Nowy numer Harcerza Rzeczypospolitej

Dodano 6 stycznia 2010, w Bez kategorii, przez Wędrowiec
HR 6/2009
OD REDAKCJI

Okiem oszołomów, populistów i internetowych trolli
tradycyjny wstępniak od redaktora naczelnego w którym zwraca uwagę co należy szczególnie przeczytać (w zasadzie – wszystko…)

TEMAT NUMERU: POZJAZDOWO

Grzegorz Skrukwa: XXXVI Zjazd ZHP – absolutoria
Czyli o druhu Rafale co „nie miał być a był”, o długach, SKOK-ach i królu Midasie 

Grzegorz Skrukwa: XXXVI Zjazd ZHP – wybór Przewodniczącego, Naczelnika i GK-i
Senat kontra Sanepid oraz brak alternatywy

Grzegorz Skrukwa: XXXVI Zjazd – walka o statut
Czyli między utrzymaniem kadencyjności a „nocną zmianą”.

Kamila Wajszczuk: Obrazki ze zjazdu
Spojrzenie z boku na XXXVI Zjazd ZHP

Maciej Pietraszczyk: Pytania, na które trzeba odpowiedzieć…
Część pytań, na które musimy odpowiedzieć, nim znowu zasiądziemy do pracy nad Statutem. Może warto zacząć odpowiadać już dziś, by za dwa lata większość z nas mogła zgodnie poprzeć taką wizję organizacji, która dosłownie będzie NASZA.

Anna Wittenberg: E-harcerz sam w sieci
Rozkładanie telefonów polowych i poruszanie się po znakach patrolowych – oto umiejętności na miarę nowoczesnego harcerza? Jak pokazał „osobisty przykład instruktorski” podczas Zjazdu ZHP, chyba czas na to, abyśmy przestali wychowywać para-żołnierzy, a zaczęli np. kulturalnych internautów.

Wilk Samotnik: Budujmy ZHP od ławy fundamentowej!
Ten Związek nie potrzebuje nowego statutu w formie ewoluowanej na bazie poprzednich. Ten Związek nawet nie potrzebuje statutu z paroma tylko rewolucyjnymi zmianami. Ten związek nie potrzebuje statutu zlepku czy patchworka.

ORGANIZACJA

Janusz Sikorski: Ewidencja ZHP / A kogo to….? /
Prace nad elektroniczną ewidencją ZHP trwały, trwały i trwały i… Ale w końcu jest. Działa. Po niespełna 2 miesiącach działania, elektroniczna ewidencja stała się w miarę zdatna do użytku. Jest tym czym jest czyli ewidencją. …

Agnieszka Fietkiewicz: Instruktor harcerski to nie wolontariusz?
Wg stowarzyszenia Klon/Jawor w ubiegłym roku blisko 70 proc. wolontariuszy przepracowało ponad pięć godzin, co czwarty – 50 godzin i więcej. Ile godzin przepracował średnio drużynowy?

Joanna Stachowiak: W kręgu akademików
Akademicy sami o sobie. Skąd się wzięli, kim są, czym się zajmują. I jakie mają plany na dalsze działanie w ZHP.

Wilk Samotnik: A może po prostu my się już nie nadajemy do skautingu?
Skautowy ekspres już odjechał i pędzi jak francuski superpociag. My chyba już nie dogonimy skautowego świata. No i jeszcze jedno – my się już do skautingu chyba nie nadajemy!

Maciej Pietraszczyk: W kontekście społecznym
Czy wszystkie problemy naszego Związku zależą tylko od nas?

PROGRAM I METODA

Maciej Pietraszczyk: Zagrajmy w okręty
Jak sprawdzać wiedzę bez odpytywania harcerzy?

RUCH SKAUTOWY NA ŚWIECIE

Wilk Samotnik: Bear Grylls – z Everestu na szczyt Brytyjskiego Skautingu !
Zdobywca Everestu i telewizyjny prezenter programów akcji Bear Grylls został w roku 2009 naczelnikiem Skautów Brytyjskich.

