Kryzys kontrolowany – bilans

Dodano 25 listopada 2014, w polityka, Polska, społeczeństwo, służby specjalne, przez Wędrowiec
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Jaki mamy krajobraz po wyborczosamorządowym zamieszaniu? Cóż… bardzo ciekawy. Oczywiście, główne siły w Polsce okopały się na swoich pozycjach. Jedni krzyczą o fałszerstwie, drudzy odpowiadają, że kwestionowanie wyniku to podpalanie Polski. Zasadniczo nihil novi.

Jest jednak pewna zmiana. Otóż z chóru potępiającego „warchołów i podpalaczy”, domagających się wiarygodnych wyborów, wyłamał się Prezydent RP Bronisław Komorowski. Oczywiście, jego retoryka jest nadal antypisowska, ale jednocześnie:

  • nie kwestionuje on, że do nieprawidłowości jednak doszło,
  • bez komentarza przyjmuje dymisje całej PKW,
  • mówi wprost o wprowadzeniu nowego prawa wyborczego,
  • konsultuje z prawnikami metody zaradzenia takiej sytuacji na przyszłość,
  • zapowiada konsultacje z partiami politycznymi,
  • zakreśla akceptowalne z jego strony formy negacji wyniku wyborczego.

Całość brzmi jak w klasycznej komunistycznej nowomowie „nic się nie stało, ale wyciągniemy z tego wnioski na przyszłość”. Oczywiście, gdy mnie wybierzecie po raz drugi, bo przecież do maja nie zdążymy dokonać zmian w prawie (narzucony przez TK warunek, że zmiany w prawie wyborczym nie mogą wejść w życie później, niż na pół roku przed wyborami), ho ho ho ho!

W ogóle, działania Prezydenta sprawiają wrażenie, jakby tylko on zachował w całym tym zamieszaniu zimną krew lub… jakby tylko on był na nie gotowy?
Czy zatem wyborczy kryzys kontrolowany został odpalony z inspiracji środowiska prezydenckiego?

Nie ulega wątpliwości, że obóz rządzący ulega postępującej erozji. Przejawem tego jest nie tylko wynik wyborów, w których PO utraciła sporo województw (nawet jeśli dzięki koalicji z PSL będą tam rządzili dalej, to i tak najsilniejszą partią będzie PiS, a to oznacza koniec wszechwładzy i konieczność liczenia się z opozycją).

Symptomem znacznie poważniejszym jest rozwój ruchów miejskich, stanowiących szansę powstrzymania odpływu poparcia do PiS. Symptomatyczne jest tu „miasteczko Wilanów”, które jeszcze niedawno było twierdzą PO. I nie mówię tu o żadnym „spisku”. Mówię o zjawisku odpływu wyborców od partii rządzącej i to odpływie radykalnym. Ci ludzie nie akceptują PiSu, ale z PO już im też nie po drodze.

Co będzie za pół roku? Sondaże CBOS można sobie wsadzić w buty. To agencja rządowa, mająca kreować wizerunek władzy za pomocą socjotechniki. Wystawienie przez PiS Andrzeja Dudy jako kandydata na Prezydenta jest dla Bronisława Komorowskiego naprawdę poważnym problemem. Młody, dynamiczny prawnik z doświadczeniem zarówno w administracji, jak i Trybunale Stanu oraz parlamencie krajowym i europejskim, a nawet w samorządzie, podobnie jak B. Komorowski wywodzący się z harcerstwa, jest człowiekiem, o którym na pewno nie można powiedzieć, że nie jest fachowcem. Jego życiorys jest wręcz wzorcowy dla człowieka ubiegającego się o taki urząd. Zbieżność nazwisk z liderem „Solidarności” Piotrem Dudą może dać mu także głosy związkowców upatrujących w nim gwaranta obrony interesów pracowniczych i związkowych.

W tej sytuacji zagrożenie, że w maju przyszłego roku Bronisława Komorowskiego zastąpi w Pałacu Prezydenckim Andrzej Duda, jest realne i poważne.

