Zyczenia

Dodano 24 grudnia 2010, w Bez kategorii, przez Wędrowiec
Otagowane:  

Przed pustym grobem…

Dodano 3 kwietnia 2010, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Grób jest pusty. 
Ten, kto weń wszedł, 
już z niego wyszedł. 
Odwalony kamień, 
jak rozstąpione wody morza, 
otworzył drogę. 
Tylko czarna czeluść zieje zagadką, 
której nie rozwiążą następne wieki. 
Wejście i zarazem wyjście… 
Nawet dla Boga droga do Nieba 
wiedzie przez cierpienie, śmierć, 
grób i piekło. 
Wybrani przechodzą 
przez nie suchą nogą 
i nie zostają na dnie.
 

Добрий вечір тобі, пане господарю,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
Ой у Вифлеємі сталася новина,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
Там Діва Марія породила сина,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
З віщунів пророків у віках прадавніх,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
Він несе спасіння тим серцям, що вірять,
Радуйся, ой радуйся земле,
Син Божий народився.
Син Божий народився!

Dobry wieczór Tobie, Panie Gospodarzu,
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Syn Boży się narodził,
W Betlejemie się zdarzyło.
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Syn Boży się narodził,
Dziewica Maryja porodziła syna.
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Syn Boży się narodził,
Jak prorocy mówili dawno przed wiekami.
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Win niesie odkupienie sercom, które wierzą.
Raduj się, oj raduj się Ziemio.
Syn Boży się narodził!
Syn Boży się narodził!

Radosnych, spokojnych i pełnych ufności
Świąt Bożego Narodzenia.

Maciek

Otagowane:  

Wywiad ze mną

Dodano 19 listopada 2008, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Czy druh jest ewangelikiem od urodzenia czy dobrowolnie druh zmienił wiarę? 

Pytanie trudne, ale udzielając wypowiedzi postaram się od razu przybliżyć pewne subtelności ewangelickiego myślenia. 

 

Urodziłem się w rodzinie na poły ortodoksyjnie katolickiej i na poły komunistycznej. Mama była tak zagorzałą rzymską katoliczką, że po II Soborze Watykańskim i likwidacji mszy trydenckiej odprawianej po łacinie przestała uczęszczać do kościoła. Co nie znaczy, że przestała się modlić i żyć wiarą. Z kolei ojciec był wysokim działaczem partii komunistycznej. W rodzinie mam zarówno byłych oficerów „bezpieki”, jak i partyzantów antykomunistycznego podziemia poakowskiego. Ja sam, choć zostałem ochrzczony w Kościele Rzymsko-Katolickim, wychowywany byłem na styku obu światopoglądów, a rodzice zostawiali mi wolność decyzji. Nie miałem tego, co ma większość dzieci, które przyjmują wiarę rodziców, bo od początku miałem dwie opcje do wyboru. To spowodowało, że już w wieku 8-10 lat świadomie potrafiłem podjąć decyzję w sprawie wiary i niewiary i zdecydowałem się na ateizm, a raczej na dziecięcą formę agnostycyzmu zbliżoną w formie do przekonania, że Świętego Mikołaja nie ma, bo prezenty podrzucają rodzice.

No i tak było do 18 roku życia, kiedy zdarzyła się seria cudów, a ja musiałem przyznać się do błędu. Jak to w „Quo Vadis” mówi Petroniusz: Nie można zaprzeczać czemuś, czego było się świadkiem.

Ale to nie było jednorazowe wydarzenie, tylko trwający kilka lat ciąg zdarzeń, które rozbiły mój naukowo-materialistyczny światopogląd stawiając w sytuacji, kiedy jedyną logiczną odpowiedzią był Bóg. Można zacytować Sherlocka Holmesa: Odrzuć to, co niemożliwe, a to, co zostanie jest prawdą nawet, jeśli jest nieprawdopodobne.

 

Trudno tu więc mówić o pełnej dobrowolności. Bóg szedł za mną tak długo, aż nie miałem gdzie przed Nim uciec i postawił w sytuacji, kiedy miałem do wyboru: zaprzeczyć Mu zaprzeczając jednocześnie temu, czego doświadczyłem, albo uznać Go zgodnie ze swoim doświadczeniem. W przypadku pierwszym popełniłbym gwałt na własnym umyśle. Nie da się bowiem zaprzeczyć temu, co samemu się przeżyło. W każdym razie nie da się bez „amputacji” umysłu.

