Kryzys kontrolowany – finał

Dodano 24 listopada 2014, w polityka, Polska, społeczeństwo, przez Wędrowiec

Kryzys związany z wyborami samorządowymi zakończył się. Panowie z Państwowej Komisji Wyborczej ogłosili wyniki (myląc się przy tym, co do rozkładu mandatów), a następnie podali się do dymisji, która mocy nabierze po drugiej turze wyborów.

Oczywiście, cały czas spływają informacje o „nieprawidłowościach” zaistniałych w trakcie wyborów, ale zasadnicza batalia już się rozegrała, a wraz z nią zakończył się kryzys wywołany „awarią” systemu informatycznego PKW.

Czy tym samym kończy się cała afera? Nie. Skutki kryzysu będą dawały się odczuwać jeszcze długo i kto wie, czy nie stanie się dla obecnego systemu tym, czym była „afera Rywina” dla rządów SLD? Przede wszystkim nastąpiło całkowite podcięcie zaufania społeczeństwa nie tylko do instytucji wyborów, ale i do całego systemu prawnego RP, który już wcześniej budził wątpliwości. Wyniki wyborów są w istocie sprzeczne z Konstytucją, bo jeśli Konstytucja gwarantuje wybory PROPORCJONALNE, to jakim cudem ten, który dostał mniej głosów, ma więcej mandatów?

10806272_572459089554237_4342149158791542416_n

Efektem jest z jednej strony radykalizacja postaw, a z drugiej zniechęcenie i brak wiary w zmianę sytuacji. Jedno i drugie jest groźne dla systemu i groźne dla państwa. Dla systemu dlatego, że zmniejszenie się liczby ludzi nastawionych krytycznie, ale lojalnie i praworządnie, wzmacnia tych, którzy będą skłonni podjąć działania radykalne. Jednocześnie sami zwolennicy opcji rządzącej, widząc, że za każdym razem ich partie odnoszą sukcesy, bez względu na to jak silna wydaje się opozycja, mogą któregoś dnia uznać, że nie muszą robić nic, żeby system utrzymać. Że utrzyma się on sam z siebie na zasadzie „deus ex machina”. Tymczasem nawet systemy tyrańskie muszą mieć jakieś poparcie społecznie. Paradoksalnie, im większa tyrania, tym do szerszych warstw społecznych musi się odwoływać.
Dla państwa  sytuacja jest groźna z tych samych powodów. Radykalizacja postaw może zdestabilizować państwo, a jednocześnie narastający marazm może zniszczyć i tak wątłe podstawy „społeczeństwa obywatelskiego”.

Co gorsza dla systemu, drążenie kwestii wiarygodności wyborów przez opozycję będzie powodowało trwałe erodowanie zaufania społecznego do opcji rządzącej i coraz bardziej trwałe przyleganie do niej, szczególnie do PSL, opinii fałszerzy. To w pewnej perspektywie, niekoniecznie w ciągu roku, zaowocuje ostatecznym i całkowitym upadkiem. Szczególnie, jeśli w czasie wyborów prezydenckich i parlamentarnych znowu dojdzie do „nieprawidłowości”.

Czy taki był cel wywołania tego kryzysu kontrolowanego? Może. Na pewno jego plusem jest to, że o potrzebie przeanalizowania przyczyn dziwnego rozkładu głosów nieważnych zaczęli mówić naukowcy (a nawet Prezydent RP), a o potrzebie zmiany prawa wyborczego, politycy i sędziowie.

Natomiast – tzw. klasa polityczna, plus instytucje społeczeństwa obywatelskiego, powinny teraz dołożyć wszelkich starań, by jak najszybciej wyeliminować systemowe patologie, które doprowadziły do obecnego kryzysu.
Z jednej strony – przerobić ordynację wyborczą tak, by była czytelniejsza i bardziej wiązała głos wyborcy z rezultatem wyborów. Ponadto – przeprojektować system głosowania, by ograniczyć możliwości błędów i fałszerstw do minimum.
Z drugiej strony – filozofia działania państwa musi ulec zmianie. Rząd (i samorząd) powinien odpuścić sobie te sfery, w których zgodnie z chrześcijańską zasadą pomocniczości oraz liberalną państwa minimum nie jest niezbędne angażowanie środków publicznych. Za to tam, gdzie władza publiczna swoją rolę musi odgrywać (np. organizacja wyborów) należy nie robić drobnych oszczędności i nie upychać na stołki zblazowanych totumfackich. Zmiana prawa zamówień publicznych winna być jedną z tego konsekwencji…


  • RSS
2 Flares Twitter 0 Facebook 2 2 Flares ×