Krajobraz po żenadzie

Dodano 11 stycznia 2017, w patriotym, polityka, Polska, samozaoranie opozycji, społeczeństwo, przez Wędrowiec

Jaro stał na nabrzeżu przy jednej z fortecznych baterii i patrzył na rozgrywającą się na Zatoce bitwę.
Flagowy okręt admirała Adama, pancernik „Czerska” szybko nabierał wody i szedł na dno.
Obok jak lotniskowiec „Kuźniecow” dymiła niemiecko-rosyjska nowoczesna jednostka „Naftowiert borysławski”.
Przed nimi, w połowie drogi do wybrzeża rozpadały się jednostki szturmowe, desantowiec „Kodowany”, na którym nastąpiła eksplozja w magazynie faktur i rakietowy „Nowy Cześnik”, z którego wysłano wcześniej oddział komandosów do opanowania centrum dowodzenia sił obrony wybrzeża. W trakcie bitwy dowódca oddziału wybrał się jednak z jedną z adiutantek na sąsiednią wyspę na weekend. W oddziale wybuchł bunt, a komandoski zaczęły okupować mostek kapitański „Nowego Cześnika”, żądając rotacyjnych dyżurów weekendowych adiutantek przy dowódcy.
Na stojącej opodal Platformie Wietniczej do walki przeciw sobie szykowali się zwolennicy „Krwawego Grześka” i Ewy „Metr W Głąb”.

15895436_1197634290332203_2160197858721017989_o

Nabrzeżne baterie nie oddały jeszcze ani jednego strzału, a bitwa była zakończona.

- Koty to jednak dranie – powiedział Jaro, patrząc z uznaniem na kota, który siedział obok. – Pomysł z propozycją, by wybrali spośród siebie admirała, był genialny.

- Miau! – potwierdził kot, patrząc na tonącą flotę na tle zachodzącego słońca i planując kolejny ruch…

 

Tekst jest wyciągniętym z archiwum i nieco tylko uporządkowanym „strumieniem świadomości” zapisanym jako status i seria komentarzy na FB w 2011 roku. 

 Motto:

Tuż przed ostatecznym zniszczeniem Rzeczypospolitej Jan Jakub Rousseau miał rzec do Polaków: „Nie możecie sprawić, by was nie pożarli, ale postarajcie się, by was nie strawili”.

z12101437Q

Taka myśl historiozoficzno-mesjanistyczna mnie naszła: pożerając Polskę zaborcy zadławili się, a na rodach i państwach uczestników zbrodni zawisło fatum.

Najłatwiej to wykazać na przykładzie Austrii, której upadek zaczął się już w 1806 roku, najtrudniej na przykładzie Prus, które szczyt potęgi osiągnęły w 1871 roku. A rebours, Francja, która Polskę zdradziła wówczas kilkakrotnie zaczęła się staczać w 1812, a popierająca nas Wlk. Brytania (w 1864 żądała konferencji międzynarodowej w obronie Polski) szła ku potędze, a runęła dopiero po zdradzie jałtańskiej.

Czytaj dalej »

Strony: 1 2 3 4

Otagowane:  

Tryumf Woli

Dodano 4 kwietnia 2015, w chrześcijaństwo, Tolkien, Wielkanoc, przez Wędrowiec

To pierwotnie miała być gawęda na zbiórkę harcerską. Na zbiórkę wielkanocną. W drużynie, w której zdeklarowani chrześcijanie stanowią może połowę składu. Reszta, nawet jeśli chodzi do kościoła na gadki kojarzące się z kazaniem wzrusza ramionami…

Co nas łączy? Większość zna i lubi Tolkiena…

Więc może odwołać się do Tolkiena? Bo przecież Mistrz pisząc swoje Dzieło przekazywał prawdy chrześcijańskie…

Zacząłem układać to w głowie, a ponieważ myśli było za dużo, spisywać…

I powstał esej. Gdy go skończyłem, na otwartym w tle fecebooku zobaczyłem, że Galadhorn, autor blogu „Tolknięty” opublikował nowy wpis. Zaskoczyło mnie, że jego treść tak bardzo koresponduje z tym, co napisałem. Nie, nie jest taka sama. Koresponduje. Jak dwa głosy w polifonicznym chórze.
Na drugi dzień z kolei znajoma opublikowała na swoim profilu na FB cytat ze św. Augustyna, idealnie podsumowujący mój esej. Dopisałem go, oczywiście. 
Ale to dziwne, że troje ludzi niezależnie od siebie „śpiewa w chórze”, choć każde na własną melodię. Nie uzgadniając treści ze sobą, tworzą chór.