 

Potem były dwa lata poszukiwania swojego miejsca w świecie wiary i kształtowania poglądów w tej kwestii. I nic mi nie pasowało. Nigdzie nie widziałem dla siebie miejsca. W ramach tych poszukiwań trafiłem wydaną przez wydawnictwo świeckie książkę o Marcinie Lutrze, gdzie była omówiona też doktryna Kościoła Ewangelickiego. Okazało się, że moje poglądy pasują do tego, co głosił Luter.

I po raz pierwszy od wielu lat poszedłem porozmawiać z księdzem, w tym przypadku ewangelickim. Trafiłem na wspaniałego nauczyciela, ś.p. księdza seniora Jana Waltera, który przez rok wprowadzał mnie w aspekty wiary ewangelickiej, przy czym nie były to wykłady, a rozmowy i dyskusje. Na przykład nigdy nie powiedział mi, że nie mam racji. Jak gadałem głupoty – wciąż byłem zafascynowany komunizmem i rewolucją – braliśmy na warsztat fragment Biblii i sam dochodziłem do wniosku, że jestem durniem.

 

Ostatnimi akordami tej drogi były dwa przeżycia duchowe. 25 stycznia 1986 roku, w pamiątkę nawrócenia św. Pawła rozliczyłem się z Bogiem i dostałem „nowe otwarcie”. Otrzymałem Ducha i charyzmaty, a 1 czerwca tego samego roku owe dary Ducha zostały potwierdzony widzeniem.

 

Tak w skrócie wyglądało moje 20 lat drogi do Boga. Czy to była droga „dobrowolna”? Moim zdaniem, nie. Ja widzę tu całkowicie prowadzenie. Zarówno moje odejście, jak i pobłądzenie i w końcu powrót były przygotowaniem do dalszej roli, którą zresztą odgrywałem i nadal odgrywam w Kościele. Zostałem powołany i skierowany tam, gdzie mam pełnić służbę.

 


Czy inna wiara wpływa na relacje w drużynie? 

Nie i tak. W naszej drużynie są ludzie różnych wiar, także niewierzący. Fakt, że drużynowy, obdarzony autorytetem jest innej wiary chroni na pewno wszystkich „innych”, uczy oceniania nie ludzi nie na sposób „plemienny”, według zasady „swój-obcy”, lecz na sposób cywilizowany, według przymiotów charakteru. Pozwala też dostrzec, że można być konsekwentnym chrześcijaninem praktykując wiarę na sposób inny, niż rzymsko-katolicki, że nie ma jednej recepty ani na człowieczeństwo, ani na chrześcijaństwo.

Jest to najlepsza, bo praktyczna, droga uczenia tolerancji.


Jednocześnie, nie ma mocniejszej formy utwierdzania w wierze, niż apologia (obrona) katolicyzmu przez protestanta. Prawda jest bowiem taka, że 90 procent zarzutów wobec Kościoła Rzymsko-Katolickiego, to wyssane z palca bzdury rodem z propagandowych broszurek. Wystarczy wiedza minimalnie większa od standardowych uproszczeń ze szkoły, żeby widzieć jak bardzo nasza wiedza na ten temat jest zafałszowana.

 


Czy w druha drużynie są inne osoby innej wiary/wyznania? 

Cała drużyna jest innego wyznania. Są rzymscy katolicy, są agnostycy, ateiści, z drużyną współpracuje druhna wyznania prawosławnego. Ucieszę się, jeśli przystąpi do nas Żyd lub Muzułmanin. Jesteśmy prawdziwym tyglem wyznaniowym.

 


Czy spotyka się druh z jakimikolwiek przeszkodami, działając w ZHP jako ewangelik? Czy czuje się druh czasem dyskryminowany? 

Absolutnie nie. No może tylko w takim zakresie, że powszechne rozumienie 10 punktu Prawa Harcerskiego ogranicza możliwość przynależności do ZHP do rzymskich katolików, muzułmanów i ateistów.

