, typowa. Niczym nie różniła się od wszystkich innych. Matija jednak wyczuwał w niej coś niepokojącego. Coś mu nie pasowało, drażniło go.
Wynajęli pokój i natychmiast przenieśli się tam z rzeczami. Konie Miromir zaprowadził do stajni i dopilnował, żeby dostały obroku, a stajenni żeby je wyczyścili.
- To powiedzcie mi coś o tym kulcie Bee – powiedział krasnolud. – Skąd wiecie, że strażnik do niego należy.
- Kult Bee pojawił się w jednym z królestw na południu pod koniec zeszłego siedemdziesięciolecia – zaczął półelf. – Na początku wyglądał jak każda nowa wiara, ale szybko zaczął ujawniać swoje prawdziwe oblicze. Do kultu ściągały szumowiny z całego królestwa: złodzieje, oszuści, mordercy. W końcu porwali nieletniego następcę tronu i usiłowali zabić regenta. Na przeszkodzie stanęła im grupa zawadiaków złożona jak my z ludzi, elfów i krasnoludów…
Matija przerwał. Zamyślił się. Historię kultu Bee w południowym królestwie Erathii znał z pierwszej ręki. Dowódcą grupy zawadiaków był Thantheleos, jego ojciec.
- A skąd wiedziałeś Miromirze, że strażnik do tego kultu należy? – Mikanes powtórzył pytanie.
- Miał na ramieniu broszę z wizerunkiem baraniego łba – wyjaśnił człowiek. – Dokładnie taką, jaką noszą wyznawcy Bee.
Zapadła cisza.
- Czy myślicie, że Czerwony Książę wie o nas i nas szuka? – odezwał się po chwili krasnolud.
- Jestem…
Trzask otwieranych gwałtownie drzwi przerwał rozmowę. W drzwiach stała Jasnowłosa. Jak ich znalazła?
- Zbierajcie się! – krzyknęła od progu. – Szukają was, już tu idą!

c.d.n.
Otagowane:  

Kryształ Gwiazd cz. 32

Dodano 5 czerwca 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec
Miasto na Klifie c.d.

Stali bezradnie na ulicy koło bramy rozglądając się intensywnie. Jasnowłosa zniknęła jak kamień w wodę. Zniknął też Garbus. Matija poczuł nawet pewną ulgę. Irytowali go trochę ci przygodni towarzysze podróży. W końcu mogli być szpiegami Czerwonego Księcia. Pozostała dwójka ignorowała to zagrożenie, ale on był pewien, że są śledzeni. I to od wyjścia z Dębowego Dworu.
Rozejrzał się raz jeszcze i ruszył ulicą w stronę centrum miasta.
- Znajdą się lub nie. Idziemy szukać gospody – zakomenderował.