Co może zrobić „ośrodek prezydencki”? Ano uciec do przodu. Przedstawić Bronisława Komorowskiego jako gwaranta stabilności państwa w sytuacji zakłócenia jego funkcjonowania. Jako tego, który rozumie problemy, jakie się pojawiły, ale rozwiąże je w sposób gwarantujący stabilizację. Bronisław Komorowski będzie zatem kreowany na statecznego męża stanu, który z jednej strony naprawi wadliwy system, a z drugiej nie dopuści, by „ludzie żerujący na słabości państwa” doprowadzili do „rozstrzygnięć ulicznych”. A to wszystko w pseudodemokratycznej retoryce, że rzekomo demonstracje uliczne są sprzeczne z zasadami demokracji (z zasadami „demokracji ludowej” owszem, w normalnej demokracji są standardem).
Dzięki temu Bronisław Komorowski odcina się od swojej, słabnącej i dającej coraz mniejsze szanse na reelekcję, bazy partyjnej, a poszerza bazę społeczną odwołując się do powszechnej wśród Polaków potrzeby świętego spokoju. Obietnicę „ciepłej wody w kranie” w retoryce „ośrodka prezydenckiego” zastępuje właśnie „obietnica świętego spokoju”, którego gwarantem ma być Bronisław Komorowski.

W tym celu „ośrodek prezydencki” odpala kryzys wyborczy, wywołując zamieszanie na scenie politycznej. Zamieszanie, w którym tylko on wydaje się być ostoją spokoju i uczciwości. Zarówno rząd, jak i opozycja – ewidentnie zaskoczone sytuacją – lecą w retorykę konfrontacji, a tylko Prezydent zachowuje umiar i nawołuje do spokoju.

Mamy „trupa”, mamy „narzędzie zbrodni”, mamy motyw. Czy istniała możliwość?

Zauważmy, że prawie wszyscy główni aktorzy teatrzyku są powiązani z Prezydentem. Członków PKW mianuje Prezydent. Policję do PKW przeciw demonstrantom wezwała Kancelaria Prezydenta. Natomiast powiązania Bronisława Komorowskiego z dawnymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi są tajemnicą poliszynela. Szczególnie dziwi bezradność ABW wobec firmy Nabino, która tworzyła system informatyczny do liczenia głosów, nie mając żadnych certyfikatów bezpieczeństwa! Nie zauważono ani przetargu „szytego na miarę”, ani braku certyfikatów. Nie sprawdzono przed wyborami szczelności systemu, co przecież nawet laikom wydaje się oczywiste. Zupełnie tak, jakby Agencja dostała polecenie, że ma się tym nie zajmować…

Mamy więc „trupa”, mamy „narzędzie zbrodni”, mamy motyw, mamy sposobność. Jest sprawca.

A co opozycja? Opozycja, a szczególnie PiS, po raz kolejny dała się ograć jak małe dzieci i grzecznie odegrała zapisaną jej rolę. Teraz, po fakcie bulwersuje się, że przecież narracja, że problemem była awaria systemu informatycznego jest bzdurą, bo nie wyjaśnia to, czemu głosy liczono przez tydzień. Wskazuje, że opowieści, że trzeba było liczyć „ręcznie” są bzdurą, bo na poziomie komisji obwodowych zawsze liczy się ręcznie i dopiero te wyniki wprowadza do systemu.

I ma rację. Ale powstaje pytanie, gdzie opozycja była podczas wyborów? Co robili mężowie zaufania? Czemu po pierwszych sygnałach, że coś jest nie tak na poziomie komisji okręgowych, nie podjęto działań zaradczych?

Jeśli od czterech lat mówi się o fałszowaniu wyborów, jeśli wie się, że Kodeks Wyborczy został zmieniony w sposób uniemożliwiający skontrolowanie nieważnych głosów, co zrobiono, żeby temu zapobiec? Gdzie wyszkoleni mężowie zaufania? Gdzie społeczna straż wyborów, która niedopuściłaby do wożenia worków z kartami do głosowania taksówką bez policyjnej eskorty?
Lista zaniedbań i zaniechań ze strony opozycji jest tak długa, że aż dziwi naiwność jej członków. Trzeba naprawdę być ciężkim frajerem, żeby tak się podkładać.

Nadrzędną zasadą „szkoły krakowskiej” jest, że przeciwnik ma prawo być skurwysynem, ale ja nie mam prawa być frajerem. Jeśli po raz kolejny dałem się wydymać, to powinienem gruntownie przeanalizować własne postępowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×