To znaczy nie dziwne dla tych, którzy wiedzą, czym jest Duch i jak działa. :D

Po odczytaniu eseju na zbiórce miałem go opublikować tu, ale Galadhorn poprosił mnie, żebym opublikował go na portalu Elendilion. 
I tak się stało. 

Zapraszam do czytania. 

Za ten wpis odpowiedzialny znowu jest Hubert Kozieł, który na swoim blogu napisał był o Mickiewiczu:

Mickiewicz, przedstawiany dzisiaj w szkołach jako nudziarz piszący jakieś bukoliczne pierdoły o „dzięcielinie”, był za życia uznawany za supergwiazdę o międzynarodowym uznaniu. To również człowiek, który organizował polską siłę zbrojną u boku Mazziniego w Rzymie i pod tureckimi skrzydłami w czasie wojny krymskiej.

No właśnie. „Dzięcielina”, czyli odwołanie do „Pana Tadeusza”, sielsko-anielskiej wizji życia w dworku szlacheckim na Litwie w okresie między upadkiem Rzeczypospolitej, a kampanią 1812 roku. Przerabiamy to w szkołach cierpiąc niewymownie, gdy doszukujemy się co autor myślał, kiedy pisał.

7585

Oglądając świetną, a z czasem coraz lepszą, filmową interpretację dzieła przez Andrzeja Wajdę zauważyłem, że scena bitwy znakomicie pokazuje rolę, znaczenie strzelca wyborowego i działań dywersyjnych w starciu z regularną armią. Szlachta litewska w walce z Rosjanami nie miała szans. Każda salwa ich dziesiątkowała. To Tadeusz celnym strzałem eliminując jednego z żołnierzy uświadomił Rykowowi i Płutowi, że sami są zagrożeni i zmusił do negocjacji, których wynikiem był pojedynek. Ostatecznie zwalenie przez szlachtę gołębnika na moskiewskie szeregi rozbiło szyk wroga i przechyliło szalę zwycięstwa.



Zainspirowany przez Huberta, analizując dalej zrozumiałem, że scena ta w poemacie nie jest zwykłym literackim opisem rąbaniny, ale… precyzyjną instrukcją walki pospolitego ruszenia z regularnym wojskiem rosyjskim, wskazaniem co jest siłą moskali (dyscyplina, dowodzenie i szyk) i co stanowi ich słabość (brak morale, niezdolność do walki bez dowództwa i po rozbiciu szyku), opisem, czego unikać (ataku frontalnego wręcz, negocjacji, rycerskich metod rozwiązywania sporów) i na co uważać (rozejm Rosjanie wykorzystują do wyeliminowania tych, którzy najbardziej im zagrażają). Podkreślenie znaczenia precyzyjnego ostrzału z dystansu (strzelec wyborowy, snajper) i masowych uderzeń dywersyjnych rozbijających szyk i eliminujących dowództwo.
W 1939 roku Finowie walczyli tak, jakby trzymali się tej instrukcji.

adam-mickiewicz-pan-tadeusz

Ale czy na tym koniec? Bynajmniej. Dokładnie taki charakter – zbeletryzowanej, literackiej instrukcji – ma cały poemat. Jest to instrukcja budowy konspiracji, podtrzymywania nastrojów patriotycznych, przygotowań do powstania z jednoczesnym wskazaniem, co może stworzyć zagrożenie dla powodzenia planu i jakim niebezpieczeństwem jest przedwczesny wybuch powstania.

Mickiewicz nie pisał wspomnień, ani narodowej sielanki. To był materiał szkoleniowy, zawierający także elementy programu politycznego, który właśnie dlatego miał „trafić pod strzechy”, według słów samego Mistrza.

Otagowane:  

Dodano 24 grudnia 2014, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

BN2014MJP

 

Miasto jest nasze – stołki są wasze

Dodano 19 grudnia 2014, w polityka, Polska, społeczeństwo, przez Wędrowiec

Zawarcie koalicji radnych z ramienia Stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze” z klubem PO w Radzie Dzielnicy Warszawa-Śródmieście, a następnie szybkie wywalenie trójki radnych MJN z klubu ( i jego rozwiązanie) wraz z wyciąganiem jednemu z wywalonych tego, że przez chwilę pracował dla prof. Pawłowicz z PiSu, potwierdza to, co już wcześniej pisałem, że ruchy miejskie podpompowane przez Gazetę Wyborczą miały być rzekomą alternatywą dla tych, którzy są zniesmaczeni rządami Platformy w Warszawie, ale nie chcą głosować na PiS. Tyle, że hodowany pieczołowicie dżin urwał się ze smyczy i nie ma zamiaru na nią wracać. 