Chodzi o to, że w Kościele Ewangelickim komunia obowiązkowo jest przyjmowana pod postacią zarówno chleba, jak i wina, przy czym KE nie uznaje transsubstancjacji. Luter ujął to tak, że chleb fizycznie pozostaje chlebem, a wino fizycznie pozostaje winem. Jednocześnie jednak poprzez wiarę na mocy Słowa Bożego duchowo jest to ciało i krew Zbawiciela. Spożywamy więc w tym samym momencie zarówno fizyczny chleb, jak i duchowe ciało oraz pijemy w tym samym momencie zarówno fizyczne wino, jak i duchową krew Chrystusa. Takie pojmowanie Darów Ołtarza nosi nazwę konsubstancjacji, czyli współistnienia. Pod tą samą postacią współistnieje jednocześnie chleb i ciało oraz wino i krew.

Kościół Ewangelicko-Reformowany i za nim jego odłamy idą dalej, w Eucharystii widząc jedynie symbole.

Oznacza to, że dla protestanta pojawia się kolizja między nakazem abstynencji, a religijnym obowiązkiem spożywania wina w ramach nabożeństwa. Przy czym dla nas – w takim, czy innym rozumieniu – jest to wino i alkohol. Wyjściem z tego jest pójście za słowami apostoła Piotra, że trzeba bardziej słuchać Boga, niż ludzi i dla nakazu Bożego odłożyć na bok ludzkie ustanowienie zawarte w Prawie Harcerskim. Ale ten wyjątek, czyniony wyłącznie dla Boga, nie zwalnia w niczym z przestrzegania Prawa w każdej innej sytuacji.

Niemniej spotkałem się z poważnymi wątpliwościami, a nawet zarzutami w tej kwestii zarówno ze strony katolickiej, jak i ewangelickiej.


Wracając na grunt ogólny, to są ludzie, którzy czują się dyskryminowani faktem, że w Polsce jest dużo kościołów katolickich. Jednak takie rozumowanie świadczy o ich własnym fanatyzmie i niezdolności do pogodzenia się z rzeczywistością. Polska jest krajem katolickim i muszę ten fakt, wybór ogółu Polaków szanować, jeśli chcę, by oni szanowali mój wybór. Wystarczy mi, że wielu wybitnych Polaków, zasłużonych dla Polski tak w wymiarze politycznym, jak i gospodarczym i wojskowym, to byli moi konfratrzy, żeby wspomnieć tylko Jana Henryka Dąbrowskiego wiodącego legionistów „z ziemi włoskiej do Polski”. To zresztą swoista zabawa, gdy środowiska pomstujące na masonów i „innowierców” śpiewają z dumą Hymn Narodowy zawierający inwokację do masona i innowiercy.

 


Czy jest trudno pracować z ludźmi o odmiennej wierze/wyznaniu? 

Na pewno jest jakiś próg trudności wynikający z faktu, że jednak mamy inaczej ukształtowane myślenie. W katolicyzmie ogromną rolę odgrywa osobowy autorytet, którego personifikacją jest papież, prymas, biskup, proboszcz. Jeśli ma on charyzmę, wszystko sprawnie funkcjonuje. Kiedy jednak jego słowa i postępowanie rozmijają się z odczuciami ogółu wiernych, pojawia się kryzys. Możemy to obserwować obecnie przy okazji z jednej strony swoistego „osierocenia” Polaków po śmierci Jana Pawła II, a z drugiej w związku z kwestią lustracji w Kościele, gdy osoby domagające się wyjaśnienia przeszłości hierarchów stają w otwartej kolizji z hierarchią kościelną.


W Kościele Ewangelickim, opartym bezpośrednio na autorytecie Pisma Świętego, ten problem występuje w mniejszej skali. Nasza przynależność, identyfikacja wyznaniowa nie zależy od charyzmy duchownego, tylko od skali przyswojenia prawd wiary. Mamy cały czas przed oczami, że „wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej”. A skoro tak, to wymagania należy stawiać sobie, a wobec innych być wyrozumiałym.


