Dodano 24 grudnia 2014, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

BN2014MJP

 

Miasto jest nasze – stołki są wasze

Dodano 19 grudnia 2014, w polityka, Polska, społeczeństwo, przez Wędrowiec

Zawarcie koalicji radnych z ramienia Stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze” z klubem PO w Radzie Dzielnicy Warszawa-Śródmieście, a następnie szybkie wywalenie trójki radnych MJN z klubu ( i jego rozwiązanie) wraz z wyciąganiem jednemu z wywalonych tego, że przez chwilę pracował dla prof. Pawłowicz z PiSu, potwierdza to, co już wcześniej pisałem, że ruchy miejskie podpompowane przez Gazetę Wyborczą miały być rzekomą alternatywą dla tych, którzy są zniesmaczeni rządami Platformy w Warszawie, ale nie chcą głosować na PiS. Tyle, że hodowany pieczołowicie dżin urwał się ze smyczy i nie ma zamiaru na nią wracać. 

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2014-12-19 153637.bmp

W odpowiedzi zbulwersowała się Joanna Erbel, jakiś czas kreowana przez Wyborczą na „Matkę Boską” ruchów miejskich, że ruchy miejskie skręcają na prawo i trzeba je zlewicować.

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2014-12-12 153307.bmp

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2014-12-12 153153.bmp

 

Szkopuł w tym, że pani Erbel mimo całkiem fajnego programu, nie przekroczyła progu wyborczego (2% z groszami), na co na pewno wpływ miał kompromitujący wywiad jaki przeprowadziła z nią Katarzyna Kęsicka dla tejżesz Wyborczej. Wywiad negliżował fakt, że kandydatka Zielonych nie ma pojęcia o mieście, którym chce zarządzać. W celu ratowania poparcia Joanna Erbel wyskoczyła z komingautem, że jest biseksualną poliamorystką (za moich czasów określało się to mniej wykwintnym słowem na „d”) przez co poległa z kretesem, bo ruchy miejskie, grupujące tworzącą się warstwę mieszczańską, będą podążać za mieszczańskim spojrzeniem na świat, a to zawsze było raczej konserwatywne i niechętne wszystkiemu, co zakłóca harmonię i spokój. 

W ten sposób chytry plan wziął w łeb, a wszystkie partie polityczne i środowiska światopoglądowe muszą przywyknąć, że na mapie pojawił się nowy gracz, któremu zależy na tym, by piaskownica była czysta, a nie na tym, by miała jakikolwiek kolor (©s00hy).

Dym dymem pogania

Dodano 3 grudnia 2014, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Takiej zadymy jak dziś to chyba nigdy nie było. Od rana stan kryzysowy (nie ważne czemu), a do tego kolejny wykwit geniuszu kiera.

Zaczęło się od tego, że ok południa wpadł do nas kolega, ktory do niedawna pracował z nami, teraz jest w innej komórce. Kolega przytaszczył ze sobą krzesło obrotowe do komputera. Rozmawialiśmy z nim chwilę. W końcu grzecznie pożegnał się, zabrał stojący u nas fotel wypoczynkowy (na kółkach), zostawił krzesło i wyszedł. Na nasze protesty powiedział, że sprawa jest uzgodniona z odpowiednimi czynnikami.
Czynniki potwierdziły.

Po chwili przyszedł kiero i od razu spytał, czemu zamiast fotela jest krzesło. Wyjaśniliśmy. Kiero się spienił i zaczął przemowę z cyklu „ja tu jestem kierownikiem”, ale szybko wytłumaczyliśmy mu, że w końcu co mogliśmy zrobić? Bić się z drugim oficerem o krzesło?
Kiero zażądał notatki służbowej, którą też spłodziłem opisując jak niezwłocznie podjąłem pościg za krzesłem (skuteczny), ale wobec alibi podejrzanego musiałem odstąpić od czynności służbowych. Tekst nadaje się do serii „z notatnika policjanta”. Może kiedyś go tu wrzucę.
:-)

W ślad za notatką kiero rozkręcił aferę „krzesło” na pół komendy, a my pękaliśmy ze śmiechu, ale z drugiej strony było nam trochę wstyd za idiotę. Kobiecie, którą najbardziej obskoczył kupiliśmy bombonierkę na przeprosiny.

A tak przy okazji, cały czas walczyliśmy z kryzysem, gdzie każde słowo mogło mieć wpływ na rozwój wydarzeń i naprawdę spowodować nieobliczalne konsekwencje i skutki finansowe liczone w milionach euro.
Ale krzesło było ważniejsze.

Drugi dym rozkręca się na polu harcerskim. Nie wiem, jak ludzie odpowiedzialni za zaistniałą sytuację wybrną z tego, ale będzie ciekawie. Dość, że w wyniku nieodpowiedzialności grupy wysokich rangą i doświadczonych instruktorów letni obóz inspektoratu stanął pod znakiem zapytania… To znaczy w zasadzie nie ma już szans na uratowanie go.
Robię co mogę łatając cudze dziury i pytam sam siebie, czy mi się chce to robić? Ale cóż, żeby nikt nie powiedział, że „olałem”, zawalczę. Ale bez przekonania.

 

  • RSS