***

- Gdzie znowu byłaś tyle czasu? – ostry głos ojca podziałał na Carenę jak trzaśnięcie bata. Skuliła się w pierwszym odruchu, ale zaraz wyprostowała.
- Nie twój interes! – odpysknęła. – Załatwiałam swoje sprawy.
- Ty bezczelna dziewko! – wrzasnął stary szewc i chwyciwszy rzemień zamachnął się nim na dziewczynę.
- Zostaw ją – spokojny, ale stanowczy głos matki zatrzymał nadchodzącą awanturę. – Nie jest twoją córką, więc nie masz do niej prawa. Lepiej zajmij się robotą, bo znowu klient będzie miał pretensję.
- Jak nie jest moją córką? – głos szewca był spokojniejszy, ale ręka z rzemieniem opadła bezwładnie. Carena korzystając z tego przemknęła za jego plecami do kuchni.
- A tak, władyka mnie wysłuchał i powiedział, że skoro traktujesz swoją córkę jak parobka, to nie jest twoją córką, tylko zatrudnioną u ciebie służącą, a to znaczy, że masz ją traktować tak, jak się traktuje służących. Masz jej płacić i bez wyroku władyki nie wolno ci jej tknąć.
Szewc słuchając tego robił się coraz mniejszy. W końcu przygarbiony odwrócił się i powlókł do warsztatu.
- Tak to jest, jak człowiek zwiąże się z półkrasnoludem – mruknęła kobieta i odwróciwszy się poszła energicznie do kuchni.
- Co tam u ciebie? Gdzie się włóczyłaś po nocy? – spytała córki buszującej tymczasem w spiżarni.
- Bułam u Andzeligi, tej zpot lazu – wybełkotała dziewczyna ustami pełnymi chleba. – poznałam fajnych podróżników… – dodała przełknąwszy i zamyśliła się. – Ejjjj, wyruszyć na wyprawę w świat, po przygody…
- Tak, a robota sama się za ciebie zrobi – dodała matka. – Weź kosz z praniem i pomóż mi.
Carena bez słowa wzięła kosz i poszła wieszać pranie. W czasie choroby obojga rodziców przez kilka lat utrzymywała dom i żadna uczciwa praca nie była jej obca. Wiedziała, że zrobi wszystko, byle w zgodzie z prawem i sumieniem. Mimo to serce wyrywało jej się w świat. Pragnęła sprawdzić siebie, poznać innych ludzi, wyrwać się z zapyziałego Miasta na Klifie. Czterech dziwnych podróżnych stwarzało pewną szansę….
- A jakbym tylko odprowadziła tych podróżników kawałek w stronę Gór Południowych? – zaczęła nieśmiało.
Matka przystanęła i spojrzała na córkę.
- Nie mówię, nie. Ale widzisz… Coś mi mówi, że jak raz wyruszysz w świat, już nigdy tu nie wrócisz. A ja chcę tę chwilę jak najbardziej odwlec.
Carena podbiegła do matki i przytuliła się do niej. Stały tak przez chwilę.
- Nawet jak nie wrócę, to wezmę ciebie tam, gdzie się znajdę.

c.d.n.
Otagowane:  

Kryształ Gwiazd cz. 31

Dodano 21 maja 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec
Miasto na Klifie c.d.