Przekładając to na drużynę – co obserwuję – w środowiskach katolickich można zauważyć niesamowite parcie na doskonałość i wręcz nieomylność drużynowego. Coś, co w pojmowaniu ewangelickim nie ma prawa istnieć, bo doskonały i nieomylny jest tylko Bóg.

Niemniej spotkałem się z zarzutem wędrowników odchodzących z drużyny, że jestem za mało doskonały i przyznaję się do błędów.


Żeby było jasne: nie porównuję harcerstwa z religią. Mówię tylko o mentalności, świadomości jaką kształtuje u nas określona przynależność wyznaniowa. Jeśli od dziecka przywykam, że konkretna osoba zawsze ma rację, to będę to myślenie przenosił na życie świeckie. Jeśli jednak przyswoiłem sobie myślenie, że każdy jest omylny i mam sam, na podstawie Słowa Bożego lub ideałów oceniać, czy przyjmuję dany przekaz, czy nie, to także zaczynam tak samo patrzeć na świat pozakościelny.


Inna różnica to podejście do kwestii sacrum-profanum. O ile w katolicyzmie powszechne jest rozgraniczanie tych sfer, inne zachowanie w Kościele, a inne na co dzień, co przekłada się na inne zachowanie na zbiórce harcerskiej, a inne na podwórku i w szkole, o tyle w ewangelicyzmie ten podział nie istnieje. Sfera sacrum miesza się ze sferą profanum. W sferze codziennej i wyjątkowej (Kościół, zbiórka) mam zachowywać się tak samo.


W ewangelicyzmie większy nacisk kładzie się na rolę sumienia i dojrzewania do świętości, swoistego dochodzenia do niej, niejako wbrew sobie, co wynika zarówno z filozofii Augustyna z Hippony z jego koncepcją „iluminacji”, jak i z koncepcji „niewolnej woli” Marcina Lutra. Jest to podejście różne od dominującej w Kościele Rzymsko-Katolickim filozofii tomistycznej akcentującej wolną wolę, rozum i świadomy akt decyzji. To powoduje, że podejście ewangelickie jest nieco bardziej wyrozumiałe, mniej rygorystyczne. Paradoksalnie, do XX wieku to w krajach protestanckich była mniejsza przestępczość.

To tylko niektóre różnice mentalne, z którymi trzeba się borykać. Ale w gruncie rzeczy są to drobiazgi.

 


Czy podczas obozów/ wyjazdów ma druh możliwość uczestniczenia w mszach? 

Msze są katolickie. Ewangelicy mają nabożeństwa.

Teoretycznie, tak. W praktyce musiałbym jeździć nieraz wiele kilometrów do najbliższego kościoła, co nie ma sensu.
I znowu pewne wyjaśnienie. Dla katolika centralnym punktem mszy jest Eucharystia. Cała reszta jest do niej przygotowaniem, a ona jest istotą. Dla ewangelika podstawą nabożeństwa jest słuchanie i głoszenie Słowa Bożego oraz wysławianie Boga. Jeśli nie jestem przygotowany duchowo, nie powinienem uczestniczyć w Eucharystii. W starej liturgii ewangelickiej, stosowanej chyba jeszcze na Mazurach, Eucharystia ze spowiedzią odbywała się po nabożeństwie i zostawali na niej wyłącznie ci, którzy chcieli do niej przystąpić. Reszta opuszczała kościół. Wywodziło się to z liturgii wczesnego Kościoła, w której tajemnicę Eucharystii chroniono przed profanami, a szczególnie agentami Rzymu. Jeśli na nabożeństwo przyszedł szpieg, to po wysłuchaniu kazania i odśpiewaniu hymnów musiał wyjść i nie wiedział, co dzieje się dalej. Stąd, zresztą plotka o kanibalizmie pierwszych chrześcijan. Cóż mógł pomyśleć szpieg, jeśli na pytanie: co robiliście po nabożeństwie?, słyszał: spożywaliśmy ciało i krew Pana?
Ta różnica w podejściu powoduje, że jeśli mam Pismo Święte, książkę z rozważaniami i śpiewnik, to mogę sobie zrobić nabożeństwo dla samego siebie. Bogu to w zupełności wystarczy.

Czy ewangelizm znacznie się różni od katolicyzmu? 

Chyba już sporo napisałem.