PUSZCZAŃSTWO I OBOZOWNICTWO

Kamil Makos: Zrób sobie krzesiwo
Magio obozowego ogniska! Chciałoby się czuć jego ciepło bez końca. Ludziom, którzy spotkali się przy nim, ułatwia zbliżenie, lepsze wzajemne zrozumienie i stworzenie podstaw do trwałej przyjaźni” Ernest Thompson Seton

WĘDROWNICZE PODRÓŻE

Grzegorz Skrukwa: Mistrzowie wędrownictwa w akcji czyli okrążmy świat raz jeszcze
Work and travel w wykonaniu dwóch studentów leśnictwa. Miejsce akcji: Szwecja, Francja, Brazylia, Argentyna, Chile, Wietnam, Senegal… Czas akcji – osiemdziesiąt lat temu. Przyjaźń i pogoń za przygodą – ponadczasowe.


http://www.hr.bci.pl/articles.php?article_id=240

Otagowane:  

Harcerskie wejście w dorosłość

Dodano 15 grudnia 2008, w Bez kategorii, przez Wędrowiec


Lesio jest w harcerstwie od dwóch lat. Działa w drużynie wędrowniczej i
od pół roku jest przybocznym w drużynie harcerskiej. Kończy kurs
drużynowych i przygotowuje się do próby przewodnikowskiej. Lesio ma 21
lat, a do harcerstwa wstąpił jako człowiek pełnoletni w klasie
maturalnej.

Mateusz z ZHP związany jest „od zawsze”. Na pierwszy obóz pojechał po
czwartej klasie „podstawówki” mając 11 lat. Obecnie studiuje na drugim
roku elektroniki na Wojskowej Akademii Technicznej. Mateusz jest
ceniony jako potencjalny instruktor. Ma wszystko: ideowość, charyzmę,
umiejętność uzasadniania podejmowanych działań ideą i metodą harcerską.
Dopóki jednak studiuje, nie podejmie się samodzielnej funkcji
instruktorskiej. Nie ma na to czasu. Jest więc przybocznym w drużynie
wędrowniczej i pełnoletnim harcerzem.

Wojtek ma 13 lat. Już kiedyś, dwa lata temu, był w harcerstwie, ale
tamta drużyna się rozpadła. Zbyt młody drużynowy nie poradził sobie.
Krótko potem odszedł z harcerstwa. Wojtek wrócił pół roku temu. Do
powrotu skusiła go perspektywa dołączenia wkrótce do drużyny
wędrowniczej złożonej z pełnoletnich kolegów. Myśl, że jako równy wśród
równych stanie wraz z maturzystami i studentami podnosi w jego oczach
jego własną wartość.

Poszukiwanie granicy

Zadaniem harcerstwa jest wychowanie. Co do tego nie ma żadnych
wątpliwości. Kiedy jednak nasz proces wychowawczy się kończy? Kiedy
możemy powiedzieć, że właśnie doprowadziliśmy wychowanka do punktu, od
którego powinien iść sam? Czy ten próg krańcowy jest jakoś wyznaczony?

Z punktu widzenia litery prawa człowiek staje się pełnoletni z chwilą
ukończenia 18 roku życia. Wtedy nabywa większość uprawnień wynikających
z Konstytucji RP. Większość. Część jednak uzyskuje w chwili ukończenia
lat 21, jak choćby bierne prawo wyborcze, a i to nie do końca.
Ale zaraz, przecież osoba, która zawarła związek małżeński przed
ukończeniem 18. roku życia nabywa automatycznie wszystkie prawa
wynikające z pełnoletności i jest uznawania za pełnoletnią.
Czy próg 18 lat i uzyskania pełnoletności jest więc właściwym progiem
zakończenia pracy wychowawczej? Jeśli tak, to co zrobić z granicą 21
lat? Jeśli państwo osiemnastolatka nie uznaje za dość dojrzałego by
mógł być radnym i posłem, to czy my możemy uznać w nim dojrzałego
obywatela? A co z nabyciem pełnoletności przed ukończeniem 18 roku
życia? Czy harcerka lub harcerz, którzy założyli rodzinę w wieku 16-17
lat nie potrzebują naszej pomocy? Mamy zostawić ich własnemu losowi, bo
„są dojrzali”? A czy przedwczesne zawarcie związku małżeńskiego nie
jest właśnie dowodem niedojrzałości?

Czyż więc formalna granica wieku pełnoletniego nie jest tylko umowna i
czy powinna mieć wpływ na nasze wychowawcze myślenie? Zachowanie
kibiców i rezerwistów, nie różniące się niczym od tego, co robi
wycieczka gimnazjalistów, dowodzi właśnie tego, że wiek nie determinuje
dojrzałości, a proces wychowawczy z wiekiem nie jest ściśle powiązany.
Na postawy człowieka i na jego dojrzewanie mają bowiem wpływ bardzo
różne czynniki, z których biologiczne nie są kluczowe.