Gdy na różowe niebo po wschodniej stronie powoli zaczęło wspinać się słońce, z wieży przy bramie rozległ się hejnał trąbki zagłuszony zaraz przez zgrzyt mechanizmu otwierającego bramę. Zwodzony most oderwał się o muru i powoli opadał na przyczółek, na którym oczekiwali podróżni. Jednocześnie inny mechanizm podnosił kratę, a trzeci uruchamiał wierzeje. Matija okiem fachowca przyglądał się urządzeniu.
Nagle wszystko stanęło. Zgromadzeni pod bramą ludzie zaczęli się niepokoić.
- Co się dzieje? – pytał gruby jegomość wyglądający na kupca. – Czy atakują ogry? Bramy nie otwierają wtedy, gdy atakują ogry?!
- Ogry! Ogry! – rozszedł się szmer po tłumie.
Jasnowłosa wskoczyła na głaz, włożyła dwa palce w usta i przeraźliwie gwizdnęła. Tłum zamikł.
- Hej! Co z wami? Śrubka się zacięła, a wy robicie w portki? Co, ogrów wam się zachciewa? Kto gada takie głupoty? Nie wiecie, że atak ogrów ogłaszany jest biciem w dzwony?
Tłum zafalował, a panika ustąpiła miejsca śmiechowi. Jasnowłosa zeskoczyła na ziemię i podeszła do czwórki bohaterów.
- No – uśmiechnęła się dmuchając sobie w grzywkę. – Nie wiem, jakim cudem ci ludzie przeżyli noc. Powinni umrzeć ze strachu, trzęsidupy.
Brama zgrzytnęła i zaczęła znowu się otwierać.
- Ta brama to system połączonych mechanizmów, które działają tylko razem – wyjaśniła jasnowłosa towarzyszom. – Wystarczy, że jeden nie zadziała, albo się zatnie i brama nie otworzy się.
- Dobry pomysł – kiwnął głową Matija.
- Ma jedną wadę – wtrącił się Miromir. – Jeśli zadziałają wszystkie mechanizmy, jedną dźwignią otwierasz lub zamykasz wrota.
Most opadł na przyczółek i droga do miasta stanęła otworem. Na przęsło mostu wyszli strażnicy. Stanęli w dwóch rzędach oddalonych od siebie o kilka kroków, blokując w ten sposób wjazd do miasta i rozpoczęli kontrolę wjeżdżających. Jedni przeszukiwali wozy kupców i nakładali na nich myto, drudzy odpytywali i rewidowali podróżnych. Matija rozejrzał się, czy są wszyscy. Był Miromir, był Mikanes, ale gdzieś zniknął Garbus. Jasnowłosa znów pomknęła między oczekujących zagadując i żartując z nimi coraz bardziej zbliżała się do linii żołnierzy. Jeszcze chwila i był przy nich. Zagadnęła z jednym, mrugnęła do drugiego, pomachała trzeciemu i już była za kordonem. Stanęła przy wrotach promiennie uśmiechnięta, pomachała półelfowi i zniknęła.
Matija ocknął się, gdy stanął przy żołnierzu.
- Dokąd? – warknął strażnik.
- Do Zamku Aniołów – odpowiedział zgodnie z prawdą Matija.
- Gdzie? – strażnik wybałuszył oczy.
- Do Zamku Aniołów – powtórzył Matija.
Strażnik wybuchnął śmiechem.
- A naprawdę – spytał.
- Naprawdę idziemy do Gór Południowych szukać u tamtejszych mędrców pomocy dla mojego przyjaciela – usłyszał Matija za plecami głos Miromira. – Oszalał po bitwie o Zamek na Łysej Skale. Tam zginął jego ojciec.
- Dobra, przechodźcie – strażnik usunął się przepuszczając ich do miasta.
Człowiek i półelf minęli kordon strażników i poczekali na krasnoluda, który przeszedł chwilę po nich.