Generalnie, ewangelicyzm w swoim luterańskim, czyli głównym odłamie opiera się na doktrynie Kościoła Katolickiego sprzed XIII wieku, czyli sprzed rewolucji tomistycznej, która w doktrynie Kościoła spowodowała spore zamieszanie pogłębione zerwaniem więzi miedzy ośrodkami myśli teologicznej spowodowanymi epidemią „czarnej śmierci”, schizmą zachodnią i wojną stuletnią. Efektem było to, że przez 200 mniej więcej lat poszczególne uniwersytety wypracowywały swoją teologię nie wymieniając opinii z innymi ośrodkami. Kiedy na Soborze w Konstancy spróbowano porozumieć się, okazało się, że jest to niemożliwe i jedyne, na co wszyscy mogą się zgodzić, to osoba wspólnego papieża. Pierwsza po XII wieku próba sformułowania spójnej nauki chrześcijańskiej, jaką podjął Luter, musiała w tej sytuacji doprowadzić do wybuchu. Wbrew schematom uczonym w szkole, w XVI wieku nie było dwóch stron sporu, tylko kilkanaście. Główne, to luteranie (uważający się wciąż za katolików), papiści, kalwiniści, zwolennicy Kościołów narodowych, anabaptyści, zwolennicy radykalnych ruchów chłopskich i humaniści. Był to w dużej mierze skutek właśnie tego, że przed rozpadem średniowiecznej Respublica Christiana Kościół nie zdążył przyswoić myśli Tomasza z Akwinu i pogodzić jej z dorobkiem Ojców Kościoła, w stosunku do których Akwinata był dość… radykalny. W efekcie Luter usiłując oprzeć doktrynę chrześcijańską na wciąż wtedy obowiązującym Augustynie, zderzył się z oporem tomistów dominujących już wtedy w świecie nauki. W 1530 roku luteranie ogłosili oparte na myśli Augustyna „Augsburskie Wyznanie Wiary”, a w latach 1547-1563 Sobór Trydencki przyjął teologię opartą na Tomaszu z Akwinu.


I tu zasadzają się różnice. Nicolás Gómez Dávila, hiszpański konserwatysta i katolik, w chwili, gdy zafascynował się Augustynem z Hippony, zbliżył się do luteranizmu tak, że do dziś oskarżany jest o kryptoluteranizm i stanowi ciężki orzech do zgryzienia dla katolickich konserwatystów. Z drugiej strony, żeby zobaczyć jak bardzo luteranizm jest osadzony w średniowiecznej myśli teologicznej, wystarczy porównać pisma Lutra z dziełem Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Wbrew znowu szkolnym schematom pojęciowym, Reformacja była rewolucją konserwatywną w Kościele i społeczeństwie przełomu średniowiecza i renesansu. Antyrenesansowym i antyhumanistycznym, antyneopogańskim buntem w imię tradycyjnej nauki Kościoła.


Jeśli chodzi o szczegółowe różnice doktrynalne, to podstawową różnicą jest prymat autorytetu Pisma Świętego nad Tradycją. Nie znaczy to, że zupełnie odrzucamy Tradycję. Pismo może być czytane tylko w ramach Kościoła i zgodnie z Tradycją. Jednak Tradycja nie jest ani równorzędna, ani ponad Pismem. To, co późniejsze nie może być sprzeczne z tym, co wcześniejsze. Luter nakazy Pisma Świętego dzielił na trzy grupy: to, co być musi, to czego być nie może i to, co jest obojętne.


Z tego wynikają pozostałe kwestie, jak Eucharystia pod dwiema postaciami, zwracanie się w modlitwach wyłącznie do Boga poprzez wyłącznie Chrystusa, i najważniejsze: przekonanie o tym, że zbawieni jesteśmy na mocy łaski Boga, którą przyjmujemy poprzez wiarę w odkupienie przez śmierć Jezusa na krzyżu. Podstawą jest wiara, a nasze uczynki są jej skutkiem i dają jej świadectwo. Nie są jednak drogą do Zbawienia.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest potwierdzeniem dzieła Zbawienia i logicznym skutkiem faktu, że jest on Bogiem i nie zgrzeszył. To powoduje, że najważniejszym świętem ewangelickim jest Wielki Piątek, bo wtedy właśnie nastąpiło Zbawienie ludzkości.