Inicjacja w dojrzałość

Kulturowo kwestia dojrzałości wiąże się nie tyle z wiekiem, ile z
przejściem próby inicjacyjnej, od której człowiek zostaje uznany za
dojrzałego. Inicjacja jest stara jak ludzkość i występuje wszędzie, we
wszystkich kulturach i cywilizacjach. Ma różne formy. Może być
religijnym rytuałem jak indiański Taniec Słońca, katolickie
bierzmowanie, protestancka konfirmacja, czy żydowska barmicwa. Może
wiązać się z zawodem jak pasowanie na rycerza, czy wyzwolenie na
mistrza lub rozwojem umysłowym jak zdanie matury, czy ukończenie
studiów. Może być różna. Ważne jest, że inicjacja w dorosłość zawsze
jest związana z jakąś formą testu, próby, sprawdzianu i poświadczona
religijnym lub świeckim obrzędem, od którego nabywa się nowe prawa: do
stroju, tytułu, czy pewnych zakazanych dotąd czynności.

Harcerz w swoim rozwoju takich progów ma kilka. Pierwszym jest
obietnica zuchowa dająca mu prawo noszenia munduru takiego jaki ma
„duży druh”. Drugi stanowi, oczywiście, Przyrzeczenie Harcerskie, od
którego harcerz upodabnia się coraz bardziej do swojego ideału, stając
się stopniowo prawie jak drużynowy. Kolejny próg, to naramiennik
wędrowniczy pozwalający czuć się elitą elit, wybrańcem. I wreszcie…

No właśnie, nie ma tego „wreszcie”. Nie ma ostatniego progu,
stanowiącego harcerską maturę, podsumowującego drogę harcerza i
stanowiącego nasz firmowy znak jakości.
Takim progiem zamykającym proces wychowawczy mogłaby być próba Harcerza
Rzeczypospolitej i patrząc na regulaminy tego stopnia można dojść do
wniosku, że miał on być taką właśnie inicjacją w dorosłość. Niestety,
nie jest. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że do stopni autorzy
podeszli źle. Zamiast zacząć od wskazania „modelu docelowego” opisując
go wymaganiami Harcerza Rzeczypospolitej, a potem w regulaminach
kolejnych stopni określać etapy dojścia, dopasowywano wymagania stopni
do z góry określonych poziomów wiekowych. W efekcie mamy to, co mamy.

Przyjęcie Harcerza Rzeczypospolitej za próg końcowy harcerskiego
procesu wychowawczego pozwoliłoby nie tylko precyzyjnie opisać całość
oddziaływań pedagogicznych w ZHP, ale także rozwiązałoby kwestię
pełnoletnich harcerzy.

Przyczajony problem, ukryty skarb

Nie ulega wątpliwości, że członkowie ZHP, którzy ukończyli 18 lat, a
nie są instruktorami, stanowią swoisty problem. Z jednej strony są
bardzo ważnym rezerwuarem kadry instruktorskiej. To spośród nich
werbuje się kandydatów na drużynowych, a po reformie szkolnej proces
ten będzie narastał choćby dlatego, że do matury wędrownik nie ma czasu
na podejmowanie poważnych i samodzielnych funkcji wychowawczych. Na to
może mieć czas student lub absolwent.
Pełnoletni harcerze są też „windą” ciągnącą do harcerstwa młodszych.
Nie jest bowiem nic „rajcującego” w przynależności do organizacji,
której członkowie są rówieśnikami lub – o zgrozo! – są młodsi. Co to za
frajda ganiać się ze „szczylami”? Jeśli jednak można ubrać się jak
podziwiani dorośli, którzy mają na koncie kilka szalonych wypraw, skoki
ze spadochronem, loty na paralotni i inne „wyczesane” przygody, o to
zakładając mundur czuję się dumny, że jestem „prawie jak” oni. A skoro
jestem „prawie jak”, to naturalną konsekwencją jest próba stania się
„takim jak”, bez „prawie”. Naturalny proces wychowawczy opiera się
bowiem na naśladownictwie, a nie na gadaniu. „Prawie jak” jest i zawsze
było podstawą skautingu. Dążąc do bycia takim jak starsi koledzy
najpierw pośrednio, a potem bezpośrednio biorę przykład z tego, kto
jest ich wzorem, czyli najczęściej seniora środowiska, bez względu na
to, czy pełni formalną funkcję, czy nie.

Z drugiej jednak strony musimy pamiętać, że naszym celem nie jest
wychowanie wiecznego harcerza, ale obywatela. Nie o to chodzi, żeby
przez następne wieki nasz wychowanek chodził w bluzie z chustą, ale by
zasady harcerskie stosował w codziennym życiu. Większa będzie korzyść
dla harcerstwa z ze stu związanych z nami emocjonalnie „szarych
obywateli”, niż z dwustu „wiecznych harcerzy”, żyjący w swoistym harctrixie, w świecie urojonym, nie mającym odniesienia do rzeczywistości.