- Mój drogi elfie – zaczął Miromir spokojnie, ale widać było, że jest zirytowany. – Czy musisz wszystkim dookoła mówić, dokąd się wybieramy? Szczególnie wyznawcom kultu Bee?
- Jakiego kultu? – zainteresował się krasnolud.
- Kultu Bee, barana gniewu. Kultu wyznawców demonów, Czerwonego Księcia i nieumarłych – wyjaśnił półelf. – To i tak jednak nie ma w tej chwili większego znaczenia, wobec faktu, że gdzieś zniknął nasz przewodnik.

c.d.n.
Otagowane:  

Kryształ Gwiazd cz. 30

Dodano 14 maja 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec
Miasto na Klifie c.d.

Przenocowali przy drodze nad Wielką Rzeką, o pół staja od miasta. Kiedy tylko świt rozjaśnił mroki, ruszyli do bramy. Wrota były jeszcze zamknięte, a przy przyczółku zwodzonego mostu stało już kilkanaście osób oczekujących na możliwość wejścia do miasta. Czekających szybko przybywało. Matija usiłował zachowywać się kulturalnie i grzecznie, ale skutek był taki, że ilość osób między nim a bramą stale przybywała.
- Tą metodą, mój drogi, to my się do bramy dostaniemy jutro – skomentował Mikanes całą sytuację, ale sam niewiele mógł zrobić. W tłumie przeważali rośli i silni ludzie, dla których krasnolud nie stanowił żadnej przeszkody. Miromir i Grabus patrzyli na Matiję, co w tej sytuacji zdecyduje, a półelf zwyczajnie zgłupiał. Nie umiał przebijać się przez tłum, jeśli nie miał w ręce miecza, a tu użycie broni nie wchodziło w grę.
- Widzę, że jesteście nietutejsi – usłyszeli za plecami dziewczęcy głos. Za nimi stała jasnowłosa niewysoka dziewczyna o piegowatej i roześmianej buzi i niebieskich oczach. – No cóż, miasto, to nie las, tu rządzą inne prawa, szanowni wojownicy – dodała dziewczyna i wybuchnęła zaraźliwym śmiechem. – Pomogę wam, chodźcie za mną.
Matija przyglądał się przewodniczce i zastanawiał się, z jakiej jest ona rasy. Wzrost wskazywałby na wyżynne elfy. Są one smuklejsze od elfów leśnych i nieco niższe od górskich. Podobnie złote proste włosy sugerowałyby elfkę. Ale żadne elfy nie są piegowate. Piegi, to przypadłość ludzi…
Półelf zerknął na towarzyszy. Mikanes nie wykazywał żadnego zainteresowania dziewczyną. Nie jego wzrost. Podobnie obojętny był garbus. Za to Miromir wodził za nią wzrokiem jak zaczarowany.
- Jak ich zajmę, to miniecie mnie i wbijecie się w kolejkę z przodu – rzuciła przez ramię jasnowłosa i swobodnym krokiem podeszła do grupy ludzi dyskutujących w połowie kolejki.
- No witam, witam – zagaiła z promiennym uśmiechem, który byłby zdolny roztopić kamień. – Co tam słychać u was? Podobno ogry znów się pojawiły? A macie może kroplę wody?..
Dziewczyna zagadała oczekujących tak, że nawet nie zauważyli, jak czterech dziwnych podróżnych wbiło się w sam początek kolejki.
- No, i już jesteśmy przy samej bramie – Matija usłyszał za plecami. Obejrzał się. Jasnowłosa stała tuż za nim i puszczała do niego oko. – Ciekawa jestem, którzy strażnicy dziś mają wartę, bo jeden jest taki, że „idź stąd i nie wracaj”.