Zainteresowanych zapraszam na stronę www.luteranie.pl

 


Co druh sądzi o ateistach w ZHP? Czy powinna być zmieniana rota Przyrzeczenia Harcerskiego dla osób nie wierzących? 

Znowu dotykamy doktryny luterańskiej. W Dużym Katechizmie, w komentarzu do Pierwszego Przykazania Marcin Luter napisał, że każdy człowiek ma jakiegoś boga. Bogiem dla człowieka jest bowiem to, od czego spodziewa się on wszelkiego dobra, z czym wiąże nadzieje i co ukochał najmocniej. W takim rozumieniu nie ma miejsca na ateizm, gdyż nawet jeśli ktoś nie wierzy w Boga osobowego, w Byt Transcendentny, w rzeczywistość duchową, to zawsze ma coś, co stanowi dla niego największą wartość, z czym wiąże wszelkie nadzieje. Dla ateisty może być to on sam, Przyroda, Postęp, Historia, Ojczyzna, Rewolucja, a nawet – jak dla Daniela Passenta z „Polityki” – maszyna do pisania. Nawet tacy guru ateizmu, jak Karol Marks i Fryderyk Engels pisali o świadomej Materii działającej według planu i wcześniejszych założeń. W „Pochodzeniu rodziny, własności prywatnej i państwa” Engels przekonywał, że Materia (pisana dużą literą) ma świadomość i planowo, celowo urządza rzeczywistość. Jest to ewidentny przypadek deifikacji stworzenia. Nawet tak zawzięci materialiści, jak Marks z Engelsem, nie mogli pewnych spraw wyjaśnić inaczej, niż angażując jakoś rozumiany Byt Wyższy.


Każdy ma więc swojego boga. Oczywiście sprawą osobną jest, czy jest to Bóg prawdziwy, czy tylko bożek, a więc coś stworzonego, czemu przypisuje się cechy boskie. I każdy człowiek sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy będąc wiernym swojemu bogu jest w zgodzie z Prawem i Przyrzeczeniem Harcerskim. Nigdzie nie jest przecież powiedziane, że chodzi o Boga w rozumieniu katolickim, czy też ogólnie chrześcijańskim.

Ateista wierzący w Postęp słowa „pełnić służbę Bogu i Polsce” może interpretować „pełnić służbę Postępowi i Polsce”. Będzie to jak najbardziej pozytywne i dopuszczalne. Wszystko zależy od sumienia człowieka. Jednym z największych dla mnie autorytetów etyki chrześcijańskiej jest socjalista, mason i agnostyk, przywódca odbudowanej w latach 80-tych Polskiej Partii Socjalistycznej, Jan Józef Lipski.


Dodajmy, że zgodnie z doktryną augustyńską i teorią niewolnej woli, wiara nie jest dziełem człowieka. Człowiek sam z siebie nie jest w stanie uwierzyć. Wiara jest dana. Nie mam prawa oceniać wiary drugiego człowieka, bo nie wiem ile zostało mu dane. Jak mówi Pismo, wymagania zależne są od daru (wiary, poznania, charyzmatu).

Pomyślmy też, co może młodemu człowiekowi dać życie zgodne z moralnością chrześcijańską, poznanie chrystianizmu nie poprzez bełkot nie zawsze mądrego proboszcza, tylko w bezpośrednim kontakcie z wierzącymi. W mojej formacji duchowej harcerstwo odegrało gigantyczną rolę i cieszę się, że byłem harcerzem mimo, że byłem ateistą.

 

Dlatego nie widzę potrzeby zmiany treści Przyrzeczenia Harcerskiego, a nawet przywróciłbym Boga do Prawa. Jeśli ktoś dostaje szału na samo hasło „Bóg”, to on ma problem z tolerancją, a nie my, rozumiejący Boga w harcerstwie szeroko. Usunięcie Boga zawęża harcerstwo, a pozostawienie samej służby Polsce prowadzić może do patologii nacjonalizmu z patriotyzmem nie mającego nic wspólnego.