To niebezpieczeństwo nie zależy jednak od tego, czy ktoś jest
pełnoletnim harcerzem, czy instruktorem. Takie patologiczne zjawiska
dotyczą obu grup w jednakowym stopniu, a nawet zaryzykowałbym tezę, że
instruktorów w stopniu większym.
Instruktor ma bowiem motywację do angażowania się w postaci SŁUŻBY i
OBOWIĄZKU. Poddany jest dodatkowo presji innych instruktorów, często
starszych nieudaczników, którzy żądają zaangażowania w działalność
harcerską przez 48 godzin na dobę, a każde ograniczenie aktywności
traktują jak dezercję.
Zagrożenie to nie dotyczy – lub dotyczy w mniejszym stopniu –
instruktorów o ustabilizowanym życiu prywatnym i osobistym. Jeśli mam
pracę, studia, narzeczonego lub współmałżonka, dzieci i kredyt
mieszkaniowy, potrafię regulować swoje zaangażowanie w harcerstwie.
Jeśli ja sam dysponuję całym swoim czasem, a pieniądze traktuję jak zło
konieczne, to będę ofiarą harctrixa bez względu na to, czy jestem instruktorem, czy harcerzem.

Harcerski test dojrzałości

Stopień Harcerza Rzeczypospolitej powinien być więc tak skonstruowany,
by niejako wymuszał ograniczenie aktywności harcerskiej i zwiększenie
zaangażowania poza ZHP. Nawet mógłby się wiązać z roczną „wędrówką” na
wzór tej, jaką przed wiekami musiał odbyć czeladnik przed wyzwoleniem
na mistrza. Na rok kandydat na HRa zrywałby kontakt z drużyną i z ZHP.
Miałby zakaz noszenia munduru. Jedynie pisałby co miesiąc na maila co u
niego słychać. Ale też drużyna, czy Krąg przez rok ma kandydatowi dać
spokój. Przez ten czas miałby za zadanie dokonać wyczynu
potwierdzającego jego dojrzałość jako człowieka i obywatela. To mogłaby
być obroniona na piątkę praca licencjacka lub magisterska. To mogłoby
być założenie firmy. To mogłoby być wstąpienie do służby mundurowej i
pozytywne zaliczenie szkolenia podstawowego.

W próbie tej chodziłoby o to, żeby nasz wychowanek zasmakował dorosłego
życia. Życia nie wyznaczanego rytmem zbiórek, rajdów i obozów. Życia, w
którym o ideałach nie przypomina mundur i węzeł na chuście. Życia, w
którym nasze wartości brutalnie zetrą się z wartościami innych ludzi i
środowisk, i zostaną poddane próbie.

Może być tak, że podczas próby wędrownik zagubi się gdzieś „w kosmosie”. Nie dokończy testu, zniknie.
Trudno. Nie doszedł do końca, jak wielu przed nim, którzy odpadli na etapie młodzika, wywiadowcy, ćwika…

Może być tak, że po roku wychowanek powie:
– W sercu jestem harcerzem, ale na harcerstwo nie mam czasu. Po zakończeniu próby, odchodzę.
Wtedy HR będzie jego harcerską maturą i znakiem jakości. Wepnie w klapę
odznakę pamiątkową, a Krzyż Harcerski ze złotym wieńcem przypnie do
słomianki obok ozdobnego dyplomu-certyfikatu stwierdzającego, że
zakończył harcerski etap podróży. Dziecku powie, że harcerstwo zrobiło
z niego człowieka, mężczyznę, kobietę.

Może być tak, że po zwycięsko odbytej próbie wychowanek wróci do drużyny i powie:
– Poznałem życie, dorosłem, jestem inny, ale tą wiedzą chcę służyć Związkowi jako instruktor lub nie. Dajcie mi coś do roboty.
Taki człowiek będzie naprawdę zaangażowany. Będzie wykonywał swoje
obowiązki – może na bardzo wąskim wycinku – z pełnym poświęceniem i
świadomością celu. Nie będzie jednak autodestrukcyjny. Będzie łączył
role dorosłego człowieka z pozytywną działalnością w harcerstwie.
Nie będzie przy tym miało znaczenia, czy jest instruktorem, działaczem,
członkiem wspomagającym, czy członkiem starszyzny. W każdej z tych ról
będzie stanowił dobry przykład.

I taką starszyznę warto „hodować” w ZHP. Instruktorem powinien być
bowiem tylko wychowawca. Cały pion logistyczno-finansowy należy oddać w
ręce „supportu”: starszyzny, działaczy i członków wspomagających.
Ale to już inny temat.

******


Tekst ukaże się w najnowszym numerze „Harcerza Rzeczypospolitej”.

P.S.
Obie uczestniczki konkursu zgadły. Wiemy już, że czekamy na córeczkę. Będzie miała na imie Wiktoria, ale na drugie. Na pierwsze będzie Zuzanna. :D

Otagowane:  

  • RSS