c.d.n.
Otagowane:  

Kryształ Gwiazd cz. 29

Dodano 8 maja 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec
Miasto na Klifie

Rzeka prowadziła ich na południe. Szeroko rozwarte pierwotnie brzegi zwężały się coraz bardziej. Najpierw ledwie widocznie, ale z czasem coraz bardziej i bardziej. Zmieniał się także krajobraz. Pofałdowana nizina przecinana z rzadka bardziej lub mniej skalistymi urwiskami, zamieniła się w wyżynę coraz bardziej przypominającą góry.
Zmienili się także oni. Przede wszystkim przestali przypominać zgraję obdartusów. Za namową Mikanesa wrócili do groty bazyliszka i ze starty skarbów wybrali dla siebie stroje i broń. Półelf przypominał teraz swoich przodków z ludowych baśni. Na kolczugę z mithrilu nałożył tunikę i opończę w różnych kolorach zieleni i brązu, a na głowę zielony kapelusz z piórkiem głuszca. Pod kapeluszem ukrywał się mały mithrillowy hełm. Brązowe nogawice i buty z miękkiej skóry dopełniały reszty. Matija wreszcie kojarzył się z elfem, a nie z włóczęgą.
Mikanes wybrał sobie stalową kolczą zbroję i hełm wykończone mosiądzem, wykonane w najlepszych krasnoludzkich kuźniach, a na ramiona zarzucił burą opończę. Natomiast Miromir odział się w pełną płytową zbroję ze stali i hełm z przyłbicą zasłaniającą twarz. Czerwony płaszcz z futrzanym kołnierzem uznał za niewygodny dodatek, więc zwinął go i przytroczył do siodła.
W jukach trójka bohaterów ukryła stroje i złoto pozwalające im uchodzić za wielkich panów. Za pieniądze zabrane z groty kupili sobie odpowiednie konie i rzędy.
Matija co prawda nie pochwalał korzystania z dobra pochodzącego ze zwykłego mordu i rabunku. Krasnolud i człowiek przekonali go jednak, że chyba lepiej, że na skarbach bazyliszka skorzystają oni w szczytnym celu, niż pozwolić, by na krzywdzie tuczyli się dalej mieszkańcy wsi. Szczególnie, że nawet w kilkadziesiąt wozów nie byliby w stanie zbytnio uszczuplić zasobów zebranych w grocie.
Garbus nie wtrącał się. Za zgodą całej trójki podjął się zaprowadzić ich do Zamku Aniołów i tak traktował swój udział w misji. Był tylko przewodnikiem.
Jechali czwarty dzień, gdy Wielka Rzeka doprowadziła ich do Miasta na Klifie. W tym miejscu Wielka Rzeka spotykała się z inną, płynącą od południowego wschodu. W miejscu spotkania powstało wysokie urwisko, na którym w czasie Wojny Kryształu ludzie wznieśli warownię mają chronić ich przed najazdami ogrów. Warownię przez lata otoczyło miasto korzystające z położenia na szlaku handlowym i w cieniu potężnej fortecy.
- Tu odpoczniemy, a rano ruszymy do miasta – powiedział Matija zatrzymując konia i zsiadając na ziemię.
- Czemu nie dziś? – spytał krasnolud zatrzymując swego wierzchowca.
- Bo dziś możemy nie znaleźć gospody, a biada temu, kogo po zmroku dopadnie na ulicy straż miejska – poparł półelfa Miromir.
- Od kiedy miejscowy władyka zatrudnił do ochrony miasta Wojowników Gór, zapanowały w nim dziwne zwyczaje – wyjaśnił człowiek, gdy zasiedli do kolacji przy ogniu. – Fakt, skończyły się napady zbrojnych band, ale nie oznacza to spokoju. Straż Miejska ma olbrzymie prawa i w zasadzie nikt z mieszkańców nie jest bezpieczny. Każdego podejrzanego o współpracę z rozbójnikami mogą uwięzić i wtrącić do lochu. Warta przy bramach może robić rewizję bagażu i ubrania, a próba sprzeciwu kończy się często zabójstwem…
- Raz w miesiącu Straż Miejska ma przez całą noc wolną rękę – dodał Matija. – Chodzą wtedy po mieście i robią co chcą. Mogą zabijać, rabować, gwałcić. Nie wolno im tylko wchodzić do domów… Teraz rozumiesz, Mikanesie, czemu nie chcę wjeżdżać do miasta pod koniec dnia? – zwrócił się półelf do przyjaciela. – Nie wiem, czy to przypadkiem nie dziś, a nie chcę ryzykować ponownego wtrącenia do lochu.