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2014-12-19 153637.bmp

W odpowiedzi zbulwersowała się Joanna Erbel, jakiś czas kreowana przez Wyborczą na „Matkę Boską” ruchów miejskich, że ruchy miejskie skręcają na prawo i trzeba je zlewicować.

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2014-12-12 153307.bmp

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2014-12-12 153153.bmp

 

Szkopuł w tym, że pani Erbel mimo całkiem fajnego programu, nie przekroczyła progu wyborczego (2% z groszami), na co na pewno wpływ miał kompromitujący wywiad jaki przeprowadziła z nią Katarzyna Kęsicka dla tejżesz Wyborczej. Wywiad negliżował fakt, że kandydatka Zielonych nie ma pojęcia o mieście, którym chce zarządzać. W celu ratowania poparcia Joanna Erbel wyskoczyła z komingautem, że jest biseksualną poliamorystką (za moich czasów określało się to mniej wykwintnym słowem na „d”) przez co poległa z kretesem, bo ruchy miejskie, grupujące tworzącą się warstwę mieszczańską, będą podążać za mieszczańskim spojrzeniem na świat, a to zawsze było raczej konserwatywne i niechętne wszystkiemu, co zakłóca harmonię i spokój. 

W ten sposób chytry plan wziął w łeb, a wszystkie partie polityczne i środowiska światopoglądowe muszą przywyknąć, że na mapie pojawił się nowy gracz, któremu zależy na tym, by piaskownica była czysta, a nie na tym, by miała jakikolwiek kolor (©s00hy).

Dym dymem pogania

Dodano 3 grudnia 2014, w Bez kategorii, przez Wędrowiec

Takiej zadymy jak dziś to chyba nigdy nie było. Od rana stan kryzysowy (nie ważne czemu), a do tego kolejny wykwit geniuszu kiera.

Zaczęło się od tego, że ok południa wpadł do nas kolega, ktory do niedawna pracował z nami, teraz jest w innej komórce. Kolega przytaszczył ze sobą krzesło obrotowe do komputera. Rozmawialiśmy z nim chwilę. W końcu grzecznie pożegnał się, zabrał stojący u nas fotel wypoczynkowy (na kółkach), zostawił krzesło i wyszedł. Na nasze protesty powiedział, że sprawa jest uzgodniona z odpowiednimi czynnikami.
Czynniki potwierdziły.

Po chwili przyszedł kiero i od razu spytał, czemu zamiast fotela jest krzesło. Wyjaśniliśmy. Kiero się spienił i zaczął przemowę z cyklu „ja tu jestem kierownikiem”, ale szybko wytłumaczyliśmy mu, że w końcu co mogliśmy zrobić? Bić się z drugim oficerem o krzesło?
Kiero zażądał notatki służbowej, którą też spłodziłem opisując jak niezwłocznie podjąłem pościg za krzesłem (skuteczny), ale wobec alibi podejrzanego musiałem odstąpić od czynności służbowych. Tekst nadaje się do serii „z notatnika policjanta”. Może kiedyś go tu wrzucę.
:-)

W ślad za notatką kiero rozkręcił aferę „krzesło” na pół komendy, a my pękaliśmy ze śmiechu, ale z drugiej strony było nam trochę wstyd za idiotę. Kobiecie, którą najbardziej obskoczył kupiliśmy bombonierkę na przeprosiny.

A tak przy okazji, cały czas walczyliśmy z kryzysem, gdzie każde słowo mogło mieć wpływ na rozwój wydarzeń i naprawdę spowodować nieobliczalne konsekwencje i skutki finansowe liczone w milionach euro.
Ale krzesło było ważniejsze.

Drugi dym rozkręca się na polu harcerskim. Nie wiem, jak ludzie odpowiedzialni za zaistniałą sytuację wybrną z tego, ale będzie ciekawie. Dość, że w wyniku nieodpowiedzialności grupy wysokich rangą i doświadczonych instruktorów letni obóz inspektoratu stanął pod znakiem zapytania… To znaczy w zasadzie nie ma już szans na uratowanie go.
Robię co mogę łatając cudze dziury i pytam sam siebie, czy mi się chce to robić? Ale cóż, żeby nikt nie powiedział, że „olałem”, zawalczę. Ale bez przekonania.