Zestawienie razem Boga i Polski oraz bliźnich w Prawie i Przyrzeczeniu umiejscawia mnie we właściwym miejscu na świecie. Bóg umożliwia mi wyjście ze służbą poza ciasno rozumiany naród i państwo, chroniąc przed presją totalitaryzmu. Skoro służę Bogu, to w imię Jego praw wolno mi odmówić wykonania czynności sprzecznej z Przykazaniem. Jeśli służę tylko Polsce, to działanie w jej imieniu i jej interesie nie ma żadnym ram moralnych. Komendant Berezy Kartuskiej, generał Kostek-Biernacki, służył gorliwie Polsce, ale ze służbą Bogu jego czyny nie mają nic wspólnego (był satanistą) i przeszedł do historii jako uosobienie wszystkiego, co było złe w rządach Piłsudskiego.

 


Czy uważa druh, że można nie wierzyć (być ateistą)? 

Jest to zarówno możliwe, jak i nie zakazane.


Czy słyszał druh o ekumeniźmie i co druh sądzi o tym? 

Ekumenizm zainicjowany został przez Kościoły Ewangelickie i w tym środowisku rozwija się najlepiej. Luteranie, kalwiniści i metodyści związani są wspólnotą Stołu i Ołtarza, czyli wzajemnie uznają ważność zarówno swojej nauki, jak i obrzędów z zachowaniem odrębności organizacyjnej. Wynika to z ewangelickiej eklezjologii, która rozróżnia Kościół Chrystusowy – niewidzialny, nie mający struktur organizacyjnych, do którego należą wszyscy zbawieni bez względu na wyznanie oraz Kościoły ziemskie, widzialne, czyli organizacje religijne podlegające wszystkim prawom społecznym na równi z ZHP.

Luter ujął to w zasadzie: Kościół jest tam, gdzie Prawda. Nie jest zaś tak, że Prawda jest tam, gdzie Kościół. Dlatego każdą wspólnotę głoszącą Prawdę o Chrystusie i Odkupieniu traktujemy na równi jako bratnią wspólnotę, nie rozróżniając na słusznych i niesłusznych, prawdziwych i nieprawdziwych, czy odłączonych i podłączonych.


 Czy druh myślał kiedykolwiek o zmianie wiary/wyznania? 

Człowiek, który nie weryfikował nigdy podjętych wyborów dowodzi własnej bezmyślności. To oczywiste, że co jakiś czas robimy bilans zysków i strat i podejmujemy decyzję, czy dalej idziemy obranym kursem, czy dokonujemy zmiany. To kieruje nas do kolejnych wyborów i decyzji. Ważne, żeby decyzja o zmianie nie wynikała z chwilowego nastroju lub trudności osobistych, lecz by wypływała z głębi sumienia.


Jak już powiedziałem: Kościół jest tam, gdzie Prawda. Jeśli stanie się tak, że Kościół Ewangelicki odejdzie od Prawdy, to ja chcąc być wiernym Prawdzie, będę musiał odejść z Kościoła. Jeśli stanie się tak, że dostrzegę pełnię Prawdy w Kościele Rzymsko-Katolickim, też – chcąc być wiernym sumieniu – będę musiał zrobić krok w tamtą stronę.

Wyznanie nie może nas zamykać ani na Boga, ani człowieka. Ma nas otwierać i prowadzić. Jeśli zamyka, staje się sektą niszczącą osobowość jednostki.


Pewnym naturalnym etapem rozwoju duchowego chrześcijanina jest przekroczenie granicy szowinizmu konfesyjnego i stanięcie w pełni Prawdy jako uczeń Chrystusa nie mający względu na to, skąd kto idzie, ale patrzący na to, dokąd kto podąża. Pod Krzyż idzie się z różnych stron. Pozornie wygląda to tak, jakbyśmy szli przeciw sobie, a przecież spotykamy się w Jednym Miejscu.

  

rozmawiała

sam. Paulina Gwóźdź  22 KDH „WAWER”.


***

Wywiad w ramach próby stopnia harcerskiego przeprowadziła druhna z Katowic. Miała w planie próby, że w ramach zapoznawania się z innymi wyznaniami przeprowadzi wywiad z „innym”. No i wyszło to, co wyszło. :)


  • RSS