c.d.n.
Otagowane:  

Kryształ Gwiazd cz. 28

Dodano 23 kwietnia 2005, w Bez kategorii, Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec
Garbus c.d.

Kaptur Saraka cofnął się nieco w tył, z czego półelf wywnioskował, że garbus podniósł głowę.
- Nie przesadzaj, krasnoludzie – wydobył się głos z kaptura. Sarak mówił niskim, spokojnym i cichym głosem, choć czuło się, że jeśli chce, potrafi mówić potężnie. – Uratowała was rzeka wyrzucając was na brzeg, a tak naprawdę wykonała ona rozkaz kogoś większego od niej.
- Tak, wiem – krasnolud skłonił się nisko. – Bóg tej rzeki nakazał wodom, aby nas oddały. Jesteśmy mu za to wdzięczni. Jutro postawimy ołtarz i złożymy mu ofiarę…
- Na mnie nie licz – przerwał Matija. – Ja żadnej ofiary składać nie będę. Już w duchu podziękowałem Jedynemu.
Krasnolud poczerwieniał od brody po rzęsy. Szybko łapał powietrze, żeby odpowiedzieć na zniewagę.
- Myślę, że anioł tej rzeki nie będzie zachwycony, kiedy zaczniecie go traktować jak boga. To będzie dla niego przykre – wtrącił się łagodnym głosem Sarak.
- A czemuż miałoby mu być przykro? – wtrącił człowiek. – Przecież jeśli ty, czy Matija ocalicie mi życie, to też przyjdę wam podziękować.
- A czy postawisz nam ołtarz i złożysz ofiarę? – spytał znów Sarak. – Anioły służą większemu, niż one i wykonują jego rozkazy. Jakbyś się czuł, gdyby ktoś dziękował ci za to, że wykonałeś tylko rozkaz. Czy nie powinien dziękować twojemu dowódcy, który podjął decyzję?
- Anioły!… Anioły!… Powariowaliście! – zżymał się krasnolud. – To tylko symbole, idee, a nie rzeczywistość…
- I symbolom chcesz składać ofiarę? – spytał Matija.
Mikanes naburmuszony odwrócił się plecami do ognia i zapalił fajkę. Na szczęście tytoń zamknięty w wodoszczelnym skórzanym worku nie zamókł, bo chyba rozpłakałby się nie mogąc pociągnąć z fajki.
Siedzieli chwilę w milczeniu. Ciszę przerwał w końcu Sarak.
- To dokąd zmierzacie, wędrowcy?
Towarzysze spojrzeli po sobie. Siedzieli chwilę bez ruchu. W końcu odezwał się Matija.
- Nie wiemy, czy możemy ci zaufać, ale w końcu ocaliłeś nam życie… – zamyślił się chwilę. – Szukamy Kryształu Gwiazd! – wypalił szybko, jakby bał się, że mówiąc wolno rozmyśli się. – Musimy go odzyskać, nim mrok ogarnie Haer i nim na skłócone rasy elfów, ludzi i krasnoludów ruszą hordy ogrów i nieumarłych.
- Taaaak – kaptur Saraka uniósł się w stronę gwiaździstego nieba. – Dnie rzeczywiście są coraz krótsze, a noce wydłużają się. Ogry ruszyły ze swych leży i atakują pograniczne wioski, skąd porywają młode kobiety i mężczyzn. Tylko starców nie ruszają…
- Po co? – spytał zaskoczony Miromir. – Przecież wyprawy po niewolników odbywają na miesiąc przed Wielkim Targiem w Quntarasaar. Inaczej ten interes jest dla nich nieopłacalny.
- Nie – kaptur Saraka pokręcił się w geście przeczenia. – Nie po niewolników. Po zapasy.
- Słucham?
- Jak to?
- Uprowadzonymi ludźmi i elfami ogry wypełniają spiżarnie na pierwszy okres wojny. A przy okazji „czyszczą” pograniczne osiedla z tych, którzy mogą stanąć do walki…
- Daj już spokój, zemdliło mnie… – wyszeptał Miromir, wstał od ognia i ruszył w stronę rzeki.
Milczeli.
- A czy wiesz coś o ruchach Czerwonego Księcia i Nieumarłych? – spytał Matija garbusa.
- Też się szykują i działają w podobny sposób jak ogry. Najeżdżają pograniczne wioski i przekształcają ich mieszkańców w zombie. Kiedy ruszą… Musicie znaleźć Kryształ! – ostatnie sowa Sarak wypowiedział z naciskiem, jak rozkaz.
- No dobrze, ale gdzie go szukać? – spytał Mikanes. – Bo na razie udało nam się wyjść z domu. A dalej?
- Kryształ Gwiazd na pewno został położony na Ołtarzu Ziemi, bo Czerwony Książę uważa, że dzięki temu spowoduje wieczną noc…
- No to tyle wiemy. A gdzie jest Ołtarz Ziemi? – pytał dalej krasnolud zaczepliwie, mimo mitygujących go wezwań półelfa.
- Ołtarz Ziemi jest w Kimrinath – odpowiedział spokojnie garbus.
- Yyyyy gdzie? – spytał Mikanes.
- W Kimrinath w dolinie Kariminal, ojczyźnie ludu Maad – Sarak nie tracił spokoju.
- Aha, to już wszystko wiem – zgryźliwie zauważył krasnolud. – A gdzie to i co to za lud?
- Kariminal, to siedziba ogrów, a Kimrinath, to ich stolica – wyjaśnił Mikanesowi półelf.
Krasnolud zerwał się i zatańczył dziwny taniec ni to radości, ni to rozpaczy.
- No rewelacyjnie! Po prostu pięknie! – wołał Mikanes głośno pozorując śpiew. – Pojadę do kainy ogrów, wejdę do ich stolicy, powiem „Cześć, chłopaki, chcę wam zabrać Kryształ Gwiazd”, a oni grzecznie mi go oddadzą i sobie pójdę. No po prostu, bułka z masłem!
Sarak siedział nieruchomo jakby histeryczne wyczyny krasnoluda nie robiły na nim wrażenia.
- Możecie dojść do Ołtarza Ziemi omijając ogry – powiedział po chwili. – Jeśli chcecie się dowiedzieć jak, musicie iść do Zamku Aniołów.

c.d.n.
Otagowane:  

  • RSS