 

Kryształ Gwiazd – powrót

Dodano 28 listopada 2014, w Kryształ Gwiazd, Pisanina, przez Wędrowiec

Po dwuletniej, jak obliczyła koleżanka, przerwie powróciłem do „Kryształu Gwiazd”. Przeczytałem od nowa, naniosłem drobne poprawki. Między innymi zmieniłem kilka imion i usunąłem zbyt nachalne odniesienia do serii „Heroes of the Might and Magic” oraz „Might and Magic”.

I wiecie co? To naprawdę się fajnie czyta. :-) 

Otagowane:  

Kryzys kontrolowany – kontekst

Dodano 26 listopada 2014, w Bez kategorii, polityka, Polska, służby specjalne, przez Wędrowiec

Pora na krótki komentarz umiejscawiający całą awanturę w konkretnym kontekście geopolitycznym.

Zacznijmy od konstatacji, że w polskiej polityce ścierają się trzy główne opcje: atlantycka (USA, UK), Europejska (Niemcy, Francja) i rosyjska. I nie, nie mam tu na myśli agentur, zdrajców i pieczeniarzy, choć bynajmniej istnienie i działanie agentury nie jest tu wykluczone, ale to, z którym z głównych graczy międzynarodowych najbardziej „po drodze” jest poszczególnym obozom politycznym w Polsce. Jak napisałem, nie jest wykluczone ani to, że część z tych polityków jest z zewnątrz lepiej lub gorzej opłacana, ani to, że wpływ na nich mają agentury głównych graczy.

Opcję atlantycką reprezentuje przede wszystkim PiS i Jarosław Kaczyński, ale też część SLD (np. Leszek Miller), zaś w PO jej eksponentem do jakiegoś momentu był np. Radosław Sikorski.

Opcja europejska to cała praktycznie dawna Unia Wolności (Mumia Wolności), choć Janusz Onyszkiewicz i jego Klub Atlantycki raczej szedł w stronę atlantycką, a przede wszystkim dawny Kongres Liberalno-Demokratyczny, powstały za pieniądze CDU - czyli zasadniczo trzon polityczny partii rządzącej. Wystarczy zobaczyć, kto dostaje wysokie nagrody od niemieckich fundacji, żeby zorientować się, kto „gra na Niemcy”.

Opcja rosyjska z kolei eksponowana jest przede wszystkim przez „ośrodek prezydencki”, większość SLD, dawne WSI oraz PSL (kwestia ultraszkodliwych dla Polski i korzystnych dla Gazpromu umów gazowych). Ostatnio do tej opcji zapisał się także Janusz Korwin-Mikke, a tradycyjnie naiwny stosunek do Rosji wykazuje część Ruchu Narodowego i różnych nie kanap nawet, tylko kanapek typu Klub Zachowawczo-Monarchistyczny.

I od razu zastrzegę, że istnienie takich opcji jest w polityce normalne i występuje w każdym kraju, także w Niemczech, gdzie ścierają się podobne opcje (atlantycka, europejska i rosyjska). Co więcej, każdy normalny kraj buduje w innych państwach swoją „agenturę” wpływu pozwalającą mu uzyskiwać korzystne dla siebie rozstrzygnięcia w tamtejszych kręgach politycznych. III RP też takie coś miała, zanim postanowiła prowadzić politykę ciężkich frajerów, dzięki tym „ośrodkom wpływu” zostaliśmy m.in. przyjęci do NATO, czy też wzięliśmy udział w konferencji na temat zjednoczenia Niemiec (tak, lemingi, Polska kiedyś liczyła się na tyle, że została zaproszona do udziału w konferencji mocarstw).

Jak sytuacja międzynarodowa odbija się na naszych rozgrywkach wewnętrznych?

Od 2007 roku, od ogłoszenia przez Obamę „resetu” w relacjach z Rosją wszystkie trzy opcje miały w Polsce wspólne interesy. Każda z nich zainteresowana była niezadrażnianiem relacji polsko-europejskich i polsko-rosyjskich. Stąd np. ewakuowanie Radka Sikorskiego z PiS do bardziej wygodnego w tym momencie PO.
Jeśli uwzględnić, że za rządów Gerharda Schroedera – ewidentnego agenta wpływu Rosji – Niemcy szczególnie mocno powiązali się gospodarczo z Rosją na tyle, że w 2008 przełknęli gładko zabójstwo niemieckich turystów przez Rosjan podczas wojny w Gruzji. Im zatem też zaognianie relacji polsko-rosyjskich nie było na rękę.
Relacje polsko-rosyjskie jak zwykle (i długo tak będzie) wyznaczało rosyjskie przekonanie, że Polska, to tymczasowo uznana za niepodległą zbuntowana prowincja.

Taki stan rzeczy trwał, pomimo różnych zachwiań, perturbacji i niejawnych konfliktów dość długo, choć ostatnio w Syrii okazało się, że jednak Europa walczy z Rosją, ale za pomocą sił specjalnych i wywiadów.
Wszystko zmieniło się wraz z „kryzysem ukraińskim”, którego początkiem była próba wyrwania Putinowi kontroli nad Ukrainą, jako z jednej strony zemsta za porażkę Zachodu w Syrii, a z drugiej jako forma szantażu, żeby był grzeczny i nie dogadywał się z Chinami, to może pozwolą mu zachować jakąś formę wpływów w Kijowie. Zachód przelicytował, nie biorąc pod uwagę, że utrata „ruskich ziem” stawia Putina „pod ścianą” i że nie może on na taką zniewagę zareagować inaczej, niż twardą obroną „integralnej części Rusi”. Wola samych Ukraińców nie ma tu większego znaczenia.

Uwzględniwszy, że Obama jest pod presją nadchodzących wyborów prezydenckich (on nie może startować, ale Demokraci chcieliby zachować ten urząd), a wynik niedawnych wyborów senackich nie napawa go optymizmem, nietrudno zauważyć, że drogi USA i Europy oraz Rosji coraz bardziej się rozchodzą. Symptomatyczna jest ostateczna odmowa przekazania przez Francję rosyjskiej flocie pierwszego z wyprodukowanych Mistrali.

Jak to rzutuje na naszą sytuację? Środowiska do tej pory dość zgodnie współdziałające na terenie Polski również zaczynają realizować sprzeczne interesy. Dla USA najwygodniejszym byłby w Polsce rząd dający gwarancję lojalności względem Waszyngtonu. Oznacza to, że rząd wspierany z Berlina to dla Stanów obecnie za mało, bo Niemcy okazały się mało wiarygodnym sojusznikiem. Berlin, oczywiście, chciałby zachować kontrolę nad tym, co dzieje się nad Wisłą, zaś Rosja, z oczywistych powodów,  chciałaby swoje wpływy rozciągnąć.

Oczywiście, dla Berlina większym celem jest wyeliminowanie z gry w Polsce USA, stąd ciągły sojusz z promoskiewskim PSLem i tolerowanie „ośrodka prezydenckiego”, ale w dalszej perspektywie może to ulec zmianie. Szczególnie, że niedawno na Węgrzech Stany pokazały, że potrafią niesfornych sojuszników przywołać do porządku i wymusiły zmianę tonu Orbana w sprawie Ukrainy, mimo że Węgry uniezależniły się od międzynarodowych instytucji finansowych. Podobnie stało się w Pradze. Jest więc możliwe, że wkrótce podobny nacisk zostanie wywarty na Polskę, czy nawet Niemcy. Szczególnie, że wszystkie sondaże mówią o wzrastającym poparciu polskiego społeczeństwa dla opcji atlantyckiej, zdecydowanej słabości opcji rosyjskiej i słabnącym poparciu dla stronników Berlina.

Uwzględniając dynamikę sytuacji, realnym jest zagrożenie, że opcja moskiewska już podczas wyborów prezydenckich znajdzie się w osamotnieniu. Oczywiście, jeśli znowu dojdzie do sojuszu opcji rosyjskiej i europejskiej, jak w 2007 roku, to Bronisław Komorowski raczej wybory prezydenckie wygra. Opcja atlantycka w pojedynkę nie będzie w stanie im się przeciwstawić. Co jednak, jeśli rozejście się Niemiec i Rosji spowoduje, że Platforma wystawi zupełnie inną osobę tak, by wykluczyć wpływ Rosji na sytuację w Polsce. Już w 2010 roku wystawiając Bronisława Komorowskiego, zamiast przewidywanego wcześniej Donalda Tuska, w wyborach na Prezydenta RP, opcja niemiecka w Platformie zredukowała opcję rosyjską do roli „strażnika żyrandola”, ogrywając tym samym niedawnego sojusznika. „Ośrodek prezydencki” na pewno to pamięta i woli przygotować się na sytuację, gdy przestanie być potrzebny.

I właśnie dlatego Bronisław Komorowski i jego kamaryla potrzebują oderwać się od politycznej bazy rozszerzając jednocześnie swoją bazę społeczną. Doprowadzić do stanu, w którym kolejne pięć lat rządów nie będzie zależało ani od aktualnego poparcia dla poszczególnych partii politycznych, ani od relacji między poszczególnymi opcjami.

I temu służył kryzys kontrolowany.


